LOADING

Type to search

„KROCZYĆ ŚLADAMI JEZUSA”

Andrzej Górny 29 grudnia 2019
Share

 

Ewangelia z dn.28.12.2019

„Rzeź Niewiniątek”.

Mt 2, 13-18.

Dokąd prowadzi zazdrość? Zbrodnia popełniona przez Heroda pokazuje–jak słabym i zaślepionym był człowiekiem! Strach o rywala do jego królestwa ziemskiego napełnia go obawą: spiskuje, jak zgładzić nowo narodzonego Króla (Mt 2,2),zwalcza swego Stworzyciela i wydaje na śmierć niewinnych. W czym zawiniły te dzieci? Ich języki były nieme, oczy niczego nie widziały, uszy niczego nie słyszały, ręce nic nie zrobiły. Zadano śmierć tym, którzy nie znali życia…Czy w poszukiwaniu sukcesu w życiu doczesnym–nie „zabijamy” w sobie duszy? Dlaczego nawet wówczas–kiedy sumienie mówi nam o konsekwencjach niewierności wobec Boga i nieuczciwości w stosunkach z ludźmi–potrafimy je”zagłuszyć”?                                    Chora zazdrość(bo odrobina zdrowej nie jest niczym złym)prowadzi nawet do najgorszych odruchów,nie mających nic wspólnego z miłością bliźniego.Ileż to szczęśliwych wydawałoby się związków–rozpada się przez zaborczość jednego albo obojga partnerów–nawet w sakramentalnych małżeństwach!?                    A skąd to wynika? Najprostszą odpowiedzią będzie stwierdzenie,że ci ludzie kochają najbardziej…siebie. Bo gdyby akceptowali inność i życie drugiej osoby(która rzecz jasna jest naprawdę lojalna) i nie doszukiwali się za wszelką cenę jej niewierności itp–to sami byliby spokojniejsi i bardziej „ludzcy” wobec kochanej osoby i zaglądali wgłąb swojego serca,otwierając się na Boga i bliźniego. Jest to też brak zaufania do samego Boga, który w końcu połączył tych ludzi i „stali się jednym Ciałem”… Członki jednego ciała są wzajemnie zależne od siebie–jednak żyją jakby własnym życiem. Współczesna medycyna potrafi „uratować” prawie wszystkie organy w ludzkim organizmie, a nawet przeszczepić je od dawców. Jednak nie sposób żyć bez głowy,czy z „cudzą” głową–w przeciwieństwie np do kończyn…    Głową w Ciele Kościoła jest sam Jezus,który kieruje całym postępowaniem poszczególnych Jego członków(całym życiem człowieka). Chrystus odczytuje przyszłość i zna sekrety serc, sądzi myśli i bada zamiary (Ps 139) a więc dlaczego opuścił niewinne dzieci!? Dlaczego ten Król nieba, który się narodził, zaniedbał towarzyszy w Jego niewinności, zapomniał o straży wokół Jego kołyski–tak, że wróg, który chciał dosięgnąć Króla–zniszczył całą Jego armię? Chrystus nie opuścił swoich żołnierzy–ale napełnił ich zaszczytem, pozwalając im tryumfować, zanim nie przeżyli prawdziwie i dając im zwycięstwo, choć nie walczyli… Chciał, aby posiedli niebo, woląc je od ziemi…, posłał ich przodem–jak heroldów. Nie opuścił ich: uratował swoją przednią straż, nie zapomniał o nich… Błogosławieni ci, którzy zamienili wypoczynek na pracę, ulgę na ból, radość na cierpienie. Są żywi–żyją prawdziwie Ci–którzy ponieśli śmierć za Chrystusa… Błogosławione łzy, które wylały ich matki za te dzieci: równają się łasce wód chrzcielnych…

Niech Ten, który zechciał spocząć w naszej stajni–poprowadzi także i nas na pastwiska niebieskie!

Ewangelia z dn.29.12.2019

Mt 2, 13-15. 19-23 Ucieczka świętej Rodziny do Egiptu

Ciąg dalszy prześladowań Heroda.

Anioł ukazał się we śnie świętemu Józefowi i ostrzegł, że Herod poszukuje małego Jezusa, by pozbawić go życia: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu”. Nowonarodzony Jezus jest więc prześladowany… Józef bez zwłoki idzie za radą anioła i ostrzega swoją małżonkę. Bierze parę narzędzi, które weźmie ze sobą–aby w Egipcie pracować w zawodzie i mieć z czego utrzymać ubogą rodzinę. Maryja zaś zbiera w jeden pakunek pieluszki dla Boskiego Dzieciątka i zbliżywszy się do kołyski klęka na kolana, całuje stopy swojego ukochanego syna i wśród łez i czułości mówi mu: „Mój synu i mój Boże, przyszedłeś na świat aby ocalić ludzi. Zaledwie się narodziłeś, a już ludzie chcą Cię zabić!” Bierze go w swe ramiona i kiedy on dalej płacze, święci małżonkowie zamykają pośpiesznie drzwi i w środku nocy udają się w drogę…

„Ukochany Jezu! Ty–który jesteś królem nieba–widzę Cię teraz pod postacią dzieciątka wędrującego na wygnaniu. Kogo szukasz? Powiedz, że mnie. Odczuwam współczucie, gdy patrzę na Twoje ubóstwo i Twoje uniżenie–ale najbardziej dotyka mnie wielka niewdzięczność, z jaką traktują Cię ci, których przyszedłeś ocalić. Ale Ty nas wszystkich ukochałeś miłością odwieczną,która objawiła swój finał na krzyżu. Płaczesz, ja także płaczę–gdyż byłem jednym z tych, którzy Tobą wzgardzili i Cię prześladowali. Nie ufałem Ci, nie potrafiłem wznieść się ponad swoje słabości i zapomnieć o krzywdzie–jaka mnie spotkała. Pogrążyłem się w chaosie i rozpaczy,szukałem „szczęścia” w ślepych zaułkach tego świata…Byłem na dnie,a Ty wyciągnąłeś do mnie rękę i pomogłeś dalej żyć. Postanowiłeś mnie ocalić–żeby spełnił się plan,który w swojej Mądrości przewidziałeś. Wybawiłeś mnie od śmierci i to wiecznej…Być może teraz nadal mam ciężkie życie–tak po ludzku,ale dzięki Tobie „narodziłem się na nowo” i mam udział w Twoim Królestwie–już tu na ziemi.

Wiedz, że teraz wolę Twoją łaskę od wszystkich królestw ziemskich. Wybacz mi, że Cię obrażałem. W tej podróży ku wieczności, dozwól mi nieść Cię w moim sercu–tak jak Maryja, która niosła Cię w ramionach podczas ucieczki do Egiptu. Mój ukochany Odkupicielu, tak często wypędzałem Cię z mojej duszy–ale teraz ufam, że na nowo ją odzyskasz. Błagam Cię, przywiąż ją do siebie słodkimi więzami Twojej miłości!                                                     Pozwól mi odnaleźć Ciebie w każdym spotkanym człowieku i przez to Cię uwielbić. Niech samotność nie będzie dla mnie straszna,a głoszenie Twojej chwały sprawi,że wiele dusz razem ze mną przyjdzie do Ciebie i Ty Panie nigdy nie będziesz samotny i opuszczony–tak,jak na Golgocie…Świat mnie odrzucił–tak,jak Ciebie–mój Królu,ale Ty cierpiałeś niewinnie. Zbawicielu mój! Miałeś odwagę być „wystawiony na pohańbienie” niemal od Twoich narodzin i prześladowania w końcu zaprowadziły Cię na krzyż. Spraw proszę–abym do końca swoich dni nie schodził z drogi,którą mi wyznaczyłeś i niósł swój „krzyż”–tak,jak Ty Panie–z woli Twego Ojca. Niech Twój Święty Duch Boże–sprowadzi na mnie ogień Twojej Miłości oraz Mądrości,abym przez Twoje Słowa poznał Ewangelię Jezusa i stał się Jego uczniem. Apostolstwo i życie w duchu Twojej Świętej Księgi niech będzie rozkoszą i sensem mojego życia. A Ty–Najświętsza Panienko–Matko Umiłowanego–prowadź mnie do Niego każdego dnia i wstawiaj się za mną! Chroń mnie przed wszelkimi niebezpieczeństwami i nie wypuszczaj spod Twojej Matczynej Opieki. Opiekunie Pański–Święty Józefie–bądź dla mnie wzorem wytrwałości–w mojej trudnej drodze i na wszystkich ścieżkach tego świata i spraw–żebym szczęśliwie dotarł do celu,który wskazują Aniołowie Pańscy!”

Dodaj komentarz