LOADING

Type to search

Kościół dla Młodych wychodzi z katakumb

Dariusz Okoń 14 czerwca 2013
Share

O ile z podobnym problemem Kościół musi mierzyć się z pokolenia na pokolenie, niczym nowym bowiem nie jest to, że dzieci dorastają, stają się dorosłymi i wydają na świat kolejne pokolenia, o tyle zmieniły się czasy i środki oddziaływania. Kiedyś może i wystarczyło przemówić do rozumu, teraz trzeba zachęcić. Młodzi, którzy urodzili się po 1980 nie chcą nakazu, a zafascynowania, zarażenia ich miłością do Boga w miejsce straszenia i nakazywania. My młodzi pragniemy delikatności, bo w czasach mediów, wojen na ekranach telewizorów, fal radiowych, prasy pragniemy trochę zrozumienia, podania ręki, zafascynowania. Kościół chyba nigdy wcześniej nie musiał tak radykalnie zmienić sposobów dotarcia do młodzieży, musiał bowiem użyć najnowszych technologii, pozbawiając ich pierwotnego znaczenia. Internet, który może być narzędziem propagandy, wykorzystać do głoszenia Słowa Bożego. Musiał portale społecznościowe, na których trwają dyskusje młodych ludzi o weekendowych zabawach, kreacjach weselnych i ofertach reklamowych wielkich koncernów zamienić w medium włączające się w dyskusję o Stwórcy. Złośliwi mogliby powiedzieć, że Kościół musiał (używając terminologii marketingowej) wykreować markę. Lecz czy byłoby to złośliwością?

Kościół w Internecie ma szeroką ofertę. Ale nie tylko w sieci. Coraz częściej wychodzi do młodych, a ci go przyjmują z otwartymi rękoma.

Uwaga, wpis będzie zawierał lokowanie produktów. Ale z żadnym z „produktów” nie jestem związany jako twórca, a i one nie są komercyjne, są darmowe i służą sprawie wyższej :) Podanie nazw, adresów itp. jest tylko ułatwieniem w celu dotarcia do konkretnych projektów, akcji, stron.

Kwadrans dla Boga

Jeśli zobaczysz w autobusie, w pociągu, w metrze kogoś mającego słuchawki na uszach, to jeśli nie ma dziwnej fryzury i stroju (co obroni go przed posądzeniem o wszelkie światowe zło i przynależność do różnych sekt) można powiedzieć, że po prostu słucha sobie muzyki. Ale nawet jeśli wyróżnia się z tłumu, to radziłbym tak łatwo go nie osądzać, bo gdy tłum gapiów modli się o jego nawrócenie, on ten czas może spędzać z Bogiem. Tak, tak: w metrze lub w tramwaju ten ktoś mimo hałasu właśnie przemawia do Stwórcy i słucha Jego słów. A to za sprawą inicjatywy „Modlitwa w Drodze”. Mechanizm jest prosty jak… po prostu niech będzie, że prosty. Jezuici nagrywają Ewangelię na każdy dzień. Zapraszają do tego różnych ludzi, czasem używają własnego głosu. W tle leci nastrojowa muzyka (jeśli to dzień, w którym zwracamy w Czytaniach uwagę na bolesne momenty Historii Zbawienia, to są to dźwięki pełen spokoju, powagi. Gdy cieszymy się, to już na maksa, uwielbiając Boga pieśniami zespołów religijnych). Zakonnicy zadbali o legalność stosowanej muzyki. Na stronie internetowej projektu znajdują się odnośniki do źródeł piosenek, płyt, linków w sieci. Ale Słowo i muzyka to nie koniec. Pytania, przemyślenia, refleksje i momenty wyciszenia do własnej kontemplacji. Potem już tylko modlitwa końcowa i… i jesteśmy po duchowym prysznicu, który ożywi naszą duszę na cały dzień. Całość zamyka się w 10-12 minutach, choć zdarzają się i krótsze nagrania. „Modlitwa w Drodze” to nowoczesna, przeznaczona na telefony, odtwarzacze MP3, iPhony, iPady i przeróżne inne mobilne urządzenia forma ćwiczeń ignacjańskich. Założenie jest proste: ludzie ciągle gdzieś się spieszą, biegną, przemieszczają się i podróżują. Czasem nawet (co pewnie nie dziwi) muszą stać w kolejkach. Czemu zatem tego czasu nie oddać Bogu? Czemu z Nim się nie spotkać? Każdej niedzieli na stronie www.modlitwawdrodze.pl pojawia się „paczka” plików do pobrania na kolejny tydzień lub dwa. Dla (nie)posiadaczy urządzeń mobilnych każdy dzień można odsłuchać online na stronie. Mając w uszach słowa Ewangelii żadna droga już nie wyda się monotonna :)

Lajknij i tweetnij

Kościół coraz chętniej korzysta z portali społecznościowych. O ile na Facebooka przenoszą się teraz wszyscy, którzy cokolwiek działają w sieci (nie będę tu teraz wymieniał portali chrześcijańskich, które tam wklejają inspirujące treści na swoje tablice; Stacja7 też tam jest :)), o tyle dawniej mniej popularny Twitter nie ustępuje tu kroku. Papież Benedykt XVI tweetował, jego następca również to czyni. Ale i różni duchowni. Obserwuję na swoim twitterowym profilu komentarze do niedzielnej Ewangelii. Dziwią mnie 2 rzeczy: że w 140 znakach można tak wiele przekazać i tak zróżnicowanie. Tak jak z nieba nie spadają dwa takie same płatki śniegu, próżno szukać na Twitterze dwóch identycznych tweetów poświęconych analizie aktualnej Ewangelii. Słowo Boże wraca do Stwórcy, gdy trafi do naszych uszu. Najpierw jednak przemierza sieć w poszukiwaniu gruntu do wydania owocu. Może napiszę to trochę pod wpływem chwili, ale to chyba CUD :) Kościół wcale nie pachnie naftaliną i gronostajowymi futrami, ale przenika do sieci, otwiera się na nowe technologie. Ma charyzmatycznych, użytkujących sieć kapłanów, którym nic co ludzkie, nie jest obce (a komputer to jeden z najbardziej humanistycznych wynalazków :)). I to humanistyczne medium daje się wykorzystać do głoszenia Słowa Bożego, nawracania, zachęcania młodych do Kościoła. Dla mnie bomba!

Ksiądz w akademiku

O tym wydarzeniu słyszało pewnie niewielu, a szkoda. Jeśli coś z natury nie jest skandalem lub złą wiadomością, do tłumów nie dotrze. A tu proszę: Kościół bliżej studenta, a właściwie to ksiądz. Ksiądz Artur Chruślak od października zamieszkał w radomskim akademiku. Kontakt duszpasterza akademickiego ze studentami pokazał przede wszystkim, że duchowny to nie kosmita, ma takie same problemy jak inni i… i że może być po prostu kumplem, z którym można pogadać na młodzieżowe tematy, unikając przy tym specjalnego słowotwórstwa i krasomówstwa. Niecodzienna akcja, a może nie akcja a po prostu pełne miłości i troski wyjście do ludzi, aby ich poznać twarzą w twarz, a nie w relacji ambona-wierni. Nie poprzestanie na kazaniu, a wysłuchanie, danie świadectwa, oswojenie z Kościołem, religią. Pokazanie, że z księdzem można pożartować, zwierzyć mu się, powiedzieć, co cieszy, a co, kolokwialnie mówiąc, wkurza. Nie tylko w Kościele i kościele, ale i w codziennym życiu. Oby więcej tak charyzmatycznych księży. A może jest ich więcej, ale media milczą?

Katechizm nie jest nudny!

O „Czerwonej książeczce” świat już słyszał. Jej już dziękujemy, czymże ona w świetle żółtej książeczki – żółtej, bo pełnej światła. Żółtej, bo symbolizującej blask – blask Ducha Świętego. O tak, ta publikacja to dopiero ma moc, ma siłę, ma szansę na zmianę świata i przeniesienie na wyższy poziom życia. Mowa oczywiście o „YOUCAT” – Katechizmie dla młodych pisanym przez młodych. Katechizm Kościoła Katolickiego w formie, która zachęca do czytania, dyskutowania, pogłębiania duchowej wiedzy. „YOUCAT” był przede wszystkim osobistą prośbą Benedykta XVI do zgłębiania wiary, pobłogosławioną przez papieża. Forma przyjazna, bogata w obraz i słowo. Młodzi to głównie wzrokowcy, świat fotografii i wielkoformatowych (a tym samym barwnych) obrazów dostępnych w sieci silnie na nich działa. Potrzeba było świeżości, a nowoczesny Katechizm trafia w dziesiątkę. Znowu 1:0 dla Kościoła :)

Słowo

Kilka lat temu jakimś sposobem trafiłem na pewną stronę, która umożliwiała wirtualną prenumeratę treści biblijnych. Wszystko za darmo, szybko i łatwo. Wystarczyło tylko podać adres e-mail, by po chwili dostać wiadomości z wybranymi przez siebie treściami. „Biblijna kanapka dla nastolatka” z cytatem z Pisma Świętego oraz refleksją dla młodych. Cytaty z Księgi Psalmów oraz z Księgi Mądrości. Codzienna Ewangelia, wybrane biblijne wypowiedzi Chrystusa oraz komentarze do nich. Wiele, wiele więcej. Potrzeba jedynie dostępu do internetu oraz wirtualnej skrzynki. Projekt nie należy do żadnego Kościoła, tworzą go ludzie wierzący w Chrystusa, ludzie różnych wyznań chrześcijańskich tworzących to, co C.S. Lewis (autor „Opowieści z Narnii”, ale i wybitny teolog) nazwał „chrześcijaństwem po prostu” – chrześcijaństwem, które nie skupia się na podziałach i doktrynach, ale pokazuje to, co wspólne: prawda o Bogu, Jego Synu, Duchu Świętym i życiu prowadzącym ku Zbawieniu. Projekt jest darmowy, ale można go wspomóc. Na listę subskrypcji można zapisać się pod adresem: www.slowo.pl

Katechizm bardzo krótki

Krótki, bo tylko 3 minutowy Katechizm. O projekcie niedawno było głośno, wybrane materiały były zamieszczane w sieci bezpłatnie, kilkadziesiąt z nich dodano niedawno do katolickiej prasy. Najtrudniejsze prawdy wiary i te podstawowe treści w formie animacji. „Katechizm w 3 minuty”. Projekt non-profit, którego twórcy pozyskują fundusze aby rozpowszechniać swe dzieło. Kilkanaście filmików dostępne jest za darmo online, pełna baza (ponad 70 odcinków) zamyka się w symbolicznej „dyszce” i płycie DVD. Kolejny trafiony (i elektroniczny, atrakcyjny, nowoczesny, ciekawy) sposób na dotarcie do młodych, czyli użytkujących wirtualne media.

Duszpasterstwo

Termin znany od lat. Prawie przy każdej uczelni działa duszpasterstwo akademickie. Spotkania ludzi o tych samych zainteresowaniach, wyznawanych wartościach, wierze. W grupie łatwiej przeżywać swoją duchowość. Na szerzące się treści antyklerykalne i hołdowanie „ukrywaniu się” ze swymi poglądami spotkanie z grupą z duszpasterstwa jest odtrutką i naładowaniem do wyznawania publicznie swej wiary. Wspólne chodzenie po górach, dyskusje, śpiewanie i modlitwa. A do tego charyzmatyczni duchowni i zdolna młodzież. Udana recepta na dobrze spędzony czas. Nie wolno zapomnieć o oazach i formacjach duchowych. Tak więc nie zapominam i o nich wspominam :)

A po duszpasterstwie?

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz jest jednym z bardziej znanych duszpasterzy akademickich w naszym kraju. YouTube, Facebook, blogi – pełne są jego kazań, wypowiedzi. Ale i audycja: cotygodniowy „Katechizm Poręczny” mimo późnej pory przyciąga słuchaczy, którzy do księdza Piotra wysyłają listy z pytaniami. Te ostatnie także w nowoczesnej formie: SMS, e-mail, tradycyjna korespondencja. Pewnie wiadomość na Facebooku będzie w przyszłości tylko formalnością. Czemu jednak ksiądz Piotr? Poczucie humoru, nieszablonowe podejście do tematu, lekkość i mądrość. Mądrość przede wszystkim. Duchowny od problemów rodzinnych, małżeńskich i studenckich potrafi zarażać wiarą. Ale najważniejsze: nie zraża, a zachęca. Pokazuje, że stanowiskiem Kościoła nie jest „nie, bo nie”, ale jasna i logiczna odpowiedź, która ma na celu nie stawianie sztucznych granic i zakazów, ale dobro bliźniego i samego siebie.

Literatura „popularnoreligijna”

Nie, to nie oficjalna nazwa, a jedynie mój autorski (może nie do końca poprawny) neologizm. Ale za to oddający to, co chcę powiedzieć. Tak jak kiedyś książki C.S. Lewisa pełne wiary, barwnych porównań, zgrabnych metafor, przejrzystości i jasności (a przy tym z poczuciem humoru), tak obecnie wielu duchownych wykorzystuje ten „popularnoreligijny” język w swych rekolekcjach, książkach poświęconych duchowości. A młodzież lubi takie zabiegi. Lubi też Szymona Hołownię, który potrafi napisać biografię Boga luźno i na serio. Grę, której nagrodą jest zbawienie (i to dosłownie, bo czekające na mecie gry planszowej), czy też pokazać błędy i zasługi duchownych. I potrafi rozśmieszyć (serio, nie myślałem nigdy o tablicy wyświetlającej teksty pieśni kościelnych jak o karaoke – do czasu przeczytania „Kościoła dla średnio zaawansowanych” i śmiania się na cały głos w środku nocy, gdy wszyscy spali). Książki wywodzące się z nurtu „popularnoreligijnego” są modne, są markowe, młodzi ludzie chcą eksponować to, że czytają konkretną pozycję religijną konkretnego (modnego i popularnego) autora chrześcijańskiego. Hołownia to współczesny C.S. Lewis. A dzięki Bogu obu wydają obecnie i to w hurtowych ilościach.

Nowe sposoby na znane już Treści

Stary i Nowy Testament na ekranie komputera, aplikacje na urządzenia mobilne w formie .pdf, ebooka, jako aplikacja na Androida. Czytania brewiarzowe online, a nawet Biblia czytana przez benedyktynów z Tyńca i dostępna w formie MP3 do pobrania na dysk komputera. Biblia MP3!? Zjawisko na miarę wydrukowania Pisma Świętego przez Gutenberga. Internet jest bogaty w pisma świętych, ćwiczenia duchowe, cały tekst Pisma Świętego i modlitw brewiarzowych. Rachunek sumienia w formie wszelakiej: dla młodych, dla małżonków, dla studentów, dla gimnazjalistów. W sieci znajdziemy wszystko. Oczywiście nic nie zastąpi kontaktu ze słowem pisanym (i wydrukowanym), ale zbiory cyfrowe niczym nie ustępując swym pierwowzorom. Katecheci w szkole powinni uczyć przeszukiwania wirtualnych zbiorów religijnych w sieci, a księża powinni do listy grzechów wymienianych podczas kazań dodać zaniedbanie na tle niekorzystania z treści wirtualnych dotyczących wiary.

Pewnie znalazłoby się jeszcze wiele tysięcy podobnych sposobów na dotarcie do młodych.Wbrew pozorom Kościół nie zszedł do katakumb, ale stopniowo z nich wychodzi. Bogu niech będą dzięki!

 

Fot. CC0, www.pexels.com

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz