LOADING

Type to search

Kościół dla młodych – a co z dojrzałymi?

Justyna Domagała 8 czerwca 2013
Share

Ludzie, co Wy z tymi tendencjami w mainstreamowych mediach? Czytam mainstreamowe medium – „Gazetę Wyborcza”. Czytam w nim Katarzynę Kolendę-Zalewską, list ojca Wiśniewskiego, czytam ojca Dostatniego i ostatnio ojca Ziębę, który ostro polemizował z Magdaleną Środa, czytam Jana Turnała… Czy to nie jest nasz głos w mainstreamowych mediach? A poza tym ciągle ale to ciągle zapominamy, że królestwo nasze nie jest z tego świata i że taki był deal z Jezusem! Róbmy swoje, starajmy się to robić dobrze, niech nasza praca ma jakość, bądźmy uczciwi i kochajmy się, wyznawajmy Boga, bo mamy taką możliwość, przecież nikt tak naprawdę nas nie prześladuje, nie dajmy sobie tego wmówić, a nawet jeżeli, to powtarzam, taki był deal z Jezusem! Nie bądźmy jak Apostołowie, którzy nic nie rozumieli z tego, co On mówił: On o śmierci i zmartwychwstaniu, a oni czekają na jakąś sztuczkę, jak pisał gdzieś Szymon Hołownia. Tak byli zahaszowani na swoje wyobrażenia, że nic do nich nie docierało. Być może chcieli być w mainstreamie, ale Jezus szybko zmienił ich chcenia. My też wizję Kościoła ziemskiego sobie stworzyliśmy, a powinniśmy… nieziemskiego. Poza tym jesteśmy o 2000 lat do przodu od Apostołów, oni mieli gorzej, nie mieli naszej perspektywy.

Ale do rzeczy, czyli do oferty Kościoła dla młodych.

Moje młode życie upłynęło na oazach zmartwychwstańczych, och, to była prawdziwa przygoda, spotkanie z Bogiem, poczucie wspólnoty, poczucie, że „wszyscy braćmi jesteśmy”. Od tamtej pory przyjaźnimy się. Mój mąż, też oazowicz, nasz ślubny świadek – teraz ksiądz – także, no i mnóstwo przyjaciół. Wielu z nas dobrało się w pary, wielu chłopaków zostało księżmi. Potem może jeszcze duszpasterstwo akademickie, a potem poszliśmy w świat, w dorosłe życie i… „oferta” Kościoła się dla nas skończyła. Teraz pozostaje nam już tylko… kółko różańcowe. Nie mam oczywiście nic przeciwko kółku. Jesteś młody – jesteś w kościele – potem pozostaje Ci jedynie niedzielna msza, jeszcze dla małżeństw to może oaza rodzin, ale dla singli? Nic. Przy naszym kościele działa duszpasterstwo akademickie, ale oprócz studentów jak satelita krążę wokół niego ja, mężatka lat 45, koleżanka panna lat 42, z pięciu czy sześciu kawalerów po 30… bo gdzie się mamy podziać?

Podobno Sobór Watykański II zalecił katechezę dla dorosłych. Podobno. Jak już omówimy wdzięczny temat Kościoła dla młodych, z Lednicą, światowymi dniami młodzieży, Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży, oazą, bardzo prężnie działającym w Radomiu Stowarzyszeniem ARKA i w końcu duszpasterstwem akademickim, to poruszmy temat dorosłych w Kościele. Bo to, że nasza w nim obecność ogranicza się często do niedzielnej mszy świętej, to często jedyne co możemy. Rozmawiałam kiedyś o tym z zaprzyjaźnionym księdzem i poradził mi, żebyśmy zawalczyli o duszpasterstwo dorosłych. Dobra rada. Dobre rady są zawsze w cenie  Zawalczyć, ale jak? Gdybym miała charyzmat…  I nie chodzi mi tu o ruch, o Kościół w Kościele, o grupę typu szlachetny skądinąd neokatechumenat (byłam raz na „ich” ślubie, nikt nie klęknął w trakcie podniesienia oprócz mnie, a ławka strasznie skrzypiała i miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą), no więc, z całym szacunkiem, nie chcę takich udziwnień, chciałabym mieć miejsce dla siebie w swojej parafii, chciałabym, żeby dla mnie i dla moich znajomych przyklejonych do duszpasterstwa akademickiego było coś między oazą a kółkiem różańcowym. Może to znak czasu i kościoły właśnie nie wokół parafii, lecz wokół charyzmatycznych księży będą się skupiać? Ale to już inna sprawa. Ciekawa jestem głosów w tej sprawie. Może tylko ja odczuwam jakiś niedosyt? A może się skrzykniemy i jakoś zadziałamy?

Dodaj komentarz