LOADING

Type to search

Kontynuujemy krwawy mit Sparty

Damian Jankowski 29 września 2013
Share

W ubiegły piątek, po burzliwych kłótniach, Sejm odrzucił obywatelski projekt ustawy zakazującej tzw. aborcji eugenicznej, czyli takiej, która zostaje wykonana w przypadku, gdy dziecko posiada stwierdzone ciężkie wady rozwojowe. Nie warto rzucać teraz oskarżeń i wyzwisk w stronę tych, którzy skierowali tę inicjatywę do „sejmowego kosza”. Ostatnie wypadki każą nam natomiast po raz kolejny zastanowić się nad kondycją współczesnego społeczeństwa.

Niedawno czytałem wypowiedź jednego z duńskich lekarzy, który chwalił się, że w jego kraju do 2030 roku urodzi się ostatnie dziecko z zespołem Downa, zaś choroba ta stopniowo zanika. Niestety, powody takiego stanu wcale nie są „chwalebne”: nie wyeliminowano wcale choroby, nie znaleziono na nią leku! Pozbywa się tam natomiast osób, u których podczas badań prenatalnych stwierdzono prawdopodobieństwo wystąpienia powyższej wady. To trochę tak, jakby ludziom, u których diagnozuje się nowotwór, podać śmiercionośny zastrzyk, a potem ogłosić, że wyeliminowało się występowanie raka.

Temat aborcji eugenicznej nie pojawił się w naszej przestrzeni publicznej dopiero kilka dni temu. Niezaprzeczalnym faktem pozostają dane mówiące o tym, że w Polsce ok. 96 % wszystkich dokonanych aborcji jest powodowanych stwierdzeniem u dziecka wad rozwojowych. Dziwią mnie argumenty zwolenników tego procederu. Abstrahując od kwestii religijnych, nie może przekonywać teza, głosząca, że nie mamy do czynienia z zabijaniem dzieci. Ten, kto tak twierdzi, chyba nigdy nie widział stanu rozwoju „płodu” (przyjmując poprawną politycznie terminologię) w 12 tygodniu ciąży, a przecież to w tym czasie oficjalnie można dokonać aborcji eugenicznej. Zresztą wystarczy obejrzeć materiały wideo i zdjęcia, by przekonać się, czym jest ten „zabieg”, w każdym – nie tylko powodowanym względami zdrowotnymi – przypadku.

Czy ustawa zakazująca aborcji eugenicznej zlikwidowałaby całkowicie występowanie tego zjawiska? Raczej nie. Z pewnością znacznie ograniczyłaby jego występowanie. Środki prawne muszą być stosowane tylko w ostateczności. Każdy człowiek uważa za ciężkie przestępstwo zabicie drugiego (tego już urodzonego). Mimo tego wciąż zdarzają się morderstwa. „To w sercu wygrywamy najważniejsze bitwy” – mówiła bohaterka filmu „Moja lewa stopa”, matka sparaliżowanego chłopca. Drogą do zahamowania zabijania chorych dzieci w brzuchach ich matek będzie raczej uświadomienie społeczeństwu wartości każdego człowieka, niezależnie od tego, czy jest w pełni sił, czy też walczy z chorobą. Przecież każdy – ten funkcjonujący bez żadnych problemów, jak i ten przygnieciony „oceanem cierpienia” – ma prawo do życia. Odrzucając tę koncepcję, tak wiele wspaniałych istnień (w tym także autor tego tekstu) mogłoby zostać pozbawionych możliwości doświadczenia trudu, bólu, ale i piękna egzystencji!

Nie wystarczy wykrzyczeć w stronę rodziców, którzy dowiadują się, że ich dziecko urodzi się z ciężkim schorzeniem : „Nie wolno Ci dokonać aborcji, nawet o tym nie myśl!”. Bardziej pożyteczne może okazać się umożliwienie takim ludziom spotkania z osobami, które zmagają się w życiu z podobnym problemem, a pomimo tego na ich twarzach nierzadko gości uśmiech. Żaden artykuł, nieważne jak mocny, żadne przemówienie w Sejmie nie spowodują, że aborcja eugeniczna (a także każda inna) zniknie. Nie można przekonać wszystkich do swoich racji. Jedynie spokojne, pełne codziennej miłości ŚWIADECTWO rodzin opiekujących się chorymi, nagłośnienie i ułatwianie działalności konkretnych fundacji oraz REALNA pomoc ze strony państwa mogą przyczynić się do tego, że matka zdecyduje się urodzić dziecko, niezależnie od wyników badań prenatalnych.

W obserwacji kondycji współczesnego świata i jego nastawienia do niepełnosprawności zauważyć można pewien paradoks: z jednej strony oburzamy się na słowa pewnego polityka, uważającego, że „zdrowe” społeczeństwo musi oglądać jedynie silnych. Ekscytujemy się wyczynami paraolimpijczyków, którzy zawstydzają „normalnych” sportowców. Zachwycamy się filmami, pokazującymi zwycięstwo człowieka nad fizyczną ułomnością (jak choćby francuskimi „Nietykalnymi”, przywołaną „Moją lewą stopą” czy polskim „Chce się żyć”). Z drugiej strony jednak, jeśli chodzi o dziecko w brzuchu matki, dopuszczamy „usunięcie ciąży” ze względu na wady „płodu”, zaś najczęstszą reakcją na nowinę o planowanych narodzinach jest pobożne życzenie: „oby tylko było zdrowe”. Mimo całego rozwoju technologicznego, mimo wzrostu poziomu życia, wszelkich udogodnień z tym związanych, wciąż nie oddaliliśmy się zbytnio od zwyczajów antycznej Sparty, zrzucającej chore noworodki w przepaść (nawet, jeśli to tylko mit). Ubraliśmy je tylko w pozornie bardziej „cywilizowane” szaty.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply