LOADING

Type to search

Share

POSTanaVIAm, czyli postne ścieżki, cz. IIKON-POST vs. DE-POST

W pierwszej części (kliknij tu) poruszyłem ogólnie zagadnienia pokuty i postu, w tym w kontekście Wielkiego Postu. Nadszedł czas, by wyłuskać nieco szczegółów, odrzucając zabobonne myślenie, że w nich diabeł tkwi.

Trudno było mi zdecydować, czy o tak osobistych już przemyśleniach pisać w środku trwania tego pokutnego okresu, czy właśnie pod koniec, tak żeby jednak nie burzyć nikomu postanowień, które już zawczasu podjął. Bo wszak jak w piosence: „w biegu liczy się sam bieg”, tak i w wielkopostnych postanowieniach, już samo ich podjęcie jest jak sądzę bardzo miłe Bogu. Zatem i nie jest moim zamiarem ani forsować tu jedynej słusznej drogi (tylko dlatego, że sam ją sobie upodobałem), ani zniechęcać od takich czy innych decyzji co do formy pokuty. Ale chyba zdecydowanie lepiej będzie każdemu pomedytować, nad tym co tutaj napiszę, z myślą o ew. przyszłorocznych postanowieniach, i ze świeżą perspektywą tych powoli mijających,. Zanim jednak to uczynię jeszcze raz podkreślę – żadna pokuta (chyba, że byłaby tak wypaczona, że komuś by mogła szkodzić) nie jest zła, czy błędna. Pragnę tylko wykazać, że są dwie jej ścieżki, a od takich czynników jak charakter, możliwości fizyczne, typ duchowości, etc. może zależeć to jakie podejmujemy. Czy warto zatem w ogóle o tym pisać? Może tak, ze względu na tych ewentualnych młodych chrześcijan, którzy nie odkryli jeszcze, że jest druga ścieżka, jako że pierwsza z nich jest mocno utrwalona w tradycji i w literaturze. Błędem jednak byłoby myślenie, że jest to jakieś novum posoborowe czy jeszcze inne, bo czytamy już o tym u proroka Izajasza (Iz 58,1-11), a o czym przypomina nam w bulli Misericordiae vultus, papież Franciszek (wielkie dzięki dla s. Weroniki, która mi ten fragment wskazała w liście po pierwszej części tego artykułu).

Niestety znów musimy zacząć od warstwy językowej. W Biblii Tysiąclecia słowem kluczowym u Izajasza jest – post. Tłumacząc to jednak na obecny Kodeks Prawa Kościelnego, chyba należałoby tam w niektórych miejscach użyć słowa – pokuta. Przez swego Proroka, mówi Bóg o tym, jak ludzie poszczą i umartwiają się (nie musi to być tożsame, o czym za chwile więcej), a mimo to wcale się do Niego tym nie zbliżają. Po chwili zaś wyjaśnia jaki „post” jest Mu milszy, tu właśnie jednak szczęśniej by wybrzmiała „pokuta”, chyba że uznać już w tym miejscu „post” jako litentia poetica, gdyż jak już zostało wspomniane w części pierwszej, post odnosi się konkretnie do ograniczenia pokarmów. Z rozróżnieniem na – ilościowe ograniczenie (tj. powstrzymanie się zupełne, lub częściowe od spożywania) oraz jakościowe (tj. powstrzymanie się od spożywania określonego jadła), które aktualny KPK nazywa – wstrzemięźliwością. A co z tym umartwieniem i dlaczego jest wymieniane oddzielnie od postu? Po pierwsze – jest formą pokuty szerszą niż post, bo może odnosić się do innych sfer niż tylko odżywianie, na przykład tak jak u Izajasza – do spania na worze z popiołem. Po drugie – post wcale nie musi być formą umartwienia. Może nią być, jeśli ktoś w fanatycznym niemal zapale zdecyduje się na wielodniowy post ścisły (a do tego zamieszka na słupie), jednak badania naukowe zdają się potwierdzać, iż poszczenie (powstrzymanie się od pokarmów stałych) poprzez tzw. głodówkę jednodniową, ma ogromnie pożyteczne właściwości dla organizmu. Zatem nie tylko nie umartwia, a wręcz ożywia (choć nie odżywia). Bo czymże miało by być „umartwianie”, jeśli nie doprowadzaniem organizmu do takiej czy innej formy wyniszczenia, choćby i drobnego czy krótkotrwałego. Warto tu zwrócić przy okazji uwagę, jak to po raz kolejny współczesna nauka odkrywa coś pożytecznego, a już dawno w Biblii zapisanego, w formie przykazu (bo dlaczego starożytni mieli by sobie te różne ograniczenia zadawać, gdy nikt z im współczesnych nie był w stanie odkryć „naukowych” korzyści tego; najlepszym rozwiązaniem okazało się zapisać im to w Prawie:). Dla przykładu wspomnę, że wieprzowina w klimacie śródziemnomorskim okazuje się być bardzo ciężkostrawna, obrzezanie mężczyzn w pustynnych regionach (w czasach bez skomplikowanej bielizny;) – bardzo higieniczne, i co dla nas tu istotne – okresowe, krótkotrwałe poszczenie – znakomitym oczyszczeniem organizmu. Rabbinom pozostawiam kwestię przemyślenia czy w tym pierwszym przykładzie, po Exodusie na cały świat, koszerność nadal ma tak wielkie znaczenie dla wszystkich. Drugą kwestię jak sądzę też rozwiązał przemysł odzieżowy, ale nie mnie to rozstrzygać. Ale akurat kwestia postów okazała się ponadczasowa. I jakże przemyślnie (mimo natenczas braku odpowiedniej wiedzy medycznej), już w Biblii oddzielona od umartwiania się.

Kończąc wątek postu, myślę że warto zwrócić uwagę młodzieży (tej starszej i tej młodszej), bo „starszaki” jeszcze to pewnie dobrze pamiętają, że obecne przepisy kościelne co do postu (kan. 1251 i 1252), to jest „kaszka z mleczkiem” i z cukrem, a nie „chleb z wodą”[1]. Jak wiemy wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych[2] obowiązuje nas (katolików od 14 rż.) we wszystkie piątki roku (z wyjątkiem uroczystości), zaś post ścisły (tj. ilościowy wraz ze wstrzemięźliwością[3], który dotyczy pełnoletnich do 60 rż.) raptem we 2 dni w roku (Środa Popielcowa i Wielki Piątek), przy czym ów post wyznacza ograniczenie do jednego sytego posiłku w ciągu dnia, nie wykluczając wcale pozostałych drobnych posiłków, o nieokreślonej wielkości, byle nie do sytości).

Trudne? To wyobraźnie sobie, że jeszcze w drugiej połowie XX wieku obowiązywał kodeks prawa kanonicznego, przykazujący post ścisły w środę popielcową, piątki i soboty Wielkiego Postu, w Suche Dni[4], w Wigilię Zielonych Świąt i Bożego Narodzenia oraz 7 grudnia. Post ilościowy przypadał we wszystkie inne dni Wielkiego Postu, tj. w poniedziałki, wtorki, środy (z wyjątkiem popielcowej i suchodniowej – post ścisły) i czwartki. W dodatku przepisy o postach obowiązywały sub gravi (tj. pod grzechem ciężkim). Szczegółowość moralistów w owym czasie była tak wielka, iż określano, że spożycie potraw mięsnych do 20 gramów jest tylko grzechem lekkim, ponad 60 gramów – na pewno grzechem ciężkim. Podczas postu ilościowego na śniadanie wolno było spożyć około 70g a na wieczerzę około 300g pokarmów. Ponadto post jakościowy obowiązywał od siódmego roku życia. Jeno w przepisie podmiotu postu ilościowego, reguła była lżejsza niż obecnie, bo zaczynała obowiązywać od ukończenia 21 lat.

Tymczasem wróćmy jeszcze raz do kanonu 1249: (…) zostają nakazane dni pokuty, w które wierni powinni modlić się w sposób szczególny, wykonywać uczynki pobożności i miłości, podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowywać post i wstrzemięźliwość (…).

Post i wstrzemięźliwość omówiliśmy aż nazbyt dokładnie. Czas na pozostałe elementy.

Modlić się w sposób szczególny”ponieważ ani kodeks, ani Episkopat, ani nikt inny nie podpowiada szczegółów tej szczególności, wydaje się że pozostawione zostaje to własnemu uznaniu. Sam zwróciłbym tylko uwagę, że podobnie jak z postem może to być modlitwa ilościowa (więcej i częściej tych form modlitwy które praktykujemy na co dzień) jak i jakościowa, czyli dodatkowe formy modlitwy, które w tym czasie podejmiemy. I można z całą pewnością skorzystać z form zaproponowanych przez Kościół, jak uczestnictwo w Gorzkich Żalach czy w nabożeństwach Drogi Krzyżowej, ale także proponowanych przez różne wspólnoty świeckie (np. coraz popularniejsze Ekstremalne Drogi Krzyżowe) czy też przez siebie samych wybrane (na przykład leżenie krzyżem, odmawianie różnych koronek, litanii, różańca, etc. etc.).

„Wykonywać uczynki pobożności i miłości”tu zaś pole do „popisu” jest tak szerokie, że tylko można to pozostawić ograniczeniom własnej wyobraźni, dlatego skupię się na ostatnim, które akurat mnie najmocniej w tym roku zainspirowało:

„Podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków”i to także daje szerokie spektrum możliwości, ale już patrząc indywidualnie – nie aż tak wielkie. Skończona jest ilość obowiązków jakie każdy z nas ma. Co ciekawe, można to sobie odnieść zarówno do obowiązków rodzinnych (zmywasz w domu 2 razy w tygodniu? Pozmywaj codziennie aż ci paluchy rozmiękną![5]), wspólnotowych (śpiewasz w scholi duszpasterskiej co drugi tydzień? Bądź w dniach pokuty co tydzień, aż chrypki dostaniesz![6]), zawodowych (jesteś szewcem? Zarwij kilka nocy i uszyj buty dla bezdomnych!). Nie mogę się z wami podzielić pomysłem, który sam zrealizowałem w tym roku, bo nie zapominajmy o innej ważnej idei dotyczącej zarówno postu, jałmużny, umartwienia jak i uczynków pobożności i miłości oraz modlitwy, a o której sam Jezus w Kazaniu na Górze (Mat. 6, 1-18) przypomina: „niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja”. Nawet najbliżsi wasi nie muszą wiedzieć coście sobie na pokutę umyślili, ale też i pamiętajcie, że i oni do tej tajemnicy dzielonej z Bogiem mają prawo – ufajcie zatem, że dobro czynią, gdy gdzieś tam chodzą, coś tam po nocach w swych warsztatach dłubią lub coś w tym stylu. Czasem niektóre pokuty można dzielić z kimś bliskim, razem się ich podejmując, innym razem pokuta przez nas podjęta może w widoczny sposób wpływać na rodzinę, lub właśnie rodzić niefortunne podejrzenia, wtedy może niech wprawdzie nie wie lewica co czyni prawica, ale niech przynajmniej wie, że czyni (czyli np. „Kochanie, mam taką sprawę z Jezusem, mniejsza o szczegóły, ale będę w piątki później wracał(a) do domu” – a Kochanie już powinno się domyślić, że chodzi o jakąś pokutę, i nie drążyć, nie przepytywać, a raczej modlić o siły dla drugiej osoby, by wytrwała w swym postanowieniu).

Całe to rozmyślanie o formach pokuty, czy konkretniej przeżywania Wielkiego Postu, doprowadziło mnie do sformułowania sobie roboczo dwóch pojęć: kon-postu (nie mylić z kompostem, chociaż…;) oraz de-postu (nie mylić z detoksem, chyba że…)[7]. Ich pozorna biegunowość, nie powinna (do czego wracam z uporem maniaka) sugerować, że jedno jest dobre, a drugie złe. Każde ma swoją wartość, i być może idealnym rozwiązaniem jest właśnie znalezienie balansu pomiędzy nimi. Kon-post, to Post Konstruktywny, a zatem wnoszący nową wartość do świata. Przydanie czegoś bliźniemu, „zbudowanie”, wykreowanie. De-post natomiast to postna Dekonstrukcja, a czasem nawet zburzenie, ale tego co złe właśnie. De-postem skupiamy się zatem na sobie samym (można na co dzień walczyć także z cudzych grzechem, ale to już nie pomieści się w działaniach pokutnych, w które każdy działa na własny rachunek). Burzymy źle postawione ścianki działowe, a czasem wszystko do fundamentów, jeśli dom naszej duszy jest zbyt pokrętnie wzniesiony. Bo lepiej samemu z rozmysłem dekonstruować, niż czekać aż nam się zawali na głowę. To w tej formie narzucamy sobie (jeśli dotkną one innych, to musimy zapytać ich o zgodę) różne umartwienia, wyrzeczenia, dodatkowe posty czy wstrzemięźliwość, nie tylko od jedzenia. Ale o tym to przecież wszyscy wiedzą, prawda? Chciałbym tylko, byście wy – którzyście dotrwali ze mną do końca tych rozważań – wynieśli z nich tę wartość[8], tę wiedzę – że w ramach przygotowań na świętowanie Zmartwychwstania Pana Naszego, można nie tylko karczować swe dusze, ale i nawozić je kon-postem.

Ad maiorem Dei gloriam.

IMG_0526_full

[1] swoją drogą ciekawe jak daleko w historię sięga to sformułowanie, skoro nawet w poprzednim KPK nie było tak drastycznych postów

[2] abstinentia (zwany też postem jakościowym)

[3] ieiunium

[4] suche dni –kwartalne dni postu obejmujące środę, piątek i sobotę, obchodzone na początku każdej z czterech pór roku, tj.: po I niedzieli wielkiego postu, po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, po Święcie Podwyższenia Krzyża Świętego oraz po Wspomnieniu św. Łucji

[5] albo nogi spuchną, bo pamiętajmy o idei umartwienia – to musi „zaboleć”

[6] patrz wyżej ;)

[7] świadomie (lepiej brzmi) używam tu potocznego, ale zaraz Izajaszowego rozumienia słowa post (czyli zamiennie z pokutą)

[8] która akurat sama w sobie nie będzie moim osobistym kon-postem, mimo iż niczym ten szewc parę nocek sobie zarwałem… Ale! Nie pomyślałem zawczasu, i już pod pierwszą częścią artykułu podpisałem się imieniem i nazwiskiem… A mogłem przecież jakoś dogadać by pojawiło się jako anonim… wtedy mógłbym sobie to „zaliczyć” do „aktów umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków”, a tak to nie tylko „lewica”, ale wszyscy mogą sobie zobaczyć co wyszło spod pióra mej prawicy. Czyli gdzieś tam podświadomie, z myślą o swej próżności się podpisałem, a nie pokutnie, więc jak widać, trzeba na siebie uważać na każdym kroku, i nie unikać ciągłego de-postowania swoich słabości…

Tags:

Dodaj komentarz