LOADING

Type to search

Jorge wspaniały

Justyna Domagała 26 lipca 2013
Share

Całkiem przez przypadek, a jak wierzę, że przypadki są całkiem nieprzypadkowe, właśnie nabyłam drogą kupna wywiad z papieżem Franciszkiem jeszcze z czasów, gdy był kardynałem. Słuchajcie, to już truizm właściwie, ale ten papież jest niesamowity. Z taką pokorą pisze o sobie, że kiedyś był Jorge wspaniałym, bo mu się wydawało, że coś osiągnął tu na ziemi, i przyznaje się na przykład do tego, że złe i nieprzemyślane decyzje podejmuje pod wpływem emocji. Pisze też o tym, jak to kiedyś pewien człowiek stanął mu na drodze do wyznaczonego celu, mianowicie Jorge spieszył się na pociąg. Potem musiał się z tego wyspowiadać. Ale z czego właściwie? A z tego, że człowiek nie był dla niego celem samym w sobie, a przeszkodą w drodze do celu. Zatem cel został źle wyznaczony! To człowiek jest celem! Jorge tak się tym przejął, gdy otworzyły mu się oczy, że gdyby nie spowiedź, nie mógłby odprawić mszy świętej! Zachwyciła mnie ta wrażliwość i przeraził zarazem jej deficyt we mnie.

Jorge pisze o niedojrzałości i daje przykład człowieka dorosłego, który zamiast dojrzeć jak wino, skwaśniał, bo dojrzałość ściśle łączy się z cierpliwością i pokorą, a tamten człowiek był niecierpliwy i uważał się za lepszego od innych. Myślę sobie, czy aby nie kwaśnieję? No i jeszcze ta pycha, że może mam coś interesującego do powiedzenia. Dość tego, wolę świecić odbitym światłem jak Księżyc i cytować Jorge wspaniałego!

Teraz z innej beczki. Ale też kapłańskiej. Kolega ksiądz uświadomił mnie, jak bardzo zależy mu na byciu proboszczem. Zdziwiło mnie to ogromnie, zrozumieniem się nie wykazałam, gdyż mnie inna władza oprócz władzy nad samą sobą nie kręci, więc zachodzę w głowę: dlaczego mu tak zależy? Bo proboszcz to jest "gość"… A Jorge cytuje Jezusa, że "gość" to jest ktoś, kto służy, a nie ziemskich, pozornych zaszczytów szuka. Drodzy koledzy księża, czytajcie Jorge wspaniałego!

 

A przy okazji, byłam ostatnio w Londynie i tam po mszy w katolickiej katedrze westminsterskiej ksiądz procesyjnie wyszedł przed kościół, dołączyli do niego starsi koledzy po fachu i tak stali starzy i młodzi księżą przed starą katedrą pamiętającą czasy Henryka VIII chyba, a ludzie do nich podchodzili i tak sobie rozmawiali. Jakby któryś ksiądz w Radomiu wyszedł do ludzi po mszy, wziął przykład z Jorge wspaniałego albo kolegów z Anglii, to fajnie by było…

Dodaj komentarz