LOADING

Type to search

Jezusa zabiła. . . poprawność dyplomatyczna

m.niedaltowski 30 marca 2013
Share

Oczywiście tytuł tego wpisu ma charakter prowokacyjny (i jest pewnie też trochę ujęty w stylu taniego, głupiego nagłówka do artykułu na dowolnym „pudelkowym” portalu internetowym mającego na celu przykuć uwagę czytelnika, żeby jakkolwiek zerknął na potencjalną „bombę”, która w następstwie okazuje się… „kapiszonem”). Chcę w nim trochę posnuć refleksji na temat postaw oraz myśli tych, którzy na łamach historii oraz naszej wiary zapisali się jako ci, którzy zabili Jezusa. Mam tu na myśli głównie żydowskich arcykapłanów oraz Rzymian (oczywiście z Piłatem na czele).

Po upływie niemal dwóch tysiącleci od śmierci Jezusa i setkach tysięcy interpretacji, inscenizaji, ekranizacji tego wydarzenia, praktycznie wszędzie gdziekolwiek by nie spojrzeć są oni przedstawiani jako ci ŹLI (no… może w co po niektórych aranżacjach Piłat jest lekko „neutralno – zagubiony”). Zawsze krzyczą, oskarżają, drą szaty, wręcz opentańczo domagają się tego aby Jezusa zabić.

Nie chce dzisiaj robić żadnej rewolucji w sposobie postrzegania tej Historii (już nie jedni tacy „kozacy” próbowali). Chce przez chwilę spojrzeć na to z perspektywy przeciętnego żydowskiego lub rzymskiego urzędasa przez chwilę zakładając, że intencje, którymi się kierował były… SŁUSZNE, albo przynajmniej NORMALNE jak na tamte czasy.

Zarówno lub Izraela, jak i Rzymianie, żyli wówczas pod wpływem olbrzymiego dyktatu, którego epicentrum mieściło się w… Rzymie. Ich możliwości zarządzania/poruszania się po ówczesnym świecie, ich światopogląd był poddany olbrzymiej cenzurze. Ale ponieważ Żydzi i wówczas byli ludźmi obdarzonymi dość wysokim poziomem inteligencji i dyplomacji, w upływie lat wypracowali sobie pewne prawdiłowe i w miarę przyzwoite relacje ze swoim okupantem do tego stopnia, że tamten tolerował i dopuszczał ich „abstrakcyjne” zwyczaje ujęte w Torze. Wszystko to oznacza, że ówczesny lud żydowski żył w olbrzymiej, bo podwojonej (ichniejszej i rzymskiej) masie rozmaitych nałożonych na siebie przepisów, ustaw, praw, zwyczajów, które w taki a nie inny sposób pozwalały im na wspólną egzystencję.

I nagle przychodzi Facet (ba! kolejny facet), który wsadza klina pomiędzy to wszystko. Ale robi to na tyle cwanie, że nie podburza ludzi do powstania, tylko opowiada o różnych miłosierdziach bliźniego i wybaczaniu, od czasu do czasu robiąc małą awanturkę na straganach w Świątyni. Jego słowa i gesty wzbudzają zainteresowanie, stąd panowie z Sanchedrynu z początku ze sporym zainteresowaniem starają się doszukać w tym wszystkim jakiegoś głębszego sensu (i co poniektórzy wrażliwsi jak np. Nikodem kupują to w całości). Kiedy jednak zaczyna to przekraczać granicę swoistej poprawności politycznej, w akcie najbardziej banalnego dbania o swoje „dupsko”, jak i również ogólne i masowe bezpieczeństwo prostych ludzi, nad którymi sprawowali „intelektualną opiekę” postanawiają się od tego odciąć. Co robią? Biorą najinteligenniejszego z apostołów, robią scenkę z jakąś rzekomą zdradą i wrzucają Jezusa w urzędnicze i bezwględne procedury Rzymian, którzy (z całym szacunkiem) takich ukrzyżowań robili na pęczki, więc kolejne nieszczególnie ich ruszało. Tym samym również wcale nie powinno być zaskoczeniem sposób ich podejścia do Jezusa. Śmiali się… a co mieli robić?

A Piłat? Piłat był tylko niewiele znaczącym elementem w całej korporacyjno dyktatorskiej strukturze Imperium Rzymskiego. Jego władzę można trochę porównać do pozycji dyrektora regionalnego w wielkij spółce – teoretycznie pan i władca, a praktycznie wykonawca ubezwłasnowolniony setkami mniej lub bardziej głupich przepisów. Dopiero co przyjechał do Jerozolimy, a tu miejscowi wariaci (tyle że z górnej półki) wyskakują mu z jakimś kolejnym „oszołomem” i w wazeliniarski sposób utożsamiają mu go jako wroga cesarza. I jeszcze do tego żonka mu mąci jakimiś swoimi snami… No i co miał zrobić? Umył ręce i pewnie z lekkim kacykiem moralnym, który zniwelował pewnie tego samego wieczora przy kielichu, kazał go dla świętego spokoju zabić (wówczas kara śmierci nie była raczej czymś nadzwyczajnym).

I kilka „złotych konkluzji” na koniec…;)

Co zatem de facto zabiło Jezusa?

Trochę polityka, trochę poprawność dyplomatyczna, trochę przepisy i trochę zwykła ludzka rutyna i towarzysząca temu głupota…

A co kierowało ludźmi, którzy go zabili?

Poczucie bezpieczeństwa, poczucie ładu i zgodności z kodeksowymi zasadami, może trochę pycha (no bo nagle tłum słuchał nie ich tylko kogo innego)…

Czy to coś kategorycznie złego? Moim zdaniem nie. To tylko przejaw zwykłej ludzkiej ułomności oraz chęci ujęcia i racjonalnego ogarnięcia tego świata, która co jakiś czas dochodzi do pewnego krytycznego punktu, efektem czego śmierć człowieka wydaje się być czymś… DOBRYM.

Co na to Jezus? A Jezus na to:

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią…”

Bez komentarza…:)

Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz