LOADING

Type to search

Jesteś Biblią Muzułmanina

stanley26 9 października 2015
Share

Są pewne tematy w chrześcijaństwie, w których można się pokusić o polemikę czy różnicę zdań, bo mimo, że wnioski są opierane na tekstach Pisma Świętego to w Biblii nie zawsze znajdujemy konkretnej odpowiedzi na dany temat.

Tak jest na przykład z etyką seksualną. Jezus mówi o cudzołożeniu, zdradach itp., ale szczegółowo i kompleksowo o innych sprawach związanych z seksualnością już się nie wypowiada – więc głowy teologów ciężko pracują i dyskutują o tym co to tam Pan Bóg ma na myśli mówiąc to, czy tamto (lub czegoś nie mówiąc). Są też jednak pewne sprawy w chrześcijaństwie, które absolutnie nie nadają się do negocjacji. Są tak klarownie wypowiedziane przez samego Jezusa, że byłoby dużym nietaktem się z nimi „sprzeczać”.

Weźmy takie „oko za oko”. Jezus wyraźnie kończy ten rozdział w historii ludzkości (Mt 5, 38-42). Tylu by chciało szabelką pomachać jak tylko okazja się pojawi, żeby „bronić wiary naszej świętej”, a tu problem się pojawia, bo już nie wolno. Zaraz potem Jezus ustala nam „program działania” i mówi: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5, 43-44). Czyli nie tylko z szabelką na „wroga” (często dziś wyimaginowanego) nie wolno, ale jeszcze mam go miłować. Litości!

Potem Jezus tłumaczy, że słońce Ojca naszego wschodzi zarówno nad złymi i nad dobrymi i na koniec piątego rozdziału Ewangelii według świętego Mateusza zachęca nas, abyśmy byli doskonali tak jak nasz niebieski Ojciec (powtórzę się tu… którego słońce zachodzi zarówno nad sprawiedliwymi jak i niesprawiedliwymi – nie ma zmiłuj się – trzeba kochać każdego). Radykalne zastosowanie się do nauczania Jezusa w kwestii miłości wroga niejednego doprowadziło do takiego końca, jak naszego Zbawiciela – do śmierci (tu trzeba pamiętać, że śmierć to jednak tak nie do końca była końcem…). Nie słyszałem jednak, żeby któraś z tych osób szczególnie narzekała, że była „źle” traktowana przez oprawców. Wręcz przeciwnie – już apostołowie cieszyli się, gdy mogli cierpieć dla imienia Jezus (Dz 5, 40-42), a święty Szczepan (jak wszyscy wiemy) modlił się za swoich oprawców nawet w momencie śmierci (Dz 7, 60). Prawa autorskie do tego szalonego gestu (który nie ma żadnego ludzkiego sensu w świecie, gdzie „oko za oko” wydaje się być dużo bardziej naturalną odpowiedzią na doświadczane zło) posiada jednak Jezus, który sam prosił Ojca o przebaczenie tym, którzy go ukrzyżowali (Łk 23, 34). A jak wiemy, nawet w tym szalonym geście jesteśmy nie tyle zachęcani, ale wręcz zobowiązani przez Jezusa, aby Go naśladować (Mt 16, 24-25). No bo wybiórczo naśladować Jezusa to ani zimno ani gorąco, a letniego Jezus nie lubi za bardzo (Ap 3, 15-16).

Jezus dokonał absolutnej rewolucji kulturowej na krzyżu. W świecie, gdzie złem się za zło odpłacało rozwala te uleżane tysiącami lat tory i mówi „basta”! Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego i ani joty mniej. Każdego bliźniego. To miłowanie, gdy to tylko możliwe, ma być podparte czynami – trudno tu nie wspomnieć o przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 30-37). A nam po dwóch tysiącach lat nadal szczęka opada jak słyszymy, że matka wybaczyła mordercy zabicie syna. A to przecież jedyna droga, jaką ma iść uczeń Jezusa. Cholernie trudna, ale jedyna i nienegocjowalna. Owszem, do takiego „poziomu” się dojrzewa – ale jest on nieuniknioną konsekwencją podążania za Jezusem. Co innego jest dojrzewać w wierze, a co innego świadomie iść przez życie mając poglądy sprzeczne z nauczaniem Jezusa, bo na przykład „zdrowy rozsądek” nakazuje inaczej.

Tak sobie gdybamy, pięknie to wszystko brzmi, wzruszające, godne naśladowania – no cud, miód i maliny! I do tego momentu pewnie każdy się zgadza – nie ze mną tylko oczywiście z Jezusem. Żadnych manipulacji – czysta Ewangelia powyżej – są odnośniki – poczytajcie i sprawdźcie czy coś nie zostało ukryte, czy celowo pominięte przez autora. Gorąco do tego zachęcam. Wręcz nalegam – nie wierzcie mi, a najlepiej innym, tym bardziej oczytanym i bardziej znanym, też nie wierzcie – sprawdźcie zawsze w Piśmie Świętym – żeby nie było żadnych wątpliwości.

A teraz to wszystko skomplikujemy poprzez dodanie tylko i wyłącznie jednego słowa. Uwaga, weźcie do jednej ręki patelnię, a do drugiej wodę święconą, bo napiszę teraz to straszne słowo na „M”. Z mediów już wiecie, że trzeba się bać, bo nie ma ani jednego normalnego takiego na „M”. No to jedziemy! Muzułmanin (bo to z nimi nam się większość uchodźców kojarzy). I już wymiękamy,  już zaczynamy sobie szybciutko tłumaczyć, że ta miłość bliźniego to bezwarunkowa, no ale przecież nie względem tych, co z maczetami na nas tu biegną w zorganizowanej akcji islamizacji Europy. I to jak zorganizowanej! Dziesiątki tysięcy ludzi w głodzie, bólu i strachu (część z nich umiera po drodze) opłaconych (albo zmanipulowanych), aby tu w nas zaszczepić niepostrzeżenie Islam – taki „Koń Trojański” naszych czasów. Użyłem słowa „ludzi”, choć wśród braci Chrześcijan słyszałem tylko w ostatnich tygodniach takie oto określenia na uchodźców (Muzułmanów) – plugastwo, hołota, śmierdząca banda, pół-ludzie itp. Na demonstracjach w naszym chrześcijańskim kraju można było usłyszeć takie perełki jak „A na drzewach zamiast liści będą wisieć Islamiści” (tak było choćby w Katowicach). Widziałem wpisy na Facebooku odpowiedzialnych i dorosłych ludzi bolejących nad tym, że już nie traktujemy poważnie chrześcijaństwa, bo jak byśmy traktowali je choć trochę poważnie to przecież byśmy ich wszystkich szablą powybijali. Dla przykładu wypowiedź Stanisława Michalkiewicza – „Problem jest po naszej stronie, nie po stronie muzułmanów. Muzułmanie zawsze tacy byli. Tyle tylko, że chrześcijanie się z nimi kiedyś bez ceregieli konfrontowali”. Nie mam pojęcia jakie to chrześcijaństwo – może jakieś z apokryfów, ale na pewno nie z tego Nowego Testamentu, który ja posiadam w domu (normalna „tysiąclatka”).

Czy tylko dziś chcemy się bić niosąc Boga na sztandarze?

Apostołowie też sobie myśleli, że Królestwo Boże dosłownie zatriumfuje na ziemi, że Jezus zrobi porządek taki, że hej! A zrobi ten porządek Ogniem i Mieczem! A tu załamka – nie będzie rzeźni, okazuje się bowiem, że mamy budować Królestwo Boże w sercach ludzkich i że nasza walka nie ma być cielesna, ale duchowa – „nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6, 12) I tu nie tylko szabla się przyda, ale i cała zbroja, która jest w zasięgu naszej ręki (fanów wszelakich patriotyczno-religijnych zrywów z mieczem w ręku znowu rozczaruję – mówimy cały czas o zbroi duchowej) (Ef 6, 10-18). W pierwszych wiekach chrześcijaństwa ta właśnie zbroja (możesz poczytać o zbroi w podanym przed chwilą odnośniku) sprawiała, że prześladowany Kościół rozrastał się wręcz niekontrolowanie i nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby mieczem nawracać innych (dopiero później wpadliśmy jako chrześcijanie na taki pomysł i mam nadzieję, że już nigdy do niego nie wrócimy).

Przyjmijmy więc absolutnie irracjonalne i niepoparte żadnymi dowodami założenie, że każdy Muzułmanin to wróg naszej wiary i że już czyha z maczetą, aby urżnąć nam łby. Trzeba uczciwie dodać, że artykuły i filmiki z mediów potwierdzają taki scenariusz prawie w 100% – sami faceci w młodym wieku, zdjęcia rozdziawionych i agresywnych gęb, ręce w górze, jakieś dziwne narzędzia itp. No apokalipsa! Problem w tym, że potrzebowałbym góra jednego, czy dwóch dni, żeby podobne fotki „strzelić” Polakom lub też innej nacji na emigracji (jako, że sam jestem emigrantem to nie miałbym daleko). Ach ta moc manipulacji! Ale wracamy do założenia, bo się artykuł przydługawy zaczyna robić. Zakładamy, że wszyscy Muzułmanie to nieokiełznana hołota i wrogowie starego kontynentu. Co robić? Zobaczmy co zrobili chrześcijanie w Chinach, którzy w latach 50-tych XX wieku zostali przez komunistyczną władzę dosłownie wybici i wykończeni prawie do zera. Mao Zedong po objęciu władzy jednych wyrzucił (szczęściarzy – zachodnich misjonarzy) innych wrzucił do więzień (niektórych na całe życie), a tych bardziej opornych z satysfakcją wymordował (po nietuzinkowych torturach).

Chińczycy nie wyimaginowali sobie zagrożenia – ono było bardzo realne – wiara stała się przestępstwem i wykroczeniem przeciwko rewolucji. Jak sobie poradzili? Prostota odpowiedzi najprawdopodobniej niejednego czytelnika rozwścieczy. Ale taka prosta jest właśnie nasza wiara – to my ją skomplikowaliśmy milionem obrządków, które same w sobie piękne, ale niestety stały się często ważniejsze od zwyczajnego podążania za Jezusem i naśladowania Go w zwykłej, codziennej miłości do bliźniego. Mianowicie – Chińczycy (ci w więzieniach i ci co się ukryli) zaczęli się modlić i założyli zbroję (tak, tą z listu do Efezjan). I co? I Chiny mają teraz najwięcej chrześcijan na świecie – szacuje się, że może być ich nawet 100 milionów. Dziś do 30 tysięcy Chińczyków dziennie swoje życie oddaje Jezusowi, a część Chińczyków odmawia pójścia spać dopóki choć jednej osobie nie ogłoszą Dobrej Nowiny o zbawieniu – bo dla nich to jest naprawdę Dobra Nowina, więc nie wybaczyliby sobie, gdyby komuś jej nie ogłosili codziennie! Choć władza ukracała o głowę każdego „niegrzecznego” wierzącego to nie było żadnych walk mieczem i „bronienia świętej wiary”. Była, mówiąc w skrócie, zbroja. Torturowani Chińczycy modlili się za swoich oprawców i wychwalali Jezusa nawet w trakcie bicia i poniżania – dokładnie tak jak sam Jezus. A jak robi się to, co Jezus to i dzieje się to, co za czasów jak stąpał po ziemi. W książce „Back to Jerusalem” przeczytacie, że w Chinach dzieje się tyle cudów i uzdrowień, że już się na nie prawie nie zwraca uwagi – stały się normalnością dla głoszących i szokiem dla tych, którym się głosi. Brzmi nierealnie? A to już jest nasz problem niedowiarstwa zachodniego chrześcijaństwa. Więcej o niesamowitym przebudzeniu wiary w Chinach przeczytacie choćby i w książce „Człowiek z nieba” autorstwa Paula Hattaway’a.

Wracamy do Muzułmanów. Oczywiście nasze założenie jest okropnie krzywdzące dla przeciętnego Muzułmanina. Moja koleżanka Meher (muzułmanka z dziada pradziada) miałaby złamane serce, gdyby się dowiedziała, że tak bym sobie w ogóle pomyślał. Stawiamy sprawę jasno – ponad 90% Muzułmanów to normalni ludzie, którzy nie utną Ci głowy. Ale dla potrzeb mojego wywodu robimy z nich wszystkich potworów. Co my teraz możemy zrobić? Zbroja? No pewnie, że tak. A konkretniej?

Proponuję kilka punktów wymienionych w książce „ A wind in the house of Islam” traktującej o bezprecedensowych nawróceniach tysięcy Muzułmanów na chrześcijaństwo w ostatnich trzech dekadach (nie wiem czy została na język Polski przetłumaczona).

  1. Módl się za Muzułmanów – oni są normalnymi ludźmi. Jeśli nie potrafisz to proś Boga, aby dał Ci miłość do nich, aby pokazał Ci, że ich też kocha, że są Jego dziećmi. Modlitwa ma potężną moc i zmienia przede wszystkim (ale nie tylko) nasze serca – a tego, wydaje mi się, teraz najbardziej w Polsce nam Chrześcijanom dziś trzeba.
  2. Pomyśl czy możesz jakoś wesprzeć Muzułmanów – tak, aby mogli usłyszeć o Jezusie. Jeśli boisz się stracenia własnej głowy to dorzuć grosz organizacjom, które się tym zajmują – w chwili, gdy to czytasz Biblia jest tłumaczona na różne lokalne dialekty, w satelitarnej telewizji i w programach radiowych gdzieś tam w Azji ludzie słyszą o Jezusie pierwszy raz w życiu, ktoś rozwozi film „Jezus” po krajach arabskich, jeszcze ktoś inny pomaga ubogim Muzułmanom i uchodźcom (tu możemy się teraz szczególnie wykazać). Większość z nich ryzykuje życie robiąc to, co robią – wiedzą o tym i są z tym „happy” – tak, jak Jezus. A teraz będziesz miał być może Muzułmana za sąsiada. Spróbuj go poznać, zagadaj o pogodzie, zobacz czy tak samo zacznie na ciebie wrzeszczeć jak na filmikach w YouTube – zdziwisz się najprawdopodobniej. A Twoja uprzejmość będzie pierwszym krokiem do tego, żeby się zastanowił kim był Jezus. Nie będziesz musiał nic mówić. Dlatego nie daj sobie wmówić, że, żeby pomóc Muzułmanom lub wypowiadać się pozytywnie o nich to musisz zaraz przyjąć jakiegoś do domu (ostatnio się dowiedziałem na Facebooku, że mam zamknąć mordę dopóki nie przyjmę Muzułmanina w swoje progi lub że zmienię zdanie jak mi jeden z drugim córkę zgwałci – owszem, taki czyn mógłby zmienić moje serce, ale nie zmieni Ewangelii) – tak mówią Ci, którzy ani domu, ani serca nie otworzyli. Ty zacznij od serca. Ale czy serce wystarczy? Czy to nie hipokryzja? Jan Paweł II ujął to tak: Dlatego należy postępować w taki sposób, aby imigranci niechrześcijanie zawsze znajdowali u chrześcijan jednoznaczne świadectwo miłości Boga w Chrystusie. Powinni oni doznawać przyjęcia tak serdecznego i bezinteresownego, ażeby pobudziło ich to do refleksji nad religią chrześcijańską i motywami owej wzorowej miłości. W ten sposób wspomaga się Kościół w wypełnianiu jego zadania, jakim jest głoszenie wszystkim tajemnicy ukrytej przed wiekami w umyśle Bożym” – to z przemówienia „Misyjny Aspekt Migracji” z 1989 roku. Twoja serdeczność może się okazać ich początkiem drogi do poznania Jezusa. To nie tylko wystarczy, ale i z perspektywy wiary jest absolutnie najważniejsze!
  3. Jak się nie boisz to podziel się wiarą z Muzułmaninem. Bo skąd niby mają o Jezusie usłyszeć? „Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli usłyszeć, gdy nikt im nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!”. (Rz 10, 14-15) Upiększ sobie stopy. Ale to już jest wyższa szkoła jazdy więc tu gorąco zachęcam, aby najpierw zasięgnąć rady osoby mającej w tej kwestii doświadczenie – i to najlepiej duże. W Polsce niestety najprawdopodobniej nie ma jeszcze poradników na temat tego jak skutecznie dzielić się wiarą z Muzułmanami. Po angielsku jest sporo. Jeden z najbardziej popularnych to „Any-3 – anyone, anywhere, anytime” napisany przez Mike’a Shipmana. Druga, bardzo ciekawa książka to „A wind in the house of Islam”. Autorem jest David Garrison. Kolejna pozycja godna polecenia to „What every Christian needs to know about the Qur’an” napisana przez Jamesa White’a.
  4. Poznaj uchodźcę, jeśli jest blisko Ciebie. Tysiące Muzułmanów (i oczywiście Chrześcijan też) wędrują dziś przez Europę uciekając przed wojną, biedą, głodem i strachem. Niektórzy po prostu szukają lepszego życia, a niektórzy to rzeczywiście groźni i agresywni ludzie – nie zaprzeczam temu ani ja, ani Papież Franciszek, ani nikt inny. Ale to nie oznacza, że nie można się zaprzyjaźnić z uchodźcą. Twoja postawa względem Muzułmanina będzie najprawdopodobniej pierwszą „Biblią” jaką ten Muzułmanin będzie w życiu „czytał”…może dzięki temu spotka samego Jezusa?

 

Naczytałem się ostatnio mnóstwo wygibasów teologiczno-politycznych próbujących usprawiedliwić agresję z jaką wielu z nas podchodzi do tematu uchodźców. Dowiedziałem się też, że wrzeszcząc głośno i wyraźnie  „Nie dla Islamizacji Europy!” uratujemy Europę i Chrześcijaństwo.

Otóż ja proponuję odłożyć „broń” i najzwyczajniej w świecie wrócić do takiego życia, jakie pokazał nam Jezus (niektórzy skrócą w tym momencie życie i osiągnięcia Jezusa do przewracania stołów w świątyni i słów o nie rzucaniu pereł między wieprze, ale On na prawdę powiedział i zrobił trochę więcej).

Na koniec cytat z wcześniej wymienionej książki „A wind in the house of Islam” (tłumaczenie własne) – „Kiedy nie zgadzamy się na lęk, złość i nienawiść, odrzucamy wtedy balast, który trzyma nas przy ziemi i przygotowujemy się do duchowej przygody, którą przygotował dla nas Bóg”. Dla mnie to, co się dzieje teraz w Europie jest dokładnie „przygodą”, do której Bóg nas może bardzo dobrze przygotować, jeśli Mu na to pozwolimy. Jezus powiedział: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (Jan 12, 32). Z tej obietnicy Muzułmanie nie są absolutnie wykluczeni. Tylko trzeba im trochę pomóc. Chińczycy jadą często dosłownie na śmierć do krajów Muzułmańskich, aby głosić im Ewangelię (Zobacz książkę „Back to Jerusalem” Paula Hattaway’a). My mamy ten luksus, że to Muzułmanie (i to w bardzo małej ilości) przybywają do nas. Jest to wspaniała okazja, aby mogli zobaczyć jak wygląda świat, w którym to Jezus (a nie Mahomet) ustala zasady.

Warto pamiętać, że chcąc odpowiadać agresją na agresję i nawołując do dosłownej walki z Islamem i Islamistami przyjmujemy w swoim życiu nie postawę Jezusa, a postawę Mahometa. To Mahomet zaczął krzewić wiarę siłą, był grzesznikiem (Koran to potwierdza! Natomiast o Jezusie mówi, że nie miał grzechu). Jezus jest jego przeciwnością, nigdy nie walczył mieczem i absolutnie nigdy do tego nie nawoływał. Natomiast Jan Paweł II dwa tysiące lat później wykrzykiwał: „Nigdy więcej wojny”. Nie szukajmy wojny tam, gdzie jej nie ma. W wypadku prawdziwego, niekwestionowanego ataku mamy prawo się bronić. Teraz wojny nie ma. Jest migracja, która była zawsze i z której nasza wiara się wywodzi – Izraelici tysiące lat temu wędrowali w poszukiwaniu ziemi obiecanej, dziś wędrują Muzułmanie (a także Chrześcijanie). Bądźmy dla nich miłością samego Jezusa.

Ten artykuł nie miał odpowiedzieć na pytania jaka ma być polityka Europy względem uchodźców, ile mamy ich wpuścić i i ile mają od rządu dostać pieniędzy. To są zupełnie inne problemy i nie mam kompetencji, aby się na ich temat wymądrzać. Tekst mówi o zupełnie czymś innym – o miejscu, w którym rozgrywa się przyjęcie zbawienia i spotkanie z samym Bogiem – o twoim i moim sercu. To w nim rozgrywa się walka między miłością, a nienawiścią, między lękiem zbudowanym na mediach, a odwagą zbudowaną na wierze, między ostrym osądem zbudowanym na YouTube, a miłosierdziem zbudowanym na Słowie Bożym. I to ta walka jest absolutnie najważniejsza dla mojego i Twojego zbawienia, a najprawdopodobniej także dla zbawienia tysięcy czy w przyszłości nawet milionów Muzułmanów. Czy chcesz być dla nich żywą Biblią?

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

2 Komentarzy

  1. knefel 14 października 2015

    Bogu niech będą dzięki za ten artykuł! Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    1. stanley26 21 listopada 2015

      Bardzo dziękuję. Pozdrawiam i zapraszam do czytania – już niedługo nowy artykuł.

Dodaj komentarz