LOADING

Type to search

Jestem święty

ks. Łukasz Czaniecki 2 listopada 2015
Share

On mówi dzisiaj, że mi błogosławi, kiedy mi nie idzie, kiedy nie kieruję się logiką sukcesu, logiką więcej, wyżej, dalej, ale logiką, która Jego zaprowadziła na krzyż, czyli tam, gdzie poniósł po ludzku największą porażkę. On jest święty, bo jest inny.

Powinno się mówić dzisiaj o świętości, więc w sumie powinienem powiedzieć o sobie. Świętymi w Nowym Testamencie są ci, którzy poszli za Jezusem, którzy uwierzyli w niego. W Dziejach Apostolskich czytamy: Panie – odpowiedział Ananiasz – słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. Ananiasz mówi o wspólnocie Kościoła, nazywa chrześcijan świętymi. Podobnie w liście św. Piotra: Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym. Wiele razy pojawia się to określenie w stosunku do chrześcijan. Dlaczego zatem boimy się mówić o sobie: tak, jestem święty! Ustawiliśmy świętych na kolumnadzie Berniniego, wysoko, bezpiecznie daleko, drogę do świętości przedstawiamy jako długą i żmudną pracę nad sobą. Powtarzamy: nie bądź taki święty! zachęcając do normalności, do zejścia na ziemię. Ja mimo wszystko powiem dzisiaj o sobie.

Z modlitwą mam ciągle pod górę, jak się biorę do brewiarza, to zaraz mam tysiąc spraw do zrobienia. Modlę się często jak w supermarkecie: to daj, to wezmę, to trzeba wymienić. Kiedy spotykam ludzi, zwłaszcza na zamkniętych rekolekcjach, słucham ich świadectw, to w głowie pojawia się jedno pytanie: a ty? Czy ty tak się modlisz? Czy ty masz taką wiarę. Mój duch, moje wnętrze, moja przestrzeń dla Boga jest często bardzo uboga. Ubogi w duchu.

Bardzo łatwo się zniechęcam, zwłaszcza kiedy jest pod górę. Nie pokazuję tego może na zewnątrz, no bo trzeba być silnym, ale w sercu jest mi czasami smutno. Zwłaszcza wtedy, kiedy uświadamiam sobie, że jestem sam, mam przyjaciół, kolegów, ale w sumie jestem sam. To jest smutne.

Wbrew pozorom mam takie dni, że nie chce mi się nic mówić. Często nie potrafię też walczyć o swoje, rozpychać się, dopiąć swego. Jestem mało asertywny. Najczęściej boję się odezwać wtedy, gdy wiem, że wyjdzie na wierzch prawda, którą chcę ukryć. Siedzę wiec cicho przed tymi, których się boję, od których zależę, nawet jeśli w głowie ich zwymyślam, to boję się wyrzucić z siebie tego, co czuję.

Bardzo chciałbym porządku, tysiące razy przy kawie reformuję Kościół, kolegium, Polskę, system oświaty, system podatkowy. Wszystko. Chciałbym, żeby porozliczać wszystkich złych, oszustów, żeby odpłacić sprawiedliwie kłamcom i ździercom.

Chodzę do spowiedzi. Więc przynajmniej po odejściu od kratek konfesjonału mam czyste serce. Trzeba to czyszczenie powtarzać, więc jest to czystość z odzysku.

Zdarza mi się przebaczyć, zazwyczaj wtedy, kiedy wiem, że i tak nie wygram. Jest to więc pokój często z rozsądku. Wiem też, że nie mogę wszystkiego osiągnąć, dlatego muszę negocjować, muszę ustępować.

Cierpieć dla sprawiedliwości może nie zdarzyło mi się często, ale kilka razy oberwałem za coś, co nie było do końca moją winą. Kiedy ktoś źle zinterpretował moje słowa, czyny, kiedy trzeba było wypić piwo, które ktoś inny nawarzył.

Co do urągań i kłamliwych plotek jestem pewien. Na pewno wiele razy dostało mi się za placami. Problem tylko, czy z powodu imienia Jezusa, czy dlatego, że sam zawiniłem. Ale czasami mi się dostało za sutannę ciekawym epitetem, ktoś wyśmiał moje modlitwy i chodzenie do kościoła, więc myślę, że można to zaliczyć.

Masz też tak? Zdarzyło ci się nie umieć pomodlić, być smutnym, nie wiedzieć co powiedzieć, denerwować na niesprawiedliwy świat, kolejny raz spowiadać z tych samych grzechów, darować komuś jakąś winę, oberwać za coś, co nie zrobiłeś, zostać wyśmianym za bycie księdzem, zakonnikiem, chrześcijaninem?

Tylko czy ja wtedy byłem szczęśliwy? Bo Pan Jezus mówi dzisiaj, że właśnie wtedy, kiedy robię coś innego, coś odmiennego, niż chce świat, kiedy walczę o szczytne ideały, kiedy ponoszę porażki, kiedy setny raz mam to czyste serce, bo setny raz się wyspowiadałem, kiedy umiem ustąpić, zrezygnować z tego co mi się należy, kiedy milczę, bo słów mi brak – to wtedy on mi błogosławi. Dlaczego? Bo jestem inny. To właśnie znaczy święty – inny. Świętym jestem wtedy, kiedy na swoją duchową biedę, swoje kompleksy i potknięcia, swoje czyste serce z odzysku potrafię spojrzeć inaczej, tak jak patrzy na mnie On. Często wydaje się nam, że najbardziej święci jesteśmy wtedy, kiedy nam się coś uda, kiedy się nam uda dobrze pomodlić, albo kiedy przekonamy jakiegoś niewierzącego, że Kościół jest jednak dobry. On mówi dzisiaj, że mi błogosławi, kiedy mi nie idzie, kiedy nie kieruję się logiką sukcesu, logiką więcej, wyżej, dalej, ale logiką, która Jego zaprowadziła na krzyż, czyli tam, gdzie poniósł po ludzku największą porażkę. On jest święty, bo jest inny. Więc jeśli potrafisz odnaleźć się w tych błogosławieństwach, w tym innym spojrzeniu na swoje życie, to znaczy że jesteś święty. Wystarczy tylko, że spojrzysz na swoje życie inaczej, tak jak widzie je On.

Tags:
Następny artykuł

Dodaj komentarz