LOADING

Type to search

Jan Paweł II większy i cięższy niż kiedykolwiek

Marcin Kaczmarczyk 14 kwietnia 2013
Share

Tak często zastanawiamy się nad słowami papieża Franciszka, w których mówił o kościele ubogim i dla ubogich. Ba, nawet filozofię z tego zaczynamy robić. A co to znaczy biedny? Jak biedny? Tylko dla biednych? Co z bogatymi? Czy biedny to ubogi? Ubogi tylko materialnie czy też duchowo? W kółko cytujemy „Niech ksiądz sam to założy. Karnawał się skończył”. Przestaliśmy pytać czy czekają nas zmiany w kościele. Teraz pytamy, jak duże to będą zmiany. Chyba w myślach sięgamy do ostatniego Soboru i czekamy na replay, tylko taki bardziej na maxa. Jak przystało na XXI wiek.

W sobotę przeczytałem o nowym pomniku Jana Pawła II w Polsce. Ma mieć bagatela 14 metrów wysokości i ważyć ok. 10 ton. Będzie to największy pomnik Jana Pawła II na świecie. Stał będzie w Częstochowie w Parku Miniatur Sakralnych. Patrząc na wymiary pomnika i nazwę parku, można przypuszczać, że będzie się tam trochę wyróżniał. Z balkonu mojego mieszkania mógłbym oglądać co najwyżej pępek tytułowego bohatera (mieszkanie jest na drugim piętrze). Chyba nawet nie chcę wiedzieć ile kosztował ten pomnik. Zastanawia mnie tylko po co to nam? Po co nam taki gadżet? Może zamiast stawiać pomnik, warto przeczytać encykliki Jana Pawła II? Może zamiast 10 ton betonu warto poszukać wspólnego języka z drugim człowiekiem? Czy nie kłóci się to z tym, o czym mówi papież Franciszek? Wiem, że każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze tak jak chce. Wiem, że jeśli ktoś chce mieć 14 metrowego Jana Pawła II, to może sobie takiego postawić. Tylko kurde, jak to świadczy o „końcu karnawału”, jak karnawał w pełni. Pomijam już fakt, że Karol Wojtyła był przeciwny stawianiu pomników i chyba nie byłby zadowolony z takiego kolosa. A może to po prostu jest pycha? Muszę szczerze przyznać, że dawno nic mnie tak nie wkurzyło, jak ten pomysł. Z jednej strony chcemy pokazywać pełne miłości i skromne oblicze kościoła, a z drugiej stawiamy coś takiego w Częstochowie. Chcemy iść drogą nakreśloną przez Franciszka, a w praktyce robimy coś zupełnie odwrotnego.

Raz w życiu byłem w Licheniu, kilka razy w Gietrzwałdzie, w telewizji mignął mi kilka razy świebodziński Jezus, a w mojej parafii zobaczyłem monstrancję, która ma bagatela 150 cm wysokości i proboszcz sam nie może jej dźwignąć, a zbiera na nią przez prawie pół roku. Wkurza mnie to wszystko i ciężko mi się tego wyzbyć. Nie chce o tym myśleć, a lata mi to po głowie. Wiem, że obraz kościoła jest dużo szerszy od wspomnianych miejsc i nie można sprowadzać go do powyższych przykładów, ale te przykłady są i nie wiem czy do końca dobrze świadczą o wartościach, jakie kościół chce przekazywać.

Następny artykuł

Dodaj komentarz