LOADING

Type to search

Jan Drabiniarz czyli coraz bliżej Paschy

Cecha 13 kwietnia 2013
Share

Generalnie w Kościele prawosławnym trwa jeszcze wielki post. Generalnie, bo wierni Kościoła w Finlandii świętują Paschę razem z wiernymi Kościołów rzymsko-katolickiego i protestanckich. Pomijając tą ciekawostkę, w większości prawosławnego świata dzisiaj mamy czwartą niedzielę, podczas której czcimy pamięć św. Jana Klimaka. Od razu uprzedzam- będzie trochę w klimacie kazaniowym.

W mowie katechetycznej św. Jana Chryzostoma na święto Paschy okres postu porównywany jest do zegara. Dziś jest już czwarta niedziela Wielkiego Postu, zaledwie trzy tygodnie dzielą nas od zbawczego Zmartwychwstania Chrystusa. Są to ostatnie chwile by ci, którzy jeszcze nie rozpoczęli postnych wysiłków zmobilizowali się i weszli na drogę swojej wewnętrznej przemiany.

Spójrzmy wstecz, na minione tygodnie prawosławnego Wielkiego Postu. Pierwszy tydzień rozpoczęliśmy słowami wielkiego kanonu pokajannego św. Andrzeja z Krety – „od czego zacznę opłakiwanie moich grzechów”. Duchowo karmiliśmy się przyjmując Ciało i Krew Chrystusa podczas pierwszych liturgii uprzednio poświęconych Darów. Uczciliśmy pamięć św. Teodora i jego cud, w którym Bóg objawił, że jest z nami, obroni i zbawi swój lud. Pierwszy tydzień zakończyliśmy wspominając zwycięstwo nad ikonoklazmem tj. Tryumf Ortodoksji. Prawosławie nas podbudowuje, jest pewną drogą ku zbawieniu, ku życiu, które ma trwać wiecznie i zaświadczają o tym zastępy świętych modlących się za nas przed tronem Najwyższego. Jednym z nich jest patron drugiej niedzieli Wielkiego Postu – św. Grzegorz Palamas, który już tu na ziemi dzięki swemu pobożnemu życiu uzyskał dar ujrzenia boskiej łaski. W trzecią niedzielę, Cerkiew mówi nam co powinniśmy zrobić by móc uczestniczyć w boskiej chwale – zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i podążać za Chrystusem, bo to On jest drogą, prawdą i życiem. Wzrost duchowy następuje stopniowo, być może dlatego, że to co zdobywamy w trudzie i znoju jest dla nas cenniejsze niż to co przychodzi łatwo i bez większego wysiłku i dlatego kończąc czwarty tydzień duchowych i cielesnych zmagań czcimy pamięć św. Jana Klimaka, pobożnego mnicha, autora „Drabiny do raju”, czyli wskazań o stopniowym doskonaleniu duszy i ciała. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tym Klimakiem. Nie, nie jest to błąd, nie mowa też o Klimku, ani tym bardziej nie wzięło się to od klimakterium. Klimak, czyli z greckiego drabiniarz (gr. klimaks-drabina), po słowiańsku lestwicznik. Na marginesie tylko wspomnę, że św. Jan jest patronem cerkwi na warszawskiej Woli. Zachęcam do jej odwiedzenia, znajdują się w niej ciekawe freski autorstwa Jerzego Nowosielskiego, a otaczający cerkiew cmentarz zachęca do rozmyśleń.

Jeśli te cztery tygodnie niczego nie zmieniły w naszym życiu, lub nie mieliśmy wcześniej chęci lub sił, Cerkiew w przeciągu najbliższych sześciu dni znowu będzie nawoływała, że jeszcze nie jest za późno. Raz jeszcze naszymi duszami wstrząsną słowa kondakionu Wielkiego Kanonu (Duszo moja, duszo moja, powstań, czemu śpisz? Koniec przybliża się i ty smucisz się. Przebudź się, aby oszczędził cię Chrystus Bóg, wszędzie będący i wszystko wypełniający). Kogoś pokrzepią, być może komuś dodadzą otuchy, a jeszcze komuś innemu staną się impulsem do zmiany swojego dotychczasowego życia. I dalej – przykład w osobie Bogurodzicy w sobotę Akatystu. Tej Najlepszej spośród nas – ludzi, która swoją mądrą pokorą i z całkowitym zaufaniem, bez słowa sprzeciwu, bez żadnego „ale” przyjęła wiadomość o wybraniu jej jako tej, którą będą wielbić wszystkie pokolenia, bo to ona dała nam Zbawiciela i wciąż wysłuchuje naszych modlitw i błaga swego Syna by się zmiłował nad nami. I przyszła niedziela, w którym czcimy pamięć innej kobiety – św. Marii Egipcjanki, która udowodniła, że można zmienić swoje dotychczasowe życie o 180 stopni, oraz, że wykonalnym jest uniesienie się z jawnogrzeszności na szczyty wiary, pobożności i doskonałości.

Już tylko pozostała nam wspomniana przez św. Jana symboliczna godzina, mamy ostatnią chwilę by dokonać zmian w swoim życiu. Jak, chociaż minimalnie stać się lepszym w oczach Boga i drugiego człowieka ? Nie ma na to gotowej recepty. Chrystus za to dał nam pewne wskazówki, a przykłady życia wielu świętych to potwierdzają.

Wydaje mi się, że może warto zacząć od poprawy relacji z innymi. Po prostu, być człowiekowi człowiekiem. Zauważać przede wszystkim swoje słabości przez pryzmat belki we własnym oku, zamiast szukać źdźbła w cudzych. Często, nawet tego nie zauważając, ranimy innych słowami oraz uczynkami, zapominając, że ten dzień może być naszym lub tego kogoś ostatnim i że możemy nie mieć możliwości by się z tym kimś pogodzić.

Przykład św. Marii pokazuje nam, że nigdy nie jest za późno by się zmienić i by ta zmiana nie była wymuszona, na pokaz, lub tylko na okres postu. W jej przypadku przemiana była tak ogromna, że aż trudno uwierzyć, że z niewoli grzechu można wydostać się na duchową wolność i wzrastać w cnocie i pobożności, dzięki postowi i modlitwie. My jednak o tym łatwo zapominamy i nie potrafimy przyznać, nawet przed sobą, że jesteśmy grzeszni, a co dopiero ze łzami wyznać, że każdy z osobna jest bardziej grzeszny od osoby stojącej obok nas. I boimy się postu. Zbyt często traktujemy go jako przymusową głodówkę, a nie jako lekarstwo dla duszy. Boimy się tego co jest najwspanialsze i najprawdziwsze. Post to nie tylko określony przedział czasu, to przede wszystkim narzędzie do ukształtowania naszej duszy, uporządkowania jej najskrytszych zakamarków, przygotowania jej na przyjęcie Zmartwychwstałego Chrystusa i by On sam zechciał tam zamieszkać na stałe. Jednak to wyłącznie od nas zależy czy zaprosimy Go otwierając drzwi swoich serc, czy szczelnie je zamkniemy pozwalając tym samym by skamieniało. Tak myślę.

Dodaj komentarz