LOADING

Type to search

Ich trzech plus Matka Teresa

Dariusz Okoń 2 kwietnia 2013
Share

Ostatnie kilka tygodni było obfite w wydarzenia (i to w historyczne). Papież, który abdykuje i jego następca wprost z Argentyny. Gdy emocje już opadły, warto zadać sobie kilka pytań, wyciągnąć jakąś naukę z historii, która dzieje się na naszych oczach.

Co nam ostatnie wydarzenia pokazały? Chyba tyle, że brak nam pokory. Nie, to nie jest żadna nowość, bo tak już było od wieków. Ale może został nam dany wyraźny sygnał mówiący o tym, że coś potrzeba naprawić? Patrząc tylko na ostatnie lata. Była Matka Teresa z Kalkuty, zajmowała się biednymi i chorymi, nawoływała do pokory. Dostała nawet Nagrodę Nobla, którą przeznaczyła na pomoc tym, którzy tej pomocy potrzebowali. I co? Nie dotarło do nas, szybko zapomnieliśmy. Jan Paweł II cały pontyfikat budował na pokorze, nawoływał nas do miłości – też nie dotarło, bo o ile żyliśmy kilkanaście dni po jego śmierci z nadzieją na poprawę siebie, szybko to przeminęło (choć nie chcę tu generalizować, nie chcę powielać stereotypów, ale spojrzeć na całokształt). Ale na Stolicy Piotrowej zasiadł Benedykt XVI. Jego abdykacja wymagała niezwykłych, niewyczerpanych pokładów pokory. Nie jest łatwo w świetle jupiterów powiedzieć, że się rezygnuje. Może i jakiejś aktorce lub muzykowi poszłoby lekko, ale Głowa Kościoła Katolickiego ściąga na siebie wzrok mediów każdym swym ruchem. I papież dobrze o tym wiedział, wiedział, że jego wybór da pokarm mediom na ładne kilkanaście dni. Kolejna lekcja pokory dotarła do nas znowu tak jakoś „na około”. A gdy już doszła, zdążyliśmy zapomnieć. Takie czasy: płynnie przechodzimy od jednego tematu do drugiego, media muszą całą dobę monitorować świat, aby mieć co pokazywać w telewizji, o czym pisać. Przyszedł papież Franciszek, wyborem swojego imienia wskazał na pokorę i ubóstwo. Swoim strojem pokazał skromność. Mową ciała, gestami ukazał, że to nowy rozdział dla Kościoła. Ale gdy powiedział wprost o ubóstwie, pokorze, biedzie, to dopiero teraz do nas dotarło (wreszcie).

Mieliśmy tyle alegorii, przenośni jasnych, metafor trochę bardziej skomplikowanych i jak zwykle nie potrafiliśmy ich odczytać. Potrzebne nam było postawienie do pionu, powiedzenie wprost. Nie ma przypadków! Dla chrześcijanina to słowo nie istnieje. To wszystko było zaplanowane. To wszystko jest zaplanowane. Tylko żebyśmy i tej okazji nie przegapili, bo bardziej wprost chyba się już nie da…

Słowo „pokora” nie schodzi ostatnio z ust komentatorów bieżących wydarzeń. Kiedyś mówiło się wyłącznie o przepychu, teraz o ubóstwie. Nie można popadać z jednej skrajności w drugą i teraz chodzić z notesem i spisywać każdy wydatek duchownych z naszych parafii. Ubóstwo to przecież nie tylko brak funduszy, to też coś więcej. Ubóstwo to stan wewnętrzny, to oddanie się Bogu i porzucenie tego wszystkiego, co nas rozprasza i oddala od Stwórcy. Ubóstwo to też uśmiech do bliźniego. Ale i o pokorze nie można zapomnieć. Jaką mamy pewność, że Bóg nie chce nam przez ostatnich trzech papieży pokazać tego, że tej cechy nam brakuje. A że wprost? Takie widocznie mamy czasy, że jeśli się nami nie potrząśnie, to sami nie odczytamy gestów. Zamiast spekulować, czy ptak, który usiadł na kominie w dniu konklawe był zapowiedzią wyboru papieża. Zamiast zastanawiać się nad piorunem, który uderzył w Bazylikę św. Piotra, zastanówmy się nad tym, co mamy podane jak na tacy: nad pokorą. Pokora to nie ciągłe poniżanie się i dawanie sobą pomiatać, to coś więcej. Nie jest łatwo być pokornym, ale każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. A ten pierwszy krok pokazał papież Franciszek. Do nas należy tylko postawienie i swojej stopy w miejsce pozostawionego przez niego śladu.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz