LOADING

Type to search

„I nie wódź nas na pokruszenie”

Agnieszka Czachor 4 marca 2019
Share

Dzieci szybko uczą się pacierza, trochę dłużej trwa nauka przeżegnania się, bo koordynacja słaba, strony się mylą, która prawa, a która lewa. Bardzo chętnie modlą się do Anioła Stróża i Michała Archanioła.

Ojcze Nasz…o mój Boże

Modlitwę pańską deklamują bez zająknięcia, ale nie wszystkie słowa rozumieją, dlatego często przekręcają. I zamiast „i nie wódź nas na pokuszenie”, głośno i z całego serca recytują „i nie wódź nas na pokruszenie”.

No śmiech, bo jak się nie roześmiać

W głowie powstaje obraz pokruszonej bułki, czy okruchów na stole, w fotelu tudzież w łóżku i kojarzy się z bałaganem maluchów, bo pączka jadły, bułę, albo mini pizzę. No i nakruszyły i pokruszyły pulchne, pyzate pieczywo.

Tylko, że człowiek także może się pokruszyć

Jeśli bliżej przyjrzymy się temu przejęzyczeniu odkryjemy, że znajduje się w nim głębsza myśl. ‘Nie wódź nas na pokuszenie” jest prośbą, aby Bóg nie wystawiał ludzkiej słabości na próbę. Tymczasem w przejęzyczeniu odnajdziemy prośbę, abyśmy w zetknięciu ze złem nie rozsypali się.

Przecież bez trudu pod ciężarem rozpaczy można  runąć twarzą w błoto

Jakże łatwo rozkruszyć się niczym kajzerka na cząstki lub suche drobinki. Niby ciało ludzkie to zupełnie inna materia niż pszenny wypiek, to jednak taka metamorfoza jest możliwa i nie rzadka. W takim wypadku ciało zachowuje swój kształt, bo rozkruszeniu ulega wnętrze. Jedni zamarzają inni zmieniają się w proch, a jeszcze inni niczym replikatory rozsypują się na maleńkie elementy, cząstki czy opiłki. W jednym momencie, w sekundzie istniejąca postać rozsycha się i w formie czarnego języka złożonego z miliona ziarenek pieprzu uderza o bruk. Potem szybko niknie w kurzu i brudzie ulicy.

Z dziecięcego przejęzyczenia powstała ciekawa refleksja.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz