LOADING

Type to search

Hołownia i Prokop – face to face

Sowa 23 marca 2013
Share

Rozmowa dwóch osób, których oprócz wzrostu bardzo wiele różni i których oprócz talentu też wiele łaczy. Rozmowa o Bogu, kasie i rock&rollu, nie dyskurs o Transcendencji, bycie doczesnym i balecie. Dwa różne spojrzenia na te same sprawy, w ciekawy sposób omawiane.

 

Dziś publicznie podjęta rozmowa ludzi prezentujących odmienne poglądy bez tzw. efektów specjalnych w postaci kłótni, przerywania, obrażania, udowadniania swoich racji, a na koniec pozwania się do sądu i rzucenia kilku mięsistych słów, straciła trochę na wartości. Bo jeśli jest zbyt zwyczajnie, kulturalnie i za bardzo na poziomie, to wtedy nic się nie dzieje, wtedy jest nuda. Ludzi to nie interesuje. A z tematów rock&roll byłby jeszcze całkiem nośny, ale Bóg i kasa? Pierwszy zupełnie niepopularny, jakoś omijany w debacie publicznej, drugi zaś śliski, niebezpieczny i podejrzany. Hołownia i Prokop łamią ten mit, pokazują, że zwykła rozmowa może być zajmująca, a Bóg, kasa i rock&roll to świetne połączenie i wcale nie mieszanka wybuchowa.

Po przeczytaniu książki „Bóg, kasa i rock&roll”- rozmowy Szymona Hołowni z Marcinem Prokopem, czy też odwrotnie, nasunął mi się mało odkrywczy, ale wciąż niewystarczająco dziś odkryty wniosek, że warto rozmawiać, że można rozmawiać, że dwa światy mogą się ze sobą spotkać i da się znaleźć w nich wiele rzeczy, które łączą ludzi. Ta książka jasno pokazuje, że osoby z różnych planet mogą ze sobą sensownie i ciekawie rozmawiać na ważne tematy, od Boga zaczynając, poprzez kasę, rock&roll i na Bogu kończąc lub nie. Dwóch inteligentnych ludzi normalnie ze sobą gada o religii, kulturze, mediach, czasem się sprzecza, coś argumentuje, prezentuje swój punkt widzenia. Na tym właśnie polega ich fenomen. Te różnice się przyciągają, uzupełniają, wyjaśniają, a nie na odwrót.

Moim zdaniem ta książka to świetna pozycja nie tylko dla polityków, ale także dla księży, biznesmenów i tancerzy. Dobra lektura dla uczestników nudnych konferencji. Sama czytałam tę książkę podczas mało wciągającego wykładu. Osoba siedząca obok kątem oka zaglądała mi w kartki. Okazało się, że jest ateistą i chce pożyczyć ode mnie tę książkę.

Sporo w tej książce ciekawych określeń, metafor i spostrzeżeń. Np. to, że jesteśmy e-pokoleniem, a „Podłącz się do sieci” to nowe przykazanie współczesności. Że Bóg jest ciągle online i nie jest tym, co ja sądzę na Jego temat. Że stresem, snem czy smutkiem też można się modlić. Można również bawić się w gdybologię i zamiast wiecznej lampki widzieć przy tabernakulum iluśwatową żarówkę, a podczas bierzmowania ekscytować się tylko swoim drugim imieniem.

Rozmówcy w tej książce objawiają swoje szerokie horyzonty myślowe. Dzielą się przy tym swoim doświadczeniem wiary lub jego brakiem. Ciekawe jest również zobaczyć gwiazdy telewizji nie na ekranie, lecz w książce. Kiedyś byłam na jakimś spotkaniu z Szymonem Hołownią i nawet chciałam zrobić wywiad, ale spieszył się bardzo i nic z tego nie wyszło. Może i dobrze… Ale zapamiętałam jedno ważne dla mnie zdanie, które wtedy powiedział: „Jezus jest interesujący!”

Po tej książce patrzę na Szymona Hołownię i widzę atrakcyjne chrześcijaństwo. Słyszałam gdzieś, że Bóg nie potrzebuje reklamy, ale według mnie chrześcijaństwo jej potrzebuje, a jego najlepszą reklamą są chrześcijańśkie autentyczne postawy. Szymon Hołownia jest dobrą reklamą chrześcijaństwa w mediach. Ma do tego talent! Zresztą dla kogo Jezus jest interesujący, ten też sam jest właśnie taki. Myślę, że dla młodych ludzi Hołownia jest taką chrześcijańską wersją Kuby Wojewódzkiego. W mediach potrzeba oryginalnych chrześcijańskich osobowości, którzy nie obnoszą się ze swoim chrześcijaństwem, nie wypisują sobie na czole „Wierzę”, ale nie zostawiają swojej chrześcijańskiej tożsamości za drzwiami studia czy innego miejsca pracy. Potrzeba takich ludzi jak Szymon, katolików online, którzy jasno precyzują swoje myśli i przekonania religijne, dla których Bóg nie jest tematem tabu, którzy wyciagają chrześcijaństwo z katakumb, którym nie rozmija się mówienie z robieniem i dla których Jezus jest interesujący. Hołownia to osoba, która jakby to określili dziennikarze, lansuje Boga w mediach. Uważam, że robi to świetnie – stanowczo i radykalnie, z humorem, i co najważniejsze autentycznie. Potrzeba także tych Marcinów Prokopów, którzy będą prowokowali, drążyli, pytali, wątpili, którzy nie będą wierzyli czy dowierzali i rozumieli…

Miała być recenzja książki, a wyszła trochę recenzja z elementami charakterystyki jej autorów. Biorę się za kolejną książkę Szymona Hołowni, która mam nadzieję też okaże się niezwykle inpirująca. I czekam na jakąś książkę Marcina Prokopa.

Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz