LOADING

Type to search

HELL’S KICZ

Andrzej Jaworski 1 grudnia 2015
Share

Po tym jak „tańczyliśmy z gwiazdami”, „mieliśmy talent” do śpiewania „trochę lepiej lub trochę gorzej”, stoczyliśmy „Bitwę o dom”, by w końcu topić „Top Chefa”, cała Polska oszalała na punkcie gotowania

Kto żyw pichci, przyprawia, grilluje i szatkuje na kulinarną potęgę. Jak pikantnie zdiagnozował ów społeczny fenomen prowadzący Mam talent i nie tylko Marcin Prokop: „Terror chochli i rondla sprawił, że jedzenie dla zaspokojenia głodu uchodzi za godną nagany ekstrawagancję. Kto nie umie gotować, ten nie nadaje się do śpiewania piosenek, grania w filmach, prowadzenia biznesu, ani nawet do rządzenia krajem”. Wtóruje mu Katarzyna Bosacka, ambasadorowa spełniająca się zawodowo w poradniku TVN Style: Wiem, co jem: – Teraz w promocji krajów liczy się nie tylko polityka, ale także sport czy kuchnia. Ostatnio na kolacji podaliśmy m.in. krem z buraków z cherry i sokiem pomidorowym oraz jajkami przepiórczymi, a także gęś w miodzie polskim pitnym z zielonymi kopytkami. No pięknie, aż ślinka cieknie. Może mniej na widok zielonych kopytek.

Pod kuchenny Grunwald ruszyła i prasa lokalna sensacyjnie donosząc o smakowych zmaganiach dzielnej lubinianki w programie Piekielna kuchnia. Czy będzie równie „ostro” jak „w brytyjskiej wersji Hells Kitchen czy chociażby amerykańskiej? W obu szefem kuchni był Gordon Ramsay, który nie szczędził wyzwisk uczestnikom i bezlitośnie znęca się nad nimi”. Lud zawsze pragnął chleba i igrzysk, ale jeszcze nigdy igrzysk dla chleba! Rzecz wydawałaby się nie warta zachodu. Ot, jeszcze jedna telewizyjna naparzanka ku uciesze łaknącej show gawiedzi, podnosząca nie tyle ciśnienie, ile słupki kasowej oglądalności. Gastryczne piekiełko, gdzie to kuchcik rzucając mięsem klnie jak szewc, błogo licząc, że „k” na języku nie spada na talerz. Niestety poza kamerami danie zwieńczone „Wynoś się!” wydaje się równie niestrawne, co na wizji, a za naszym fikuśnym zamówieniem stać może udręczony personel.

Ów trop podjął w reportażu „Kiepska kuchnia” tuz niemieckiego dziennikarstwa Günter Wallraff: „Pacan bezmózgowiec to niespecjalnie subtelne określenie. Używa go szef kuchni w luksusowej restauracji w pobliżu Kaiserslautern. Od czasu do czasu wymierza też praktykantom bolesnego kuksańca w kark albo wali ich po łapach łyżką wyjętą przed chwilą z sosu. Jednego z uczniów kazał oblać kilkoma wiadrami wody, tak że chłopak wracał do domu kompletnie przemoczony przy ośmiu stopniach mrozu”. Restauracyjny przewodnik Michelin daje zarządzającemu restauracją „tylko jedną gwiazdkę”. U nas jedyną Gwiazdką Michelin może poszczyć się kreowany na papieża polskiej kuchni Wojciech Modest Amaro, prowadzący rodzimą odsłonę „Hell’s Kitchen”. Choć jeśli praca i papież, to encyklika Laborem Exercens z jej duchową strawą dążenia do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa, opcjonalnie „braterskiej wspólnoty”. Co w świeckim przekładzie Magdy Gessler brzmiałoby z grubsza: „Zawsze marzyłam o takich miejscach, w których robią kuchnię od serca”. Tyle teorii.

Panująca na zapleczu markowych restauracji „atmosfera frontowa” jest ponoć niezbędna „by sprostać oczekiwaniom wymagających gości”, dolewa oliwy do ognia Anthony Bourdain w bestsellerowych „Wyznaniach szefa kuchni”. Znawcy branży mają kwitować: „W kuchni po prostu tak jest”. Na kotleta, trudno o większy stek bzdur! Analogicznie lekarz winien zwymyślać pielęgniarkę, kierowca skląć mechanika, a nauczyciel sponiewierać ucznia, zaś wszystko to w szczytnym zamiarze usprawnienia pracy. Na co bieżyć po trupach do celu, który na dodatek staje w gardle ością? Mielony pasztet z pracownika? Proszę bardzo. Krwisty befsztyk z praktykanta? Z lubą przyjemnością. A może surówka ze stażysty w sosie własnym? Tak szef. Smacznego. Z ostatniej chwili: „Kulinarny reality show bardzo spodobał się widzom. W planach mamy drugi sezon, który pojawi się na antenie jesienią” – zapewniła Nina Terentiew, dyrektor programowa Polsatu.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz