LOADING

Type to search

Gdzie zaginęła tabliczka z krzyża Jezusowego?

O. K. 17 kwietnia 2014
Share

A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król Żydowski (Mt 27:37), Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: Król Żydowski (Mk 15:26), Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król Żydowski (Łk 23:38), Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski. Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim. Odparł Piłat: Com napisał, napisałem (J 19:19-22, wszystkie cytaty z Biblią Tysiąclecia).

 

Fragment tego, co Piłat napisał (lub raczej w jego imieniu napisano), zdaniem wielu znajduje się w rzymskiej Bazylice Świętego Krzyża. Inni wzruszają ramionami, uważając z góry, że musi to być fałszywka z okresu średniowiecza, kiedy handel porobionymi relikwiami był powszechny (a kiedy nie był, warto by się zapytać). Niewielu ludzi miało odwagę zakwestionować ten pogląd. Należeli do nich zmarły w 2004 roku Carsten Peter Thiede, specjalista od historii Nowego Testamentu, dziennikarz i historyk katolicyzmu Micheal Hesemann, oraz rzymska historyk Maria Luisa Rigato (która nota bene swoje prace wstydliwie schowała do szafy, i odważała się je opublikować dopiero po wysiłkach wcześniej wymienionych badaczy).

To co o Titulusie wiedziano do 2002 roku, może być podsumowane w następujący sposób. Jest to tabliczka z drewna orzechowego, o rozmiarach 25 na 14 na 2,6 cm, ważąca 687 gramów. Są na nim fragmenty liter hebrajskich bądź aramejskich, a także fragmenty greckiego i łacińskiego (a więc w innej kolejności niż zarówno w Ewangelii Łukasza, jak i Jana – na którejś z nich przypuszczalnie wzorowałby się ewentualny fałszerz) napisu Nazarejczyk, co ciekawe – napisane od prawej do lewej, pismem lustrzanym, tak jak napis hebrajski lub aramejski. Titulus został w 326 r. odnaleziony razem z krzyżem Jezusa przez Świętą Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego, w wyschniętej studni na zboczu Golgoty, gdzie wrzucono go wkrótce po wydarzeniach wielkopiątkowych. Podobnie jak sam krzyż, tabliczkę podzielono na co najmniej dwie, lub nawet trzy części. Jedna z nich powędrowała do dawnego pałacu Heleny w Rzymie, obecnej Bazylice Świętego Krzyża, druga pozostała w Jerozolimie. Trzecia część przypuszczalnie powędrowała do Konstantynopola, jako że list cesarza Konstantyna VII Porfirogenety do swoich wojsk z 958 roku wspomina m.in. przenajświętszą tabliczkę obok innych relikwii przechowywanych w Konstantynopolu. Tabliczka ta jest również na liście relikwii sprzedanych pomiędzy 1241 a 1247 rokiem królowi Francji Ludwikowi IX Świętemu, przez łacińskiego cesarza Konstantynopola Baldwina II. Przechowywano ją w paryskiej Sainte Chappelle, aż do czasów Rewolucji Francuskiej, gdy wraz z wieloma innymi relikwiami z bizantyjskiej kolekcji zaginęła, przypuszczalnie ukryta gdzieś przed rewolucjonistami. Niektórzy sądzą, że fragment z Konstantynopola to ten sam co pozostawiony w Jerozolimie, jednak Joan Carrol Cruz (Relics, Our Sunday Visitor Publishing 1984, str. 43-44) pisze, że żyjący w latach 1389-1459 mnich Antoni twierdził, że trzymał jerozolimski kawałek osobiście w ręku. Co się z nim później stało, nie wiadomo. Istnienie fragmentu z Jerozolimy jest potwierdzone przez pątniczkę Egerię, która około roku 384 napisała relację ze swojej podróży po świętych miejscach, oraz przez Pielgrzyma z Piacenzy, który napisał podobną relację w roku 570.

Jeśli chodzi o rzymski fragment, to został on przypuszczalnie ukryty w murach Bazyliki Świętego Krzyża w V wieku, z obawy przed najazdami. Rzym został złupiony przez Wizygotów w 410 r. i przez Wandali w 455 r. Odkryto go ponownie podczas remontu około roku 1144, kiedy Gherardo Caccianemici dal Orso, późniejszy papież Lucjusz II, był kardynałem prezbiterem owej Bazyliki (jego pieczęć odnaleziono później na kasetce, w której przechowywano relikwię), po czym, z jakichś dziwnych powodów zamurowano go z powrotem na blisko 350 lat. Ostatecznie odkryto go dopiero 1 lutego 1492 roku, i od tego czasu jest wystawiany w Bazylice.

 

Około roku 2000 Hesemann, Thiede i inni postanowili przebadać tabliczkę. Hesemman wysłał zdjęcia relikwii kilku izraelskich specjalistom do analizy metodą paleografii porównawczej. Hannah Eshel i Gabriel Barkay, specjaliści od starożytnych inskrypcji hebrajskich stwierdzili, że napis pochodzi z późnego okresu Drugiej Światyni, pomiędzy I a III wiekiem. Specjaliści od napisów grecko-łacińskich, Israel Roll, Ben Isaac, oraz Thiede, datowali styl pisma na I wiek naszej ery. Wyklucza to fałszerstwo zarówno w czasach średniowiecznych, jak i Świętej Heleny.

Wydawało się, że będzie pełen sukces. Do postawienia kropki nad i brakowało tylko datowania radiowęglowego tabliczki. Gdyby wyszedł I wiek, nikt nie mógł by podważać jej autentyczności. Jednak rezultat był wstrząsający. Rezultat wykonanego w 2002 roku datowania był taki: tabliczka powstała w przedziale lat 980-1146 na 95 poziomie ufności.

Nic tu się nie zgadza z niczym: dane historyczne upewniają nas, że Titulus istniał co najmniej od IV wieku, dane paleograficzne datują znajdujący się na nim napis na I wiek, a datowanie radiowęglowe daje wynik o tysiąc lat młodszy! Coś tu zatem jest nie tak. Hesemann był zszokowany. W jednej ze swoich książek pisał: "Nie jestem fizykiem, jednak uważam, że całkowicie jednoznaczny wynik datowania metodą węgla radioaktywnego jest spowodowany tym, że tablica przez okrągłe 1100 lat tkwiła w ołowianej kasecie. Ołów najskuteczniej chroni przed promieniowaniem. Tymczasem metoda radiowęglowa mierzy radioaktywny rozpad izotopu węgla C14 wystawianego na naturalne promieniowanie kosmiczne. Ciągła ochrona przed promieniowaniem mogłaby właściwie zatrzymać ten proces i pozornie odmłodzić badany materiał" (Na Tropie Jezusa z Nazaretu: Ziemia Zbawiciela, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2012, str. 241).

 

Dobrze, że Hesemann przyznaje, że nie jest fizykiem, bo jego wyjaśnienie jest całkowicie błędne. Moim zdaniem to datowanie jest jednak poprawne – niezmiernie trudne, jeśli nie niemożliwe, jest pozorne odmłodzenie radiowęglowego wieku drewna z 2000 na 1000 lat. Wymagałoby to olbrzymiej ilości zanieczyszczeń, stanowiących niemal całą badana próbkę, a warto przy okazji pamiętać, że cała procedura datowania radiowęglowego kalibrowana jest na dendrochronologii porównywaniu dat radiowęglowych z ilością słoi w pniu drzewa. Nie znaczy to jednak, że Titulus jest zwykłym pospolitym fałszerstwem. Nie, sprawa wydaje się znacznie bardziej skomplikowana. Lecz istnieją pewne wskazówki: zauważmy, że datowanie radiowęglowe pokrywa się z odkryciem Titulusa w 1144 roku.

Wydaje się, że istnieje tylko jedno sensowne rozwiązanie tego dylematu: obecny Titulus jest WIERNĄ KOPIĄ oryginału, wykonaną na jego podstawie około roku 1144. Jest to jedyny sposób na pogodzenie sprzecznych danych historycznych, paleograficznych i radiowęglowych. Jednak rodzi to nowe pytanie: dlaczego? Dlaczego wykonywać replikę, i od razu zamurowywać ją z powrotem w miejsce oryginału (który musiał być w stosunkowo dobrym stanie, skoro dało się zrobić jego wierna replikę, w czasach, kiedy nie znano kroju pisma z I wieku)? To się kupy nie trzyma. Chyba że…

To co od tego miejsca piszę, jest moją oryginalną hipotezą. Nie mam na to dowodów, mam tylko przeczucie. Podejrzewam przestępstwo. Brudne, ohydne średniowieczne przestępstwo, popełnione przez jedną z najwyżej postawionych osób w ówczesnym Kościele. Wydaje się, że oryginalny Titulus został SKRADZIONY i zastąpiony podróbką, przypominającą oryginał tak bardzo, jak się tylko dało. By jeszcze bardziej zatrzeć ślady, podróbkę tę kazano ponownie zamurować w ścianie w miejsce oryginału, gdzie przeleżała kolejne wieki. Kto mógł tego dokonać? Pierwszym podejrzanym jest właśnie kardynał Gherardo Caccianemici dal Orso, późniejszy papież Lucjusz II.

Jego trwający od 12 marca 1144 r. do 15 lutego 1145 r. pontyfikat nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza sporem z rzymską komuną miejską. Podczas tłumienia zamieszek na Kapitolu w lutym 1145 roku został trafiony w głowę rzuconym z tłumu kamieniem, i po kilku dniach zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Jeśli jednak przypuszczenie, wysunięte w poprzednim paragrafie, jest prawdziwe, to uległ on pokusie przywłaszczenia sobie oryginalnego Titulusa z Bazyliki Świętego Krzyża. To rodzi kolejne pytania: co się z owym oryginałem później stało? Niestety najbardziej prawdopodobna odpowiedź jest taka, że został z tą tabliczką pochowany w Bazylice św. Jana na Lateranie. Niestety, ponieważ w XIV wieku pożary, które wybuchały w bazylice laterańskiej zniszczyły część znajdujących się tam grobów papieskich, w tym i grób Lucjusza II.

Co można powiedzieć w podsumowaniu? Widzimy na tym przykładzie, że często rzeczywistość może być dużo bardziej skomplikowana niż się wielu uczonym wydaje. I choć sprawa Titulusa skończyła się zgniłym kompromisem między zwolennikami autentyczności relikwii oraz sceptykami (nie jest to zapewne prawdziwa relikwia, ale jej wierna kopia), wydaje się, że mimo gorzkiej radiowęglowej pigułki jest to wielkie zwycięstwo dla wierzących w istnienie autentycznych relikwii Pasji Jezusa. Na podstawie analiz paleograficznych przybitego do krzyża Titulusa (czy też jego wiernej kopii) mamy dowód na to, że Święta Helena odkryła prawdziwy Krzyż Chrystusa. Celowe fałszerstwo na zlecenie jej, lub kogoś z jej otoczenia, nie wchodzi w rachubę. Ewentualny fałszerz nie miał pojęcia o tym, że kiedyś będzie taka dziedzina nauki jak paleografia porównawcza. Zwiększa to prawdopodobieństwo autentyczności innych relikwii odzyskanych przez Święta Helenę, takich jak gwoździe, Tunika itp. A co do oryginalnego Titulusa, można kontynuować poszukiwania i modlić się. Może któregoś dnia jego oryginalne fragmenty, z Rzymu, Jerozolimy czy Konstantynopola znów wyjdą na światło dzienne

Dodaj komentarz