LOADING

Type to search

Fajny ksiądz, czyli jaki?

17 czerwca 2016
Share

Fajny. Określenie wartościujące o pozytywnym zabarwieniu. Uniwersalne. Słowo to na stałe weszło do zasobu przymiotników używanych przez Polaków i raczej długo w nim pozostanie. Zwłaszcza, że jest ono bardzo pojemne znaczeniowo i w sytuacji, gdy nie możemy znaleźć jakiegoś konkretnego określenia sięgamy najczęściej właśnie po „fajność”.

W zależności od sytuacji fajne może być wszystko: chłopak, samochód, gra naszych siatkarzy, obraz w muzeum, muzyka, a nawet… ksiądz. Czy to źle? Nie, jeśli fajność jest określeniem wynikającym z chwilowego ograniczenia zasobu słów. Każdemu może się zdarzyć krótkie zaćmienie. Nie jest niczym złym również wtedy, gdy mówię „fajny” w sposób intuicyjny, bo wg mnie słowo to kumuluje w sobie wiele znaczeń, których wyliczenie zajęło by zbyt dużo czasu. Gorzej, gdy „fajność” staje się jedynym kryterium oceny księdza, naszej opinii o nim i jego własnego zaangażowania.

„Ten ksiądz jest fajny”, słyszę wielokrotnie. Dlaczego? Bo jeździ z nami na motorach/rowerach, żartuje, tu potańczy, tam pobiega. Udzieli dyspensy od piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w trakcie wypadu w góry (a w zasadzie będzie symulować udzielenie dyspensy, bo ta jest ściśle związana z jego jurysdykcją na konkretnym obszarze), potańczy z nami w kościele, na gitarze pogra. Powie parę fajnych słów, że Pan Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy; że wystarczy być dobrym człowiekiem. Albo że najważniejsze jest to, co mamy w sercu, a reszta to puch rzucony na wiatr. Taki czasami jest właśnie ten „fajny ksiądz”. Taki… swój chłop.

Artur Żmijewski jako ks. Mateusz Żmigrodzki w serialu "Ojciec Mateusz". Źródło: media2.pl

Artur Żmijewski jako ks. Mateusz Żmigrodzki w serialu „Ojciec Mateusz”.
Źródło: media2.pl

Zarówno my: wierni, jaki i sami księża zapominamy o głównych założeniach kapłańskiego powołania. O tym, dlaczego jest wzięty z ludu i do ludu posłany. Zapominamy, że jego głównym zadaniem jest bycie szafarzem sakramentów: odpuszczanie grzechów mocą Chrystusa, składanie Najświętszej Ofiary na ołtarzach, namaszczanie chorych. John Ronald Reuel Tolkien, (którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać) zawsze, gdy spotykał kapłana, całował go w dłoń. Ba – w tradycyjnej mszy św. ministrant do tej pory całuje dłoń księdza, gdy podaje mu lub odbiera od niego jakąś rzecz. I od tego obowiązku nie migał się sam król Jan III Sobieski. Bo ksiądz to nie jest kolega z podwórka, choćby wychował się na nim razem ze mną. Ksiądz to jest ksiądz. Ksiądz to jest pasterz.

Chłopiec całujący dłoń księdza. Włochy 1929 r. Żródło: http://www.cinecittashop.it

Chłopiec całujący dłoń księdza. Włochy 1929 r.
Źródło: http://www.cinecittashop.it

Ksiądz winien być ojcem. Nie tyranem ale też nie kumplem. Po to ślubuje zachowanie celibatu, by móc objąć ojcostwem swoich parafian. Jaki zatem powinien być ojciec? Kochający i czuły ale zarazem stanowczy i wymagający? Tak. Kształtujący nas i wychowujący? Jak najbardziej. Po prostu fajny? Raczej nie. Bo co to za ojciec, który kupuje nam konsolę i kilka gier, ale nie przypilnuje nas przy odrabianiu lekcji? Jak ocenić ojca, który co tydzień zabiera nas na wycieczkę, ale jednocześnie pozwala nam spokojnie popalać papierosy? Będąc we wczesnym gimnazjum mógłbym takiego mężczyznę nazwać fajnym. Teraz miałbym na jego temat zupełnie odmienne zdanie.

Podobnie z księdzem. Cóż z tego, że jest fajny, bo powie do dwójki młodych: „najważniejsze, że się kochacie”, a jednocześnie nie powie im, że seks przedślubny to grzech. Jeśli ma się podobać ludziom dlatego, że pozwala im tańczyć w kościele zamiast uczyć cichej, a mimo to pełnej radości adoracji, to lepiej żeby się im nie podobał. Św. Jan Bosko, choć uwielbiany przez młodzież, nie próbował imponować jej ekstrawagancją. Św. Jan Paweł II, jeszcze jako Karol Wojtyła, aktywnie uczestniczył w życiu młodych. Kochał ich jako przyjaciół i dlatego stawiał im wyzwania, które winni pokonywać, aby stać się lepszymi. Dziś niestety wolimy pamiętać papieża Polaka jako kaznodzieję od kremówek, a nie od wymagającej teologii ciała. Wolimy go „ufajnić” i nadal bić mu brawa, zamiast zacząć go słuchać. I tak samo czynimy z innymi kapłanami. Chcemy mieć ich za kumpli, a oni dostosowują się do naszych wymagań.

Beni Culturali - rossano

Św. Jan Bosko z dziećmi. Źródło: Chiesa Cattolica Italiana

Jak już wspomniałem nazwanie księdza „fajnym” nie jest złe samo w sobie. Wszystko zależy od tego, co się za tym określeniem kryje. Bo tzw. fajny ksiądz może nam stawiać wymagania, pilnować nas, a jednocześnie rozmawiać z nami jak przyjaciel. Niestety nader często jest zupełnie odwrotnie. W takich sytuacjach, zanim zaczniemy zachwycać się „fajnością” jakiegoś kapłana, pamiętajmy:

Fajny ksiądz nie musi być dobry. Dobry ksiądz nie musi być fajny.

Kulturoznawca-filmoznawca. Absolwent Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Historyk z zamiłowania. Rekonstruktor kultury materialnej średniowiecza. Amator liturgii.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz