LOADING

Type to search

Dziennik z podróży – dzień trzeci.

Aneta Grzegorzewska 11 czerwca 2019
Share

Cudownie obudzić się w pokoju na piętrze z widokiem na francuską wieś. Rodzice Lucasa mieszkają na wsi, która niczym (w moim wyobrażeniu) jej nie przypomina. Zabudowa w jednolitym stylu i kolorystyce, przystrzyżone pobocza drogi, piękne ogrody. Wszędzie porządek. Tak, jakby przed chwilą wyjechała ekipa sprzątająca. Nasi gminni specjaliści od planów zagospodarowania przestrzennego powinni tu przyjechać, żeby zobaczyć, jak można zaplanować wygląd wsi. Jestem estetką, lubię rzeczy piękne. Francuska wieś wywołuje moje wzruszenie. Jest sielska, świetlista i uporządkowana.

To był chłodny dzień. Żartowałam, że wraz z nami przyleciał do Francji zimny front. Élisabeth mówiła wtedy, że my jesteśmy słońcem. To miłe.

Tego dnia z rodziną Dupont wybraliśmy się na zwiedzanie pobliskiego miasta SAINT. Zewsząd rozpościerał się widok starych budowli i roślinności starannie wkomponowanej w krajobraz.

Na targu można było kupić świeże owoce morza na wagę. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach ryb. Zobaczyliśmy wszystkie najciekawsze miejsca starego miasta. Gdy szliśmy jedną z ulic zobaczyliśmy plakat. Krzyknęłam: „nasi tu są”. Okazało się, że tego dnia wieczorem w SAINT grali polski film Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna”. Ciepło zrobiło mi się na sercu i pomyślałam, że kultura zawsze potrafiła przekraczać granice. Gdy jestem za granicą i widzę coś polskiego – serce lekko mi trzepoce. Co to może być? To chyba miłość do mojego kraju i duma, że jestem Polką.

Popołudnie minęło leniwie. Czas upływał na rozmowach i grach planszowych.

Odpoczywałam. Cieszyłam się widokiem dwóch nowych rodzin, które się pokochały…

Tags:

Dodaj komentarz