LOADING

Type to search

Dziennik z podróży – dzień czwarty.

Aneta Grzegorzewska 12 czerwca 2019
Share

To był szczególny dzień w moim życiu. Pierworodna córka się zaręczyła. To dla mnie dość niesamowite. Nigdy nie przypuszczałam, że moja rodzina będzie międzynarodowa.

Zauważam w pokoleniu moich dzieci pewną odwagę, której mi brakuje. Moje córki są otwarte na świat, bardzo tolerancyjne, w naturalny sposób akceptują inne kultury i zwyczaje. Ja jestem bardziej zdystansowana. Dużo czasu zajmuje mi zrozumienie tego, co jest mi obce. Może dlatego, że to co znane, nie powoduje niepokoju?

Zaręczyny były bardzo uroczyste, choć różniły się od moich zaręczyn. Narzeczony nie prosił rodziców o rękę panny młodej. Poprosił jedynie wybrankę swojego serca, która się zgodziła. I chyba te czasy, kiedy proszono o rękę rodziców – minęły bezpowrotnie. Czy teraz jeszcze ktoś celebruje ten zwyczaj?

Jakże ogromne było moje zdziwienie, gdy jako danie główne obiadu podano małże Św. Jakuba. Musiałam bardzo się starać, aby na mojej twarzy nie było widać przerażenia. Jest to danie bardzo wykwintne, podawane na szczególne okazje. Bardzo smaczne i zdrowe. Polecam wszystkim.

*

Teściowie są ludźmi bardzo spokojnymi i powściągliwymi w wyrażaniu uczuć. Nasza rodzina jest przeciwieństwem pod każdym względem. Jesteśmy otwarci, gadatliwi, głośni. Oni spokojni i wyważeni.

Obserwowałam obie rodziny podczas uroczystości. Było mi ciepło na sercu. Wszyscy byli szczęśliwi…

Tags:
Następny artykuł

Dodaj komentarz