LOADING

Type to search

Dzielą nas poglądy – czy to tak wiele?

Agnieszka Huf 17 kwietnia 2019
Share

Kiedy czytam w internecie kolejne wpisy, oznaczone hasztagiem #StrajkNauczycieli, ogarnia mnie przerażenie…

Daleko

Od tego dnia minęło dokładnie 25 lat – zbieżność dat wywołuje ciarki. Był 6 kwietnia 1994 roku. Od wielu miesięcy nastroje w Rwandzie zaostrzały się, napięcie między Hutu a Tutsi narastało. Wojna wisiała na włosku, ale zwykli ludzie żyli zwykłym życiem – dzieci chodziły do szkoły, dorośli pracowali. Choć pochodzili z innych plemion, żyli obok siebie. Aż do tego dnia, kiedy splot dramatycznych wydarzeń stał się sygnałem do rozpoczęcia masakry. Dotychczasowi sąsiedzi, znajomi, a czasem nawet – mimo plemiennych różnic – przyjaciele, z dnia na dzień stali się wrogami. Zaczęły się masowe mordy – w ruch poszły maczety, nabijane gwoździami maczugi i włócznie. Lokalne radio podżegało do ataków. Efekt: zginęło prawie milion Tutsi. Dochodziło do najgorszych okropieństw – wyrywania dzieci z łon matek, roztrzaskiwania niemowląt o ściany, palenia kościołów, w których chronili się ludzie. Sprawcami tej rzezi nie byli zwyrodnialcy, degeneraci czy recydywiści, tylko zwykli ludzie, których od ofiar różnił tylko wpis w dowodzie osobistym.

Ktoś powie – to Afryka, trzeci świat. Nam to nie grozi, jesteśmy przecież bardziej cywilizowani. Naprawdę?

Bliżej

W 1971 roku psycholog społeczny, Philip Zimbardo, przeprowadził eksperyment. Zaprosił do niego 18 studentów. Wszyscy zostali przebadani – żaden nie zdradzał objawów żadnych zaburzeń psychicznych ani nie miał wcześniej konfliktów z prawem. Zimbardo podzielił ich losowo na dwie grupy – więźniów i strażników. W podziemiach amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda zaaranżował więzienie i obserwował, jak zwykli ludzie odnajdą się w nowych rolach. Strażnicy mieli zakaz używania przemocy fizycznej wobec więźniów, poza tym nie postawiono im żadnych ograniczeń. Eksperyment został przerwany po 6 dniach, ponieważ poziom agresji wymknął się spod kontroli: strażnicy poniżali więźniów, odmawiając im prawa do posiłków czy korzystania z toalety, rozbierając ich, szydząc z nich, a nawet zmuszając do symulowania aktów homoseksualnych. I chociaż dziś pojawiają się wątpliwości co do szczegółów eksperymentu (według aktualnych doniesień strażnicy mieli być zachęcani do brutalności przez badaczy), fakt pozostaje faktem: zwyczajni ludzie postawieni w nietypowej dla siebie sytuacji potrafią zamienić się w bestie.

U nas

Myślę o tym, kiedy spoglądam na doniesienia z polskiej szkoły. Koledzy, którzy jeszcze przed kilkoma dniami siedzieli przy jednym stole w pokoju nauczycielskim, pili razem kawę, wspólnie narzekali na przytłaczającą biurokrację i wymieniali przepisami na świąteczne ciasta, dziś nie są w stanie podać sobie ręki. Internet zasypany jest zdjęciami plakatów wymierzonych w tych, którzy nie włączyli się w akcję strajkową, co rusz czytam krążące między nauczycielami SMS „Jutro ubieramy się na czarno i milczeniem witamy łamistrajków”, oglądam zdjęcia szpalerów hańby, przez które muszą przejść pedagodzy zdążający na egzaminy. Z drugiej strony czytam o bohaterstwie tych, którzy sprzeciwili się „czerwonej swołoczy”, słucham wypowiedzi zwykłych ludzi, wyzywających strajkujących nauczycieli od „nierobów” i „darmozjadów”. Jedna strona przyrównuje przeciwników do terrorystów, druga do zdrajców, słowo „bydło” pada po obu. W ciągu tygodnia z wielu z nas wyszło wszystko to, co najgorsze. Na razie zabijamy się słowami – co będzie dalej?

Nie chcę zabierać stanowiska w sprawie strajku nauczycieli, wdawać się w dyskusję, czy mają prawo protestować, czy wybrana przez nich forma jest godna i etyczna, czy ich postulaty są właściwe. Ale wiem jedno: żadne pieniądze nie są warte wojny. Na razie jej narzędziem w tym wypadku są słowa, nienawistne spojrzenia i internetowe wpisy, ale historia uczy, że spiralę radykalizacji łatwo nakręcić, lecz bardzo trudno ją zatrzymać. Konflikt prędzej czy później się skończy, a strajkujący i „łamistrajki” znowu zasiądą przy tych samych stołach w pokojach nauczycielskich. Czy po tym wszystkim, co dzieje się dzisiaj, będą w stanie współpracować dla dobra tych, którzy w szkole powinni być najważniejsi – uczniów?

Św. Jan XXIII przyjął pewnego dnia na audiencji radykalnego antyklerykała. Po wysłuchaniu jego słów miał odpowiedzieć: „Dzielą nas poglądy? Przecież to tak niewiele”. A Wolter mawiał: „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania.” Dyskutujmy, debatujmy, spierajmy się, nawet kłóćmy. Ale jeśli stracimy szacunek dla drugiego, to wszyscy przegramy. Przegramy dużo więcej niż pieniądze – przegramy nasze człowieczeństwo.

Dodaj komentarz