LOADING

Type to search

Dziecko poczęte, dziecko urodzone

Rafał Krysztofczyk 13 kwietnia 2015
Share

W ubiegłym tygodniu ukazał się na naszych łamach poruszający, zarówno w treści jak i formie, artykuł P. Moniki Tomalik – „ Zanim połkniesz pigułkę „po” – list do młodej dziewczyny” Trochę moich refleksji, a może też próba swoistego credo życia poczętego.
Na początek, nie widzę żadnego sensu prowadzenia tzw. pyskówek z ludźmi, którzy kompletnie nie rozumieją, co oznacza termin życie poczęte, albo udają, że nie rozumieją (obstawałbym za tą wersją). Będą łkać nad losem piesków i kotków, chrabąszczy i żuczków (nie mam nic przeciwko nim!) Będą użalać się nad losem „matki ziemi” i nazywać ludzki zarodek „zlepkiem komórek”. Ot taka postnowoczesna wrażliwość.

Niewielu z nas ma wykształcenie biologiczne, ale wszyscy mamy rozum. Od momentu połączenia komórki jajowej z komórką męską, potrzeba wyłącznie czasu, pożywienia i odpowiednich warunków, by matka i ojciec (nie przyszła matka i nie przyszły ojciec!) mogli doczekać cudu narodzin. To jakże piękne określenie, używane także przez ludzi niewierzących, najlepiej oddaje niepojętą tajemnicę zaistnienia życia ludzkiego. Z dwóch maleńkich drobin powstaje jedyne i niepowtarzalne w całym kosmosie stworzenie.

My, chrześcijanie, głęboko wierzymy, nie negując praw biologii, że to Bóg utkał w łonie matki tego człowieka. Uczynił go na swój obraz i podobieństwo, po czym tchnął w niego duszę nieśmiertelną. Uczynił także jego ciało świątynią Ducha św. Aż groza bierze przytaczać słowa Apostoła, co zrobi Bóg tym, którzy zniszczą świątynię Pana.

fot. Jennifer Blakeslee/flickr

fot. Jennifer Blakeslee/flickr

Tyle fakty, choć o jednym jeszcze trzeba wspomnieć. Nader często podnoszony jest następujący argument. Środki wczesnoporonne powodują obumarcie ludzkiego zarodka, ale w naturze bez ingerencji człowieka, też jakaś liczba zarodków ludzkich ginie. To oczywiście prawda, tylko co to za argument, by podawać kobiecie jakieś hormonalne świństwa? Wszyscy kiedyś zejdziemy z tego świata, w większości z przyczyn naturalnych, czy wobec tego mamy usprawiedliwiać ewentualne zabójstwo człowieka, bo kiedyś on i tak umrze?

Ale to nie koniec. Aby powstrzymać zabijanie dzieci w łonie matek, aby powstrzymać ten marsz cywilizacji śmierci (oj jak niektórzy nie lubią tego terminu, jak on ich boli), Kościół, czyli duchowni i my świeccy jego uczestnicy, mamy fundamentalne obowiązki. Śmiem przypuszczać, że gdy staniemy przed tronem Wszechmocnego i usłyszymy:” Zdaj sprawę z włodarstwa swego”, także i o tym trzeba będzie powiedzieć.

Kardynalną powinnością wszystkich chrześcijan jest codzienne budowanie szacunku dla każdego ludzkiego życia. Słusznie zarzuca się nam, że troszczymy się o poczętego człowieka, a lekceważymy los tego już narodzonego. Być może wiele matek i wielu ojców, nie zdecydowałoby się podnieść rękę na swoje dziecko, gdyby w ich często dramatycznej sytuacji, spotkali dobrego człowieka, który wyciągnąłby do nich pomocną dłoń.

B. Grysiak opisuje w swojej przejmująco ważnej książce matkę, która ze swoim niemowlakiem stała przed „oknem życia” i gorzko płakała. I wtedy podszedł do niej „przypadkowy” ksiądz i powiedział:” Proszę pani, tak nie można, przecież pani kocha to dziecko” (cytat z pamięci). Ta historia skończyła się szczęśliwie.

Może zamiast kolejnych listów pasterskich z pohukiwaniem na temat aborcji i „In vitro”, niech nasi biskupi ogłoszą, że cały Kościół jest gotów żyć o chlebie i wodzie (choć nie sądzę, aby aż taka była potrzeba), ale pomożemy każdej matce, która wbrew temu, co radzi świat, urodzi swoje dziecko. Trzeba być tak jak P. Monika „radosnym dzieckiem Bożym” i tak jak ona i ów ksiądz mówić:” Przecież ty kochasz to dziecko i ono cię kocha. Czy w całym wszechświecie jest coś piękniejszego nad to? Nie wierzysz, że to jest twój „skarb wymarzony”? Nie martw się, my otoczymy cię troską, opieką i miłością (w takiej kolejności) i zobaczysz, pokochasz je nad życie.”

Coś mi się zdaje, że idę w patos, pora więc kończyć. Pokażmy naszym bliźnim nie twarz surowego sędziego, ale otwarte ramiona Ojca biegnącego na spotkanie z synem, a wtedy może dobry Pan zobaczy to i pochyli się nad swoim dzieckiem i obdarzy go pokojem i radością.

Poprzedni artykuł

2 Komentarzy

  1. minerwamcg Gazeta.pl 20 kwietnia 2015

    Prawda, prawda – troską, opieką i miłością. I koniecznie w tej kolejności, ma Pan zupełną rację. Cholera mnie trzęsie, jak czytam łzawe kawałki o miłości macierzyńskiej, która wystarczy za wszystko, bo dziecku potrzebna jest miłość matki, miłość matki, a potem jeszcze miłość matki. W obronie życia ludzkiego należy zrobić wszystko i użyć wszelkich dostępnych argumentów – warto jednak pamiętać, że egzaltowane wywody osób duchownych i świeckich, które zdaje się nigdy nie widziały z bliska prawdziwego dziecka i nie mają pojęcia, jakiej inwestycji emocjonalnej i – tak, tak! – materialnej ono wymaga, najczęściej są przeciwskuteczne i robią więcej szkody niż pożytku.

    Odpowiedz
  2. rz 13 kwietnia 2015

    Skoro wierzymy , że człowiek jest darem bożym to takiego Daru od takiego Darczyńcy nie wolno nikomu odrzucać. Ma Pan rację Panie Rafale, że tylko nasz najlepszy Ojciec wie czego tak naprawdę potrzebujemy i daje nie według zasług ale z prawdziwej Miłości do człowieka

    Odpowiedz

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *