LOADING

Type to search

“Droga Ucznia”

Andrzej Górny 4 listopada 2020
Share

Ewangelia z dn.4.11.2020.

Łk 14, 25–33.

WARUNEK  UCZNIOSTWA  JEZUSOWEGO

Pan Jezus “zaskakuje” tłumy, które szły za Nim… Zastrzega, że miłość do Niego wymaga determinacji i poświęcenia—nawet kosztem rodziny i bliskich. Nie chodzi tu dosłownie o porzucenie wszystkich najbliższych—lecz o poważne potraktowanie uczniostwa Chrystusowego. Zdarza się, iż nasze przywiązanie do Jezusa budzi kontrowersje w rodzinie i wśród naszych przyjaciół. Czasem jesteśmy wręcz szykanowani, a co najmniej nie rozumiani.
“Co ty widzisz w tym Jezusie?!”—pada niejednokrotnie pytanie. Tymczasem nasz Mistrz jest “wymagającym nauczycielem” i oczekuje od swoich uczniów lojalności i posłuszeństwa, które są podyktowane troską. Ale jednocześnie jest pełen wyrozumiałości dla nas i otacza nas Swoją Miłością. Jest ona zazdrosna–ale nie zaborcza–bo Zbawiciel szanuje naszą wolność. Przywiązanie do Jezusa owocuje nawet całkowitym oddaniem Mu swojego życia przez osoby duchowne i konsekrowane.
Ludzie świeccy też są powołani do uczniostwa Bożego–jednak muszą zgodzić się na cierpienie–aby współuczestniczyć w drodze Pana, który pierwszy zrezygnował z samego Siebie na krzyżu.
Poczet świętych już poszedł za swoim Panem… Jeśli już kroczymy drogą Jezusa–czyli zostaliśmy “mianowani” na Jego uczniów–nie powinniśmy zatrzymywać się “w pół drogi” i zawracać. Pójście za Mistrzem jest drogą “bez powrotu”, gdyż zostaliśmy namaszczeni na Jego wyznawców i Nauczyciel upomni się o nas na końcu drogi, którą już poznaliśmy… Z pewnością ciąży na nas odpowiedzialność za swoje życie, które On pobłogosławił i sprawił, że już nie błądzimy, a nawet pokazujemy drogę innym współbraciom—poprzez swoją postawę uczniostwa.
To świadectwo jest bardzo ważne—dlatego, że w ten sposób przyprowadzamy do Jezusa kolejnych pielgrzymujących uczniów! Ta wspólna droga za naszym–a właściwie razem z naszym Przewodnikiem–nie jest utrapieniem, lecz swoistą radością poznawania Jezusa i Jego nauki. A chociaż zdarzają się przeszkody–to mamy pewność, że nie zginiemy–bo On jest z nami i współuczestniczy w dźwiganiu “plecaków”, którymi są nasze krzyże życiowe. Jeden plecak jest cięższy, a drugi lżejszy—ale wszystkie są “skrojone” na naszą miarę i możliwości. Zostaliśmy obdarzeni różnymi talentami i zdolnościami–w tym jedną największą–zdolnością miłowania, podobnie jak harcerze zdobywający swoje “zdolności”. Jako dojrzali żołnierze Jezusa Chrystusa—jesteśmy już gotowi walczyć i zginąć dla Niego.
Tak więc powinniśmy wyrzec się spraw doczesnych–nie w sensie dosłownym–ale jako tych, które mogą przeszkodzić w drodze za naszym Panem i Mistrzem.
Miłość Boga jest tak potężna, iż nie możemy przeciwstawić się Jej. Możemy jedynie Ją “odrzucić” lub zlekceważyć—nie przyjmując Jej. Pan Jezus spokojnie–ale z naciskiem–podkreśla, że w ostatecznym rozrachunku bardziej opłaca się iść razem z Nim—bo sami nic nie uczynimy…
Wobec niegodziwości tego świata i ułudy szczęścia na tej ziemi—będziemy bezradni. Pokusy szatana zwyciężą i zdominują nasze życie…
Jedynie całkowite i ufne poddanie się woli Bożej oraz wcielenie Jej w swoje życie—zagwarantuje nam zwycięstwo dobra nad złem, o które toczy się odwieczna walka. Na szczęście mamy silny oręż w postaci Miłości Chrystusowej, która osiągnęła swoje apogeum na Krzyżu.
Bądźmy wytrwali i nie zabierajmy w tę drogę za Jezusem zbytniego “bagażu”,bo i tak nam się nie przyda—tam,dokąd zmierzamy… Wystarczy otwarty umysł i kochające serce, a Najlepszy Pasterz zaprowadzi nas do Miłosiernego Ojca w towarzystwie Ducha Świętego, który nas na tą drogę skierował.
Pan Jezus już w nas uwierzył—czy my uwierzyliśmy w Niego!?
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply