LOADING

Type to search

Dogadajmy się

21 lutego 2018
Share

Przymierze z Noe to raczej jasna deklaracja – potopu nie będzie. A może jednak by się przydał? Może wtedy, jak zostałaby nas garstka w Kościele, nauczylibyśmy się na nowo ze sobą rozmawiać? W sumie, nie byłoby wyjścia. A tak, koń jaki jest, każdy widzi. Byle pretekst wystarczy do wyrzucenia z siebie odrobiny mięcha, tak żeby mojego brata w wierze, który myśli inaczej, jednak nie ominęło. Szyszkownik Kilkujadek, powiedziałby że tu i tam nam się poprzewracało.

W Kościele jestem od kilku lat. Zdecydowałem się zmienić w życiu to i tamto. Nie przypuszczałem jednak że tu, tak mocno, przekonam się o absolutnym nie zrozumieniu, czym jest dialog. Zdaniem Mariana Śnieżyńskiego „dialog to wzajemna wymiana myśli co najmniej dwóch osób, w której dochodzi do wymienności ról nadawcy i odbiorcy z pełnym poszanowaniem prawa do podmiotowości ich uczestników, z poszanowaniem prawa do własnych poglądów, celem wzajemnego poznania się i zrozumienia prowadzącego do wzajemnego zbliżenia się osób”.[1]

Jak sobie to przystawię do wewnątrzkościelnych dyskusji o: uchodźcach, różańcu do granic czy karze śmierci, to absolutnie rozlazło nam się wszystko. Albo myślisz tak jak ja, albo nie jesteś chrześcijaninem. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam. Czy nie możemy na chwilę, na czas rozmowy/dialogu, wyłączyć w głowie przycisku – i tak mu udowodnię że nie ma racji? Przecież dialog ma nas:

  1. Rozwijać – przez poznanie innego punktu widzenia.
  2. Zaspokajać – przez wyrażanie siebie.
  3. Wychowywać – przez postawienie w centrum rozmówcy, a nie siebie.

Czy dzisiejszy dialog rozwija? Mam duże wątpliwości czy intelektualnie nas raczej nie zwija. A przecież dialog ma prowadzić do prawdy. Ona jest celem. Wymiana zdań jest jedynie drogą do niej. Trudno dochodzić do prawdy, gdy naprzeciw siebie stają dwie identycznie myślące osoby. Bp. Ryś mówił o tym jak niebezpieczna jest pokusa bycia w Kościele jednolitymi/jednakowymi. Wszystkie podziały w Kościele brały się właśnie z tego. Z przekonania, że ty masz myśleć, tak jak ja. Od początku Kościół był różnorodny. Wystarczy wziąć na tapetę tych pierwszych: św. Piotr i św. Paweł. Ich podejście do udzielania chrztu, było radykalnie inne. Dwa bieguny, które wiedziały że muszą się gdzieś spotkać. Muszą, ze względu na Niego, na Jezusa. On jest tym który łączy, to co wydaje się nie do połączenia.

Dzisiaj potrzeba oliwy, która potrafi łagodzić spory. Potrzeba Jezusa i radykalnego odwołania do Ewangelii, w każdym momencie gdy mamy ochotę intelektualnie dobrze dojechać naszemu rozmówcy. Niech po każdej rozmowie, będziemy w stanie zaprosić oponenta na herbatę. Możemy się kłócić, nie zgadzać, ale zalanie herbaty po, to nasz obowiązek.

[1] Bogusław Śliwerski, „Od monologu do dialogu edukacyjnego”, W: „Franciszek Adamski (red.), „Wychowanie na rozdrożu. Personalistyczna filozofia wychowania”, Wyd. Uniwersytet Jagielloński, Kraków 1999, s. 120.

 

 

Na karku 30 lat. Przez 26 uważałem że Kościół to niezły żart. Dziś widzę w Nim wolność i drogę do Chrystusa.
Za mną wydawniczy debiut „Bóg ma 20 lat” (2013), potem „Charyzmatyk z Nazaretu” (2016) i mnóstwo przede mną :)

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz