LOADING

Type to search

Dobre ujęcie

Mariola J. 4 lutego 2016
Share

Pewnego wieczoru, kiedy miotałam się po kuchni, dziecko mnie zawołało i pstryknęło mi zdjęcie. Znalazłam je później w telefonie.

Ostatnimi czasy wszyscy jakoś zabiegani i nerwowi. Ja – u kresu wytrzymałości. Zbiegło się wiele różnych, niefajnych spraw. Zabiegana i zmęczona, średnio mam ochotę spoglądać w lustro, bo wypadałoby rzucić na włosy jakąś farbę, pod oczy jakieś serum, na policzki jakieś sebum itd. Uśmiechać się też nie mam ochoty.

Za to moje dziecko nie wiedzieć kiedy opanowało sztukę robienia zdjęć moim telefonem. Oczywiste chyba jest, że mnie zajęło to znacznie więcej czasu… I tak pewnego wieczoru, kiedy miotałam się po kuchni, dziecko mnie zawołało i pstryknęło mi zdjęcie. Znalazłam je później w telefonie. I tak, oczywiście że byłam rozczochrana, że po makijażu nie zostało nawet wspomnienie, a worki pod oczami też się tam znalazły. Ale nie zdawałam sobie sprawy z jednej rzeczy: kiedy patrzę na moje dziecko, mam tyle radości i uśmiechu w oczach, że wszystko inne przy tym blednie. Nie wiedziałam, że potrafię się tak uśmiechać i że w oczach rzeczywiście można zauważyć szczęście. To było to pierwsze i jedyne jak dotąd zdjęcie, na którym sama sobie się spodobałam.

Już teraz wiem, z czym porównać to uczucie, które czasem mnie ogarnia podczas modlitwy z Pismem Św. To takie przeglądanie się w Bożych oczach, bez tracenia czasu na małostkowość i niedoskonałości.

Oczywiście telefon się zbiesił i zawiesił, zdjęcie zostało utracone, ale wrażenie pozostało…

Tags:

You Might also Like

Leave a Reply