LOADING

Type to search

Dobre dzieci złych rodziców

Tomek Racki 16 września 2014
Share

unsplash.com/Czasem słyszę, jak bardzo ciężko ma ktoś w domu. Nietrudno domyślić się, że chodzi o problemy związane z rodzicami. Brak zainteresowania, poświęcenia, czasu dla dziecka. Czasem nałogi lub osobiste szkodliwe przywary. Krzyk. Pretensja o to, że „miałaś być synem”. Wpędzanie dziecka w poczucie winy, że w ogóle są. Wymagania niedostosowane do możliwości córki czy też syna. To wszystko, to tylko część osobistych dramatów, jakie dotykają wielu dzieci w domach.

 

Byłem w szoku, gdy usłyszałem „Mama powiedziała mi, że to, że się urodziłem, było największą porażką jej życia.”. Jak matka może powiedzieć tak dziecku? Osobie, którą nosiła przez 9 miesięcy pod sercem, którą karmiła piersią, wychowała. I to dziecku, które nie ma problemów z prawem, za które nie trzeba się wstydzić. Normalnemu chłopakowi. Rodzice tak często zapominają o swojej roli. Są żywicielami, sponsorami, ale zapominają o swoim prawdziwym powołaniu, czyli byciu Matką lub Ojcem. Nieprzypadkowo piszę to wielką literą. Czy może być większe wyzwanie od urodzenia, zapewniania bytu, opieki i wychowania człowieka – najbardziej skomplikowanej istoty na tym świecie?

 

Niektórzy jednak dojrzewają tylko fizycznie do posiadania potomstwa. Potrafią je utrzymać, ale nie potrafią dać mu swojej obecności, pomocnej ręki przy zeszycie z matematyki, ani wsparcia przed ważnym egzaminem. Liczy się praca, kariera, serial czy impreza. Dziecko poczeka. Takie zachowania często przenoszone są z pokolenia na pokolenie. „Mną się nikt nie zajmował i jakoś na ludzi wyrosłem. Nic im nie będzie.” A za kolejne dwadzieścia parę lat sytuacja się powtarza i w ten sposób kolejne dziecko nie ma więzi z rodzicem poza przelewami na konto.

 

Co powiedzieć takiej osobie, która mówi „nie obchodzę swoich rodziców, jestem dla nich nikim”? Bądźmy szczerzy, nie będzie łatwo zmienić rodziców. Najczęściej jest to nieosiągalne. Czyli co? Załamać ręce? Uciec z domu? Wynieść się stamtąd najszybciej, jak się da i iść na „własny garnuszek”? Jezus mówi: zacznij od siebie. Nic lepszego nie jestem w stanie wymyślić. Bo choć często zachowanie dorosłych ludzi jest złe, nieodpowiedzialne, to nie oznacza, że nie da się być dobrą córką czy synem? Jak? Jak skoro nic dla nich nie znaczę? Kochaj. Czcij ojca swego i matkę swoją. Nie: czcij dobrego ojca i troskliwą matkę. Czcij jego i ją. Każdego i każdą. Bądź synem, jakiego chciałbyś w przyszłości mieć. Nie zmienisz z dnia na dzień waszych relacji, nie przekręcisz tego o 180 stopni. Ale możesz z dnia na dzień zacząć robić zakupy, zaoferować swoją pomoc w kuchni. Możesz spróbować pomóc w prasowaniu lub pastowaniu butów.

 

Kiedyś pewien ksiądz powiedział na kazaniu: w życiu nikt Was nie doceni, możecie być dobrymi żonami, ojcami, a nikt tego nie zauważy. I tak samo może być w Twojej rodzinie – możesz być dobrym synem, świetną córką, a pozostanie to bez echa. Ale kochaj. Najbardziej jak potrafisz. Miłość nie szuka poklasku, a da Ci siłę do zwycięstw z własną złością i żalem do drugiej osoby. Nawet jeśli masz złych rodziców, to ich kochaj. Kochaj z całych sił.

 

Nawet jeśli masz złych rodziców, możesz być dobrym dzieckiem. I nie wiem, czy uwierzysz, ale to zależy tylko od Ciebie.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz

Related Stories