LOADING

Type to search

Do Sejmu z cenzusem

bartekkalucki 13 listopada 2013
Share

Powyższy postulat ma rzecz jasna na celu skompletowanie takiego grona osób, któremu nie w głowie będzie kombinatorstwo, a jedynym motorem działania odliczanie dni do najbliższego przelewu. Osób, które nie będą się troszczyły o swój apanaż poselski, a wyłącznie o pracę na rzecz dobra wspólnego, bo (w domyśle) byt mają już zabezpieczony.

O ile pomysł ten, na pierwszy rzut oka, wydaje się być całkiem sensowny, to należy od razu zapytać, czy jest skutecznym gwarantem lepszego rządzenia i procedowania o naszych sprawach? Jednym słowem, czy posiadanie majątku, który pozwala sprowadzić wynagrodzenie poselskie do nic nieznaczącego „drobnego”, jest warunkiem koniecznym uzdrowienia polskiej demokracji? Z jednej strony, racjonalne jest, że osoba, która się dorobiła swoją zaradnością, pomysłowością i uporem, spełnia niewątpliwie przesłanki dobrego parlamentarzysty, być może mniej podatnego na pokusy władzy.

Z drugiej jednak strony, obawiam się że nadmierna gloryfikacja stanu posiadania doprowadziłaby do dość kuriozalnych wniosków. Na ich podstawie moglibyśmy bowiem stwierdzić, że skoro wyłącznie “hiperbogaci” są ideałami polityków, to z urzędu pierwsza setka z listy najbogatszych powinna mieć automatycznie zapewnione miejsce w sejmie czy senacie, a Polska stanie się krajem mlekiem i miodem płynącym. Po wtóre z kolei, takim zabiegiem myślowym eliminujemy przedstawicieli tych zawodów, których ranga nie jest wprost proporcjonalna do wysokości uzyskiwanych zarobków. Przykładem niech będzie profesor uczelni wyższej – królujący w rankingu najbardziej cenionych profesji w naszym kraju.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply