LOADING

Type to search

Czy wszyscy pójdą do nieba?

Damian Jankowski 31 października 2013
Share

Wydaje się, że w dzisiejszym katolickim myśleniu utarło się przekonanie o wieczności i nieodwracalności potępienia, wsparte Katechizmem Kościoła Katolickiego. Nie mam zamiaru wyśmiewać czy gruntownie odrzucać tej koncepcji. Chcę jedynie przypomnieć, że w Tradycji chrześcijańskiej stale była i jest obecna odmienna intuicja teologiczna, głosząca tzw. nadzieję powszechnego zbawienia.

Chyba zbyt pewnie przychodzi części katolikom wydawanie wyroków potępienia. Dla wielu sprawa przyszłych losów człowieka jest klarowna – jeśli dana osoba zmarła w stanie tzw. łaski uświęcającej (przyjęła Komunię Świętą), może liczyć na niebo, jeśli zaś nie – czeka ją wieczne potępienie. Oczywiście, tego typu myślenie jest wsparte na tekście Ewangelii, gdzie Jezus kilkakrotnie przestrzega przed możliwością kary wiecznej: w sposób obrazowy przytacza wizję Sądu Ostatecznego (Mt 25, 31-45), w pewnym momencie dość jasno stwierdza: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 16). Czy jednak – nawet w oparciu o te cytaty – jesteśmy uprawnieni do wydawania wyroków na temat losów innych ludzi? Jan Paweł II w książce „Przekroczyć próg nadziei” przypomina, że – choć słowa Chrystusa są jednoznaczne – Kościół nigdy nie stwierdził, czy dana osoba z pewnością przebywa w piekle.

zachod

Przywołana we wstępie nadzieja powszechnego zbawienia, niejako opozycyjnie do powyższego stanowiska, wyraża ufność w możliwość nieba dla wszystkich. Nie jest też czymś nowym. Rozwijała się już w okresie Ojców Kościoła (faktem pozostaje, że nurt ten stał się bardziej popularny we wschodnim chrześcijaństwie). Wśród jej głosicieli znajdziemy m.in. Orygenesa, św. Grzegorza, św. Izaaka Syryjczyka (który wierzył w możliwość zbawienia nawet dla szatana). Jeden z najwybitniejszych XX wiecznych teologów, Hans Urs von Balthasar, także pod koniec życia skłaniał się ku ufności w zbawienie wszystkich ludzi. Na gruncie polskiej teologii chyba najsłynniejszym przedstawicielem tej myśli jest ks. Wacław Hryniewicz OMI. Warto choć nakreślić, na czym polega owa intuicja teologiczna.

Nadzieja ta bazuje na ufności, że Bóg jest większy od najgorszego nawet występku człowieka. Nie chodzi wcale o wizję Stwórcy, jako „głupkowatego Boźinka” (określenie użyte przez o. Joachima Badeniego) – naiwnej Istoty, którą człowiek może łatwo oszukać, a i tak wszystkie grzechy zostaną mu przebaczone. Jak zauważa ks. Hryniewicz, w nadziei powszechnego zbawienia chodzi o to, że Bóg jest większy nawet niż dramatyczny dar ludzkiej wolności (w końcu nadany przez Niego człowiekowi), ów dar nie może go ograniczać – gdyby Bóg wiedział, że nie będzie w stanie zbawić wszystkich, nie podjąłby się dzieła stworzenia!

Co ważne, nadzieja powszechnego zbawienia nie odrzuca wcale istnienia piekła. Nie uznaje jedynie jego wieczności w rozumieniu czysto ludzkim. Etymologiczna intuicja greckich Ojców upatrywała w zapowiadanej przez Chrystusa „karze wiecznej” (kolasis aionios) ogromnie ciężką gehennę, ale o charakterze terapeutycznym, leczniczym, a więc mającą swój kres. W koncepcji tej wcale nie jest tak, że wszyscy od razu trafią do nieba. Ci, którzy dopuścili się niegodziwości, którzy źle wykorzystali dar wolności, będą musieli przejść przez „ogień oczyszczający”.

Nadzieja powszechnego zbawienia posiłkuje się Pismem Świętym. Wystarczyłoby tu przywołać choćby przypowieść o pracownikach winnicy i odpowiedź właściciela na oburzenie w związku ze zrównaniu wypłaty: “Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. (…) Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (Mt 20, 13-15). Nie jest wcale wykluczone, że Pan Bóg odpowie identycznie na nasze oburzenie, gdy zobaczymy w Chwale Niebieskiej wielkich grzeszników! Sam Chrystus mówił: „A gdy zostanę nad śmierć wywyższony, przyciągnę WSZYSTKICH do siebie” (J 12, 32). Nie można wreszcie pominąć litości, jaką Bóg miał w stosunku do grzesznej Niniwy, co rozzłościło nawet proroka Jonasza (zob. Jon 4). Chyba nie wszyscy zwracają uwagę na fakt, że ufność w powszechne zbawienie wyrażamy w słynnej modlitwie „O mój Jezu”, gdy prosimy: „zaprowadź WSZYSTKIE dusze do nieba”.

Wiemy, że Bóg jest nie tylko miłosierny, ale i sprawiedliwy. Druga Prawda Wiary stwierdza, iż jest On „sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Jan Paweł II w cytowanej już książce zadaje następujące pytanie: „Czy kara ostateczna nie jest w jakimś sensie potrzebna dla uzyskania równowagi moralnej w tak bardzo zawikłanych dziejach ludzkości?”. W tym kontekście należałoby się zastanowić, jak czułyby się ofiary obozów śmierci, gdyby przy Uczcie Niebieskiej usiadły przy stole wraz ze swoimi oprawcami. Jeden z dwójki bohaterów filmu „Sunset Limited” w pewnym momencie mówi, że gdyby miał w wieczności spotkać swoich bliskich, byłaby to dla niego udręka. To logicznie poprawny punkt widzenia. Czy nie jest to jednak zbyt przyziemne postrzeganie kwestii ostatecznych? Należałoby zapytać dalej, czy w takim razie w niebie jest możliwe odczuwanie negatywnych emocji, zazdrości, nienawiści. Przecież, by stanąć przed Bogiem człowiek będzie musiał zostać oczyszczony z wszelkiego grzechu. „Zbratanie się” katów i ich ofiar w doczesnych warunkach byłoby faktycznie nie do pomyślenia. Przeczucie podpowiada, że życie wieczne rządzi się jednak innymi prawami.

Nadzieja powszechnego zbawienia wypływa z bardzo ludzkiego obrazu Boga. Jak matka kocha i troszczy się o wszystkie swoje dzieci, nawet te najbardziej występnie, podobnie Stwórca nie może być obojętny na los nawet największego grzesznika. Pytaniem otwartym musi pozostać kwestia, na ile Bóg jest bezradny wobec ludzkich wyborów (przecież zło go nie uszczęśliwia). Czy faktycznie ostatecznie pozostanie bezradny? Św. Jan Chryzostom twardo twierdził, że „nie zostanie zbawiony ten, kto nie pragnie zbawienia”.

Nadzieja na zbawienie wszystkich wypływa z głębokiego poczucia międzyludzkiej solidarności. Człowiek także może pomóc drugiemu w zbawieniu, poprzez swoje wstawiennictwo. Jest nie do pomyślenia, by po śmierci nagle przestały obowiązywać ludzkie relacje i zbudowane więzi. Los drugiego raczej pobudza do działania. Wybitny rosyjski filozof N. Bierdiajew pisał: „Trudno zrozumieć i przyjąć nastawienie pobożnych chrześcijan, którzy ze spokojem godzą się z tym, że otaczający ich ludzie, niejednokrotnie nawet bliscy, będą w piekle. Nie można pogodzić się z tym, że człowiek, z którym piję herbatę, skazany jest na wieczne męki”. W podobnym duchu H. Urs von Balthasar zapisał: „Ktokolwiek dopuszcza myśl, że choć jedna osoba, oprócz niego samego, mogłaby być wiecznie zatracona – nie jest zdolny miłować bez zastrzeżeń…”. Przekładając te pełne zadumy słowa dwóch wybitnych myślicieli chrześcijańskich na codzienność, można stwierdzić, że faktycznie niemożliwa jest radość matki z własnego zbawienia, w sytuacji gdy jej dzieci zostaną potępione. Czy tego typu los nie pobudziłby raczej do zachowania podobnego mitycznemu Orfeuszowi, który udał się w mroki Hadesu, by odszukać swoją ukochaną?

Głosiciele nadziei powszechnego zbawienia nigdy, podczas doczesnego życia, nie uzyskają pewności ani dowodów na poparcie swoich przepuszczeń. Apokatastaza pozostanie głęboką intuicją teologiczną, której nikt nie może uznać za błąd doktrynalny (dopóki nie jest głoszona jako pewnik). To po prostu ufność w to, że – jak pisał ks. Hryniewicz – „Bóg jest większy niż moja nadzieja”. I chociaż wizja, że wszyscy mogą zostać zbawieni dla wielu wydaje się nie do pomyślenia, z kart Ewangelii wiemy, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych!

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply