LOADING

Type to search

Czy Pan Bóg lubi spaghetti?

Marta Jasic 23 marca 2013
Share

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Kościele Latającego Potwora Spaghetti traktowałam to jedynie jak kolejny mem. Jak wytwór znudzonych szarą codziennością internautów, zabawną odskocznie od rzeczy poważnych, lotny w swym absurdzie skecz rozkochujący w sobie masy potrzebujące czegokolwiek. W takiej formule byłabym w stanie owy twór nawet strawić. Mnie to jakoś specjalnie nie bawiło, ale usprawiedliwiałam to moim światopoglądowym zezem zbieżnym, który zamyka mnie jedynie na rzeczy, które umiem poczuć. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy kilka tygodni temu przeczytałam rozżalone doniesienia o tym, iż minister Boni miał czelność odmówić wpisania Makaronowej Maszkary do rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych. Szok towarzyszący mojej skromnej osobie nie wypływał bynajmniej z dyskryminacyjnej postawy ministra. Moje rozdziawione ślepia pytały – „a któż wpadł na pomysł żeby to w ogóle rejestrować?”.

Wszystko co w dzisiejszym świecie wystylizowanych doznań, potrafi mnie zaskoczyć – zasługuje też na moją dociekliwość. Odpaliłam więc wyszukiwarkę i zaczęłam czytać. A kopara opadała mi coraz niżej, aż dotkliwie porysowała panele w rodzinnym domu. Wszystko zaczęło się w 2005 roku, gdy amerykańskiego fizyka przeraziła propozycja, żeby uczniów w Kansas w równym stopniu zapoznawać z teorią ewolucji i teorią inteligentnego projektu. Owy strach zaowocował w list, w którym Bobby Henderson objawił iż wszechświat został stworzony przez Latające Potwora Spaghetti. Zaręczał też, że ten byt będący zlepkiem mąki, wody i jaj ma mieć podobno już dziesięć milionów wyznawców, a liczba ta stale rośnie. Trudno oprzeć się wrażeniu, ze Amerykanie są w stanie kupić wszystko.

Zawsze uważałam, że lotna ściema, to taka – która nie przesadza. Czytając jednak dalej ten list, powoli zaczynałam zmieniać zdanie. Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić skąd na świecie efekt cieplarniany? Nie, nie dajmy się zwieść antydezodorantowej kampanii. Pan Henderson stawia sprawę jasno – wszystko przez zmniejszającą się liczbę Piratów. Dodatkowo obarcza ich odpowiedzialnością za trzęsienia ziemi, huragany i katastrofy naturalne. Na usta ciśnie mi się, że pewnie są też winni pustych półek w Biedronce przed Bożym Ciałem. Sprawa jest jednak poważna – podobno temperatura na Ziemi wzrasta wraz z spadkiem liczby Morskich Szabrowników. Piraci są rzekomo pierwszymi wyznawcami tego Kościoła. Na oficjalnej polskiej stronie Kościoła Spaghetti czeka na mnie jeszcze kilka mocnych kawałków, zwłaszcza wizja Łazankowego Nieba. Zagorzałych wyznawców czekają w nim Piwne Wulkany, Fabryki Striptizerek, drzewka na których rosną małe kociaczki. Nakryciem głowy, które jest charakterystyczne dla wyznawców Kościoła Spaghetti jest durszlak…

A teraz już przywołuje się do porządku, wycieram z ust kpiarski chichot i trochę faktów. Szukam statystyk, ale na oficjalnych liczbach chyba położyło mackę Kluskowe Straszydło. Facebook nie kłamie, w Polsce ponad 14tysięcy użytkowników deklaruje przynależność do fanpage’u Kościoła Spaghetti, anglojęzyczny gromadzi ich już ponad 200tysięcy. W naszym kraju funkcjonuje dziewięć gmin wyznaniowych z ośrodkami w: Bydgoszczy, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście. W ciągu najbliższego tygodnia szykuje się pięć spotkań członków Kościoła Fanów Pasty – w Rzeszowie, Opolu, Zielonej Górze, Gdańsku i Wrocławiu.

I wreszcie to od czego może powinnam zacząć, ale co jest najbardziej intrygujące (lub nie bójmy się tego – irytujące) w zestawieniu z tym co zostało opowiedziane wcześniej. Jak deklarują członkowie Kościoła Latającego Potwora Spaghetti „Nasz Kościół (…) jest powszechnie uznawany za pełnoprawną religię. (…) Powszechne jest mniemanie, że nasz Kościół jest wyłącznie satyrą, która powstała w opozycji do kreacjonistycznej wizji stworzenia Świata. Jest to nieprawda, Kościół Latającego Potwora Spaghetti jest prawdziwy i całkowicie prawomocny.” Pastafarianie uznają za krzywdzące nazywanie ich systemu wierzeń parodią, karykaturą czy groteską.

To chyba ten moment, gdy chwytam się za głowę. Gdy mawiam „hola hola robaczki, już wystarczy”. Ja się pytam – po co Wam to? Byłabym w stanie zrozumieć, że ktoś ma potrzebę demonstrowania absurdu, celebrowania kpiny. Że ktoś lubuje się w ekstrawaganckich niszach, w elitarnych ewenementach. Sama naiwnie ufam, że doczekam finału mistrzostw świata z reprezentacją Polski. Tylko przychodzi moment, gdy trzeba przestać bawić się czym popadnie i podpisywać pod byle czym. Wciąż próbujemy być tak bardzo postępowi, że przerobiwszy już niewiarę w wiarę i wiarę w niewiarę, dla odmiany stawiamy na wiarę w bzdurę.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz