LOADING

Type to search

Czy Jezus śnił o potędze Kościoła?

Damian Jankowski 4 stycznia 2014
Share

Analizując wypowiedzi i zachowanie Jezusa z Nazaretu, spisane na kartach Ewangelii, można dojść do wniosku, że nie posiada on nic z wizerunku ziemskiego władcy. Obca jest mu żądza władzy, chęć bogactwa czy przymus. Raczej, jak sam zaznaczył, „przyszedł, aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45). Podobne wymagania Chrystus przedłożył swoim uczniom.

Chyba najwięcej wskazań, dotyczących ziemskiego życia, Mistrz pozostawia podczas słynnego Kazania na Górze (zob. Mt 5-8). W nim to Jezus błogosławi cichych, miłosiernych, wprowadzających pokój, prześladowanych czy płaczących. Mówi także znamienne słowa o nadstawianiu drugiego policzka, miłości do nieprzyjaciół. Zachęca do wytrwałości w modlitwie. Przestrzega przed pochopnym sądem, niebezpieczeństwem bogactw i obłudą. Zaprasza do wchodzenia przez metaforyczną „ciasną bramę”, do budowania na solidnej, skalistej budowie. Ewangeliczne wskazówki były, są i pozostaną w opozycji do powszechnie panujących na świecie norm i skłonności.

papi

Wygoda, poczucie wyższości i samozadowolenie nie są drogami wskazanymi przez Chrystusa. Bardzo dobrze, że papiestwo nie funkcjonuje już jak jeden z potężnych dworów dawnej Europy. To świetnie, że papież Franciszek jest taki przystępny i prosty. Doskonale, że współczesny Kościół katolicki wyzbywa się oznak triumfalizmu (choć nie wszędzie); że laicyzacja przerwała „związek tronu z ołtarzem”.

Oczywiście, istnieje w nas ciągła pokusa by uczynić chrześcijaństwo zewnętrznie silnym, tak jak to bywało kiedyś; by sprawić, aby przykazania były przestrzegane przez ogół obywateli i obowiązywały niejako pod przymusem. Wielu wciąż marzy, by Watykan odkupił dawne atrybuty papiestwa z waszyngtońskiego muzeum. Czasem nawet słyszy się absurdalne głosy, by Chrystusa w sposób prawny uznać królem Polski.

Marzenia tego typu muszą pozostać w sferze iluzji, pobożnych życzeń. Chrześcijaństwo na Zachodzie raczej nie zostanie ponownie „religią panującą”, nawet w Polsce. Czy jest to jednak powód do rozpaczy i zgorszenia rzeczywistością? Warto przytoczyć tu słowa kard. Ratzingera, wypowiedziane w 1969 roku: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. (…) Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

Założyciel i Głowa Kościoła, Jezus z Nazaretu, gdy chodził po Palestynie, nie był wcale kimś, kto szuka wygód i widzialnego sukcesu. Nie był nawet postacią potężną, wpływową w powszechnym znaczeniu tych słów (urodził się w stajni, zmarł jak pospolity przestępca). Jego ziemskie życie zakończyło się przecież pozorną porażką. Triumf nastąpił dopiero po godzinach ciemności Ogrójca, samotności, bólu i śmierci. Nikos Kazatzakis w zakończeniu swojej głośnej powieści „Ostatnie kuszenie Chrystusa” świetnie uchwycił rzeczywisty sens dramatu Krzyża: „Podniósł okrzyk zwycięstwa: Wszystko się wykonało! Ale było to tak, jakby mówił: Wszystko się zaczyna!”.

To nic, jeśli – jako wyznawcy Chrystusa – nie odniesiemy widzialnego zwycięstwa na polu społecznym czy politycznym, jeśli nasz głos pozostanie nikły i odosobniony. W myśl słów Jezusa, nie mamy być „władcami” tego świata, lecz „solą ziemi” (Mt 5, 13). W końcu, Królestwo Jego nie jest stąd!

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply