LOADING

Type to search

Czas, gdy dla Boga był czas

Maciej Starzec 9 listopada 2013
Share

Kto zdrów, i komu nie cieli się właśnie krowa, porzuca pracę. W kąt idą miotły, kosa zawisła pod dachem szopy, zwalnia właśnie stary śrutownik, a stary gospodarz strzepuje czapką siwy pył z lnianych spodni, trzepiąc przy tym nogami o klepisko. Wszyscy idą tam, skąd bije dzwon, idą, jak szli ich ojcowie i ojcowie ich ojców.

 

Pamiętam obraz parafialnego kościoła, w którym niewiele ławek stało pustych, kościoła, gdzie młodzież w ławkach siadała rocznikami. Jakże miła była pierwsza msza w nowym roku szkolnym, gdy awansowało się na wyższy pułap ławkowy, a raczej dalszy. No i nie wszystko widziały już bystre oczy księdza proboszcza, gdy zasłaniały nas młodsze roczniki. Oktawa Bożego Ciała, Środa Popielcowa, Zaduszki, 60 urodziny Pani Stanisławy. Zawsze było kilku ministrantów do służby w tygodniu, a niedzielne msze nie mogły służby ołtarza pomieścić w prezbiterium.

 

Dziś, parę dni temu na mszy za zmarłych, za tych, z którymi żyliśmy, którzy nas życia uczyli – 12 osób oraz kapłan, żadnego ministranta. Niewielkie, ale sprawne organy nieczęsto już grzmią hymny pochwalne, ale i we wsi ludzi jakby mniej. Mimo wszystko ciągle są. Nie mam czasu, dziecko mi płacze, obiad chłopu muszę zgotować, w polu trzeba robić, zmęczony po pracy jestem – słychać sumień szepty skryte.

 

Coraz mniej czasu, ale pracy też mniej – nie ma już krów, co o 5 rano do dojenia zrywały spod ciepłej pierzyny, by z rosą kosić łąki i rowy przydrożne, bo kosa lepiej zbiera. Nie ma już świń, co to dla nich terkotał stary śrutownik. Po kosie został już tylko hak, na którym wisiała. Koguta pianie ostatnie w oddali gdzieś słychać, nawet myszy już nie ma, bo w spichlerzach od zboża posucha.

 

Taki to smutny obraz wsi rodzimej zastaję, po części pustkę rozumiem – sam uciec musiałem. Szukać chleba, miejsca, własnych szukać dzwonów, co mnie do Bożego stołu, tonów wdzięcznym biciem wołać nie przestają. Panie mój, Stwórco, mój Wybawicielu, obym zawsze czas miał czapkę strząsnąć z kurzu, obym kosy ostrze odwiesić też zdołał, gdy prosisz w Swe progi, gdy do domu wołasz. Odpocząć, wysłuchać, dzięki złożyć z serca, aby porozmawiać, być blisko. Zgrzeszyłem. Tak często zaproszenie Twego serca odrzuciłem.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz