LOADING

Type to search

Co to właściwie jest ZBAWIENIE?

Marek Suder 21 lutego 2019
Share

Słyszymy wiele raz o tym, że Jezus nas zbawił, że jesteśmy zbawieni. W kościele ciągle mówi się o naszym zbawieniu i o Zbawicielu. A co to jest tak naprawdę ZBAWIENIE? W Ewangelii Mateusza jest takie zdanie o Jezusie: „On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 21). Anioł informuje w ten sposób śpiącego Józefa o roli jaką ma do spełnienia Jezus, który urodzi się z Maryi. Ma On zbawić swój lud od jego grzechów.To jest zasadnicze zadanie Jezusa, z którym przyszedł na ziemię. Nie przyszedł by uzdrawiać z chorób, wyrzucać złe duchy czy karmić zgłodniałych ludzi, lecz po to by zbawić swój lud.

Co to znaczy „zbawić”? Wydaje się, że chodzi najpierw o „uwolnienie”. Znaczyło by to, że „lud Jezusa” jest (czy też wtedy jeszcze był) w niewoli. A bycie w niewoli polega na tym, że człowiek ma ograniczoną lub zupełnie zabraną wolność. Bycie w niewoli to sytuacja, w której człowiek nie może czynić tego co sam chce czynić, lecz musi wykonywać polecenia jakiegoś zniewalającego go pana. Niewolnik nie może także czynić tego, o co prosi go jakaś postronna osoba, bo by to czynić musi uzyskać zgodę swego pana. Jest to sytuacja nie tylko niekomfortowa, ale wręcz uwłaczająca, a nawet godząca w pierwotną naturę człowieka! Mówiąc „pierwotną” mam na myśli naturę sprzed grzechu pierworodnego, czyli tą sprzed upadku Adama i Ewy. Tamta natura była doskonała, bo wszystko co Bóg stwarza jest doskonałe. I tamta natura gwarantowała człowiekowi stuprocentową wolność. Zresztą potwierdza to sam akt grzechu pierwszych rodziców, którzy mogą w sposób wolny powiedzieć Bogu „nie”. Bóg nie zabrał im tej możliwości! Niestety tamta natura została „zepsuta”, skrzywiona, obarczona skutkami grzechu pierworodnego i jako taka jest dziedziczona przez całą ludzkość. To dlatego człowiek przychodzi na świat już z tą „wadliwą” naturą (która stała się nam nijako normalną). Ta zepsuta natura powoduje w nas wszelkie ograniczenia, a więc nas zniewala, tak jak np. krótsza noga „zniewala” człowieka ułomnego i nie pozwala mu na takie rzeczy, na jakie może pozwolić sobie zdrowy człowiek (np. uprawianie sportu na takim samym poziomie).

Zatem Jezus przychodząc na świat „zbawia” czyli uwalnia człowieka od jego grzechów, czyli od wszystkich ograniczeń tej zepsutej natury. Jest ich bardzo wiele i są zarówno fizyczne jak i duchowe. Dotyczą więc zarówno ograniczeń jakie stawia nam ciało, czas, przestrzeń, przyroda, czyli całe physis wszechświata, jak i te które stawia nam natura w sferze duchowej (wolność, rozum, piękno) czyli całe psychis wszechświata.

Rodzi się pytanie: czy ktoś w ogóle posiada taki brak ograniczeń? Zdaje się, że posiada go tylko Bóg. Zatem to „zbawienie” to nic innego jak „ubóstwienie”, czy „przebóstwienie” człowieka. Wynika z tego, że celem człowieka jest stanie się Bogiem! Genialnie wyczuł to św. Augustyn, który powiedział, że „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem.” A zatem zbawić to nie tylko przywrócić człowiekowi jego pozycję i potencjał z raju, jego wolność, to nawet więcej! To także „wbóstwić” go czyli włączyć w Boga! A to coś więcej od raju, bo tam człowiek był jednak osobno od Boga. Był osobą ludzką. W niebie stanie się cząstką Boga, OSOBĄ BOSKĄ!

I to zbawianie się z jednej strony już się dokonało, bo Jezus swego dzieła już dokonał, ale z drugiej strony jeszcze się dokonuje, bo to człowiek swą wolą dokonuje wyboru czy chce stać się Bogiem czyli cząstką dobra, czy też woli stać się cząstką zła. Czyn Jezusa otworzył nam taką możliwość. Natomiast nasze wybory są skorzystaniem lub odrzuceniem tej możliwości. 

Dlaczego ludzie nie chcą z niej skorzystać? Wydaje mi się, że jest kilka powodów. Po pierwsze: nie zdają sobie sprawy z ogromu dobra i szczęścia jaka czeka na tych co jednak zechcą stać się Bogiem. Wynika to z tego, że nie potrafią już tu na ziemi zachwycić się tą „próbką” dobra jaką widać na każdym kroku w dziele stworzenia. Po prostu nie potrafią cieszyć się życiem! 

Po drugie: nie zdają sobie sprawy czym naprawdę jest realne i absolutne ZŁO, czyli wieczne i nieodwołalne odłączenie od Boga. Powody tych postaw mogą być różne. Najczęściej to lenistwo w poznawaniu dobra lub danie się uwieść złu, które oferuje tu na ziemi pozory dobra w różnej postać grzechu: pychy, chciwości, nieczystości, itd… Mogą zdarzyć się także inne powody, np. brak doświadczenia dobra. Nie chodzi o to, że  człowiekowi nie chce się poznawać dobra lecz o to, że nigdy go nie doświadczył, wiec nie wie czego szukać! To rzadka sytuacja, ale jednak zdarza się. To tzw. osoby poranione, skrzywdzone przez innych od samego swego urodzenia (np. w patologicznej rodzinie). I takich jest niestety coraz więcej, a będzie jeszcze więcej. Mając na myśli patologiczną rodzinę nie myślę o np. pijaństwie w domu (choć także), co przede wszystkim o rodzinie, w której nie ma miłości tylko pożądliwość i egoizm (stąd rozpad małżeństwa), nie ma troski o dobro lecz zaspokajanie potrzeb (stąd materializm i pogoń za pieniędzmi), nie ma wiary tylko filozofowanie (stąd ateizm lub poszukiwane pseudoduchowości w nowym gnostycyźmie), nie ma radości z tego co się posiada lecz ciągłą pogoń za pozornie lepszym (stąd główny cel życia to dobra praca i pieniądze).

Wszystko to są przeszkody do tego, by w pełni wykorzystać zbawienie. Nie da się bowiem na siłę kogoś uszczęśliwić. Znów nasuwa się ze swą mądrością św. Augustyn, który powiedział, że „Bóg stworzył nas bez nas, ale nie może zbawić nas bez nas”. Musimy z nim chociaż chcieć współpracować…

ks. Marek Suder

Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz