LOADING

Type to search

„Cierpienie upiększa człowieka”

21 lutego 2018
Share

Z Iwanną Szemiakinąlogopedą i ewangelizatorką, rozmawia o. Łukasz CMF

 

Od kiedy interesowałaś się logopedią?

Przygoda z logopedią rozpoczęła się przed maturą, a nawet wcześniej, bo już w szkole podstawowej. Lubiłam recytować wiersze, co zauważyły nauczycielki i wysłały mnie do pani Barbary Płocicy, która zajmowała się grupą teatralną. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z nią i jej słowa: „Dziecko, jak ty niewyraźnie mówisz…”. Ale przyjęła mnie do tej grupy i przez kilka dobrych lat z nią występowałam. Był to dobry czas, żeby nauczyć się mówić wobec ludzi i prezentować siebie. Oprócz tego zadawano nam dużo ćwiczeń artykulacyjnych. Dowiedziałam się, co dzieje się z językiem, jakie są jego możliwości, gdzie jest położony przy różnych dźwiękach. W liceum bardziej myślałam o psychologii, ale słyszałam, że wiele osób po tych studiach nie ma pracy i trzeba robić różne kursy. A poza tym chciałam znaleźć się w Krakowie, co jak widać się nie spełniło (śmiech).

W lutym mój znajomy powiedział, że może wynająć mi mieszkanie w Warszawie. Przejrzałam ofertę Uniwersytetu Warszawskiego i znalazłam tam logopedię. Zaczęłam czytać na ten temat, okazało się, że mnie to interesuje, bo łączy język polski z biologią, a dokładniej z anatomią, a zawsze szukałam możliwości połączenia tych działów. Idealnie wpasowało się to w moje pragnienia. Poza tym, co odkryłam później, logopedia jest pracą, w której służy się człowiekowi. Wcześniej byłam nastawiona bardziej na siebie, na swój rozwój, na to co mi się podoba, ale potem, pracując już w zawodzie, zrozumiałam, że tu chodzi o spotkanie z człowiekiem, a tak naprawdę z Chrystusem w nim.

Dostałam się na logopedię, o czym zapewnił mnie Pan Jezus na modlitwie, mówiąc: „Iwanka, idź do Warszawy, tam mam dla ciebie coś przygotowane”. Uwierzyłam, zaryzykowałam i udało się. Zdałam maturę bardzo dobrze, dostałam się, a teraz już prawie kończę te studia.

Mówiłaś , że już pracujesz jako logopeda. Czy możesz tę pracę łączyć z jakąś formą ewangelizacji?

Teoretycznie tak, ponieważ zawsze jest to spotkanie z człowiekiem. Przede wszystkim rozmawiam z rodzicami, bo ich dzieci, które mam w terapii, są najczęściej na tyle niepełnosprawne, że nie ma możliwości, aby z nimi porozmawiać. Spotykając się z cierpiącym rodzicem, mogę przekazać Dobrą Nowinę, być wsparciem i przekazać dobre słowo o Bogu. Jednak najczęściej mówię tylko, że mogę się pomodlić w ich sprawie. Może dlatego mam poczucie, że nie jest to do końca to, co chciałabym robić.

Miałaś okazję do ewangelizacji?

Był taki włoski lekarz, który nie leczył pacjenta, dopóki ten nie był w stanie łaski uświęcającej[1]. Ponieważ był dobrym lekarzem, wielu pacjentów chciało się u niego leczyć. On jest dla mnie wzorem. Chciałabym tak pracować, aby było widać moją wiarę. W poprzedniej pracy powiedziano mi wprost, że ta klinika jest neutralna i nie ma miejsca na ewangelizację, chyba, że ktoś sam zacząłby taki temat. Pewnego dnia przyszedł pan Piotr, który zapytał: „Dziewczyny, dlaczego nie jesteście ubrane na czarno?”. Był to akurat czas czarnych marszów kobiet. Odpowiedziałam, że nie popieram aborcji, a ponieważ jestem po formacji w Szkole Ewangelizacji, wiedziałam, że nic nie będzie z walki na argumenty, więc zaczęłam opowiadać o mojej relacji z Panem Jezusem. Po raz pierwszy tak mocno odczułam, że kiedy mówię o Jezusie, On sam jest obecny ze mną w tym czasie i tym miejscu. Wtedy poznałam, jak bardzo potrzebuję takich spotkań i rozmów. Skończyło się wylądowaniem na dywaniku i zakazem mówienia o swoich poglądach. Wtedy podjęłam decyzję o zmianie pracy, bo przecież jestem wolnym człowiekiem i nikt nie zabroni mi głosić Jezusa. I rzeczywiście po kilku miesiącach stamtąd odeszłam.

Do dalej?

Teraz zastanawiam się nad jakimś studium katechetycznym, ponieważ chciałabym pójść głębiej w ewangelizację, aby cała moja praca była bezpośrednim głoszeniem.

Co robisz z dziećmi z którymi praktycznie nie ma kontaktu?

Mój kierownik podpowiedział mi: „Módl się i błogosław te dzieci”. Już wcześniej w tych spotkaniach z chorymi dziećmi odkrywałam obecność Boga. Teraz proszę Go o uzdrowienie i przemianę: „Ja robię to co potrafię, ale Ty możesz więcej”.

A jeśli nie ma uzdrowienia, zmiany, poprawy? Skąd bierzesz siły?

Zdarzają się ludzie przerażeni, kiedy słyszą z kim pracuję. Ale mówię im, że gdybym nie wierzyła, to nie pracowałabym w taki sposób, z tak chorymi dziećmi. Kiedy spotykam się z nimi, modlę się za nie i je błogosławię. Robię się przy nich coraz „mniejsza”, ponieważ staję wobec dziecka, które jest zupełnie nieświadome grzechu, nie może wybierać, więc w pewnym sensie jest czyste i święte. Mimo, że jest chore, to dla mnie jest znakiem świętości. W tym widzę sens i wartość ich życia. Widzę też jak rodzice są przemieniani, formowani przez to cierpienie, jak ich serca stają się otwarte i szlachetne, piękne. Cierpienie upiększa człowieka.

„Cierpienie upiększa człowieka” – to bardzo odważne zdanie w dzisiejszym świecie. W jaki  sposób cierpienie może upiększać? Gdzie jest to piękno?

Pamiętam jedną mamę, która często do nas przyjeżdża. Jej synek urodził się zdrowy, ale kiedy miał półtora roku, zjadł jakieś środki chemiczne, które doprowadziły do niedotlenienia mózgu. Lekarze nie wiedzieli co zrobić i przez ich niewiedzę ten chłopiec jest sparaliżowany i nie mówi. Jest to tragedia dla całej rodziny, tym bardziej, że nie ma rodzeństwa. Ma już siedem lat, coraz trudniej się nim opiekować. Mama jednak bardzo kocha swojego synka – widać to w jej słowach, w trosce.

Piękno, które widzę w niej i innych rodzicach, to ich miłość i otwartość. Oni zapominają o sobie samych. Myślę, że najpiękniejsze jest to, co cierpienie robi w nas. Oczywiście można pójść w dwie strony, stać się zgorzkniałym, uważać się za ofiarę, ale można oderwać się od siebie i żyć dla kogoś innego, dla swojego dziecka.

Mogę powiedzieć, że moje cierpienie, moje rany – one są chwalebne, one „świecą” i w tym jestem podobna do tych rodziców. Nie rozumiem tego do końca. Dlaczego? Jak? Sposób w jaki cierpienie zmienia człowieka jest to coś głębokiego, jakaś tajemnica.

Co powiedziałabyś człowiekowi, który dowiedział się, że jego dziecko będzie niepełnosprawne? Człowiekowi, który buntuje się przeciwko życiu, lekarzom, Bogu? Co powiedzieć w pierwszym momencie?

Myślę, że każdy człowiek ma prawo do takiego buntu, nie można go tłumić w sobie. Nie ma co udawać, że wszystko jest w porządku i mówić spokojnie o Bogu, że jest dobry i miłosierny; chwalić Go w chwili gdy dowiaduję się, że moje dziecko jest umierające lub bardzo chore. Pan Bóg stawia nas przed tym, ponieważ ma w tym swój cel. Wie, że będzie to dla nas dobre, choć bardzo trudne. Jestem za tym, aby odważnie stanąć przed Bogiem i powiedzieć Mu wszystko, co się czuje.

Wracając na koniec do twojej pracy w logopedii, jaka jest jej skuteczność?

To zależy od dziecka i od terapeuty. Stan organizmu dziecka, jego mózgu, może dawać większe lub mniejsze możliwości. Zrozumiałam to będąc przy dziewczynie, która jest po kilku wylewach. Okazało się, że nie można jej skutecznie pomóc. Ale nie wolno się zniechęcać, ponieważ nigdy nie wiemy jaki potencjał jest w człowieku. A czasem terapia jest po to, aby utrzymać poziom zdrowia.

W takim razie pewnie potrzeba terapeutów?

Tak. Bardzo.

Zatem Bogu dzięki za Ciebie.

 

__________

[1] Iwanna ma myśli św. Józefa Moscati. Kościół uznając heroiczność jego cnót 16 listopada 1975 roku ogłosił go błogosławionym, a 12 lat później, 25 października 1987 roku, został przez Jana Pawła II kanonizowany.

 

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz