LOADING

Type to search

Ciemności nasze powszechne

Damian Jankowski 17 marca 2014
Share

Gdy czytamy świadectwa wielkich mistyków, możemy łatwo popaść w zniechęcenie. Święci bowiem bardzo często mieli realny kontakt z wymiarem transcendentalnym. A nam tak trudno przychodzi modlitwa, o usłyszeniu głosu Boga nawet nie wspominając.

Warto już na wstępie zauważyć pewien wyraźny kryzys duchowy, występujący na współczesnym Zachodzie. Po doświadczeniach tylu wojen, katastrof, niesprawiedliwości, po piekle Auschwitz trudno dziś mówić o prawdziwości klasycznej teodycei. Powiedzenie „Bóg tak chciał” po prostu nie wystarcza! Raczej, w najlepszym przypadku, skłaniamy się ku postawie Marka Edelmana, który na pytanie o Stwórcę odpowiadał: „Dajcie spokój, On śpi”. Bóg w XXI wieku zdaje się być słabszy od systemów geo-politycznych, światowej gospodarki, najnowszych technologii.

Istnieje w człowieku chęć natychmiastowej skuteczności modlitwy i sprowadzenia wymiaru nadprzyrodzonego na ziemię. Czasem żałujemy, że nie możemy tak jak Apostołowie podróżować z Jezusem po Galilei, w sposób realny dotykać Go i z Nim rozmawiać. Chcielibyśmy niczym Tomasz włożyć palec w Jego rany. I tak trudno wówczas przychodzi pogodzenie się z faktem, że na tym świecie jest to niemożliwe. Dosłowne widzenie Boga w życiu doczesnym, choć tak upragnione, byłoby zbyt banalne!

ciemno

Nie jest tak, że pytania o obecność Boga, dramatyczne apele o Jego interwencję są „z góry” bluźniercze. To nie tak, że przykładny katolik ma doskonały, namacalny kontakt z Jezusem (w rozumieniu czysto przyziemnym), w życiu duchowym zaś pokonał już wszelkie pytania i wątpliwości.

Autentyczna wiara nie eliminuje wątpliwości i nie udziela odpowiedzi na wszystkie pytania. Czeski filozof, ks. Tomasz Halik w jednej ze swoich książek pisze: „Bardzo byśmy zredukowali i okaleczyli rzeczywistość wiary, gdybyśmy utożsamili ją tylko z momentem ostatecznego zwycięstwa nad wątpliwościami. (…) Wiara nie jest ostatecznym zwycięstwem, jest raczej stałą walką ze zwątpieniem”. Przejmujące pytanie o to, gdzie był Bóg postawił Benedykt XVI w swoim przemówieniu podczas wizyty w Auschwitz-Birkenau. Udzielił na nie wówczas mądrej, choć powściągliwej odpowiedzi: „Nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga – widzimy tylko jej fragmenty i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Nie obronimy w ten sposób człowieka, przeciwnie, przyczynimy się do jego zniszczenia. Nie – ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś! To nasze wołanie do Boga winno jednocześnie przenikać i przemieniać nasze serca, aby obudzić ukrytą w nas obecność Boga – by Jego moc, którą złożył w naszych sercach, nie została stłumiona i zagrzebana w nas przez muł egoizmu, strachu przed ludźmi, obojętności i oportunizmu”.

Tzw. noc ciemna jest terminem powszechnie znanym w chrześcijańskiej mistyce. Objawia się ona silnym poczuciem nieobecności Boga, tego, że nasze modlitwy trafiają w próżnie. Doświadczyli jej najwięksi święci, by wymienić choćby św. Jana od Krzyża (wprowadził to pojęcie), św. Teresę od Dzieciątka Jezus, Jana Pawła II. Część biblistów twierdzi, że Chrystusowy okrzyk „Boże mój, czemuś Mnie opuścił” także można interpretować jako godzinę nocy duchowej. Stan ten jest ograniczony czasowo i trwa przez pewien okres rozwoju życia duchowego. Może jednak także ciągnąć się niemal całe życie, jak w przypadku bł. Matki Teresy z Kalkuty (w jej zapiskach czytamy o niemal 50-letnim czasie ciemności).

W cierpieniu pomocna może okazać się świadomość, że nie cierpię sam. Podobnie, poczucie nieobecności Boga, Jego milczenie jest doświadczeniem – często bardzo uciążliwym -większości ludzi (nawet tych najbardziej świętych). Czy Jezus rzeczywiście nas opuścił? Choćby wszystko ku temu przemawiało, Jego spojrzenie możemy uchwycić w dobrych uczynkach, w sakramentach, w drugim człowieku, zwłaszcza tym najbardziej udręczonym i samotnym. Fakt, nierzadko ta twarz Boga jest wówczas słabo widoczna.

W najnowszej encyklice Lumen fidei odnajdujemy pokrzepiające słowa: „Wiara nie jest światłem rozpraszającym wszystkie nasze ciemności, ale lampą, która w nocy prowadzi nasze kroki, a to wystarcza, by iść”. Wiemy przecież, że zawsze „po Nocy przychodzi Dzień”, a po Wielkim Piątku nastaje Wielkanocny Poranek…

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply