LOADING

Type to search

Chora korporacja i zdrowy bark

Dorota Rejczak-Slupek 22 marca 2018
Share

Szybki wywiad – 20 minut. A osoba zupełnie nieznana. Młoda kobieta, która usiadła obok mnie. Ten wywiad to jak łowienie ryb w niezbadanej wodzie. Nie wiadomo co się wyciągnie. Ja „wyłowiłam”  ciekawy rok z życia Moniki.

Dorota Rejczak-Słupek: Już coś wiem o Tobie – jesteś mężatką, masz dwunastoletniego syna. Pracujesz zawodowo ?

Monika: Teraz nie. Ponad rok temu zrezygnowałam z pracy w korporacji.

Dlaczego podjęłaś taką decyzję?

– W pewnym momencie zauważyłam, że pracując tam nie jestem w zgodzie z samą sobą. W korporacji jest ciągła rywalizacja, wyścig szczurów. Nie zawsze też narzucone odgórnie plany sprzedażowe uwzględniają korzyści dla klientów. Chodzi, przede wszystkim  o zyski dla firmy. Dopóki byłam zwykłym pracownikiem, mogłam postępować zgodnie z własnym sumieniem. Potem  zostałam kierownikiem. Okazało się, że muszę od podwładnych wymagać
zachowań, z którymi się nie zgadzam. Ciągle też byłam kontrolowana czy realizuję dobrze politykę firmy.

Rezygnacja z pracy to trudna decyzja, szczególnie gdy ma się rodzinę. Jak sobie z tym poradziłaś?

– Faktycznie nie była to łatwa decyzja. Borykałam się z jej podjęciem dłuższy czas.  Zrozumiałam jednak, że ta  praca oddala mnie od Pana Boga. To było najważniejszym argumentem.

Wielu ludzi pracuje w podobnych korporacjach. Zaciskają zęby i idą na kompromis z własnym sumieniem albo w ogóle nie widzą problemu. Skąd u ciebie ta wrażliwość i determinacja?

– Trzy lata temu nawróciłam się. Za namową przyjaciółki pojechałam na kurs Nowe Życie w ramach  Szkoły Nowej Ewangelizacji. Wcześniej byłam wierzącą-niepraktykującą. Zmieniło się całkowicie moje podejście do życia. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, w jakim miejscu jestem i czy to, co robię jest zgodne z tym w co wierzę. Chciałam robić coś, co będzie pogłębiało moją relację z Panem Bogiem, a nie oddalało mnie od Niego.

Ponad rok minął od czasu gdy odeszłaś z firmy. Jak ułożyło się dalej Twoje życie?

– Jeszcze gdy pracowałam zaczęły się problemy z prawą ręką. Ból, sztywnienie. Z czasem to się nasiliło. Lekarze zdiagnozowali, że jest to zespół zamrożonego barku – długotrwała choroba wymagająca specjalistycznego leczenia i rehabilitacji.

To podobno bardzo bolesne schorzenie. Uniemożliwia wykonywanie nawet  prostych czynności. Czy u ciebie choroba też przebiegała z takimi objawami?

– Tak, ból był nie do zniesienia. Szczególnie nasilał się w nocy. Ortopeda, u którego się leczyłam, stosował blokady oraz inne środki lecznicze, ale to nie pomagało. W maju powiedział mi, że nie ma szans, aby ręka była sprawna. Jako ostatnią deskę ratunku zaproponował tzw. falę uderzeniową, bardzo bolesny zabieg. Po wizycie u lekarza pojechałam na nabożeństwo majowe. Modliłam się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej w moim kościele. Byłam załamana. Oddałam wszystko Maryi. Następnego dnia pojechałam do prywatnego centrum rehabilitacji. Specjalista i jednocześnie właściciel centrum, obejrzał  mnie i powiedział: Nie będę ściemniał, za późno pani przyszła, nic nie da się zrobić… Nikt w tym stadium choroby nie podejmie się pani leczenia, bo ono może okazać się bezowocne… Ale ja, mimo to, się podejmę.

To pewnie była dla Ciebie wspaniała wiadomość. Dawała nadzieję. Ale leczenie w prywatnej placówce musi dużo kosztować.

– Za godzinę zabiegów trzeba zapłacić ok 150 zł. Rehabilitacja przy tym schorzeniu trwa wiele miesięcy. Ja miałam ograniczone możliwości finansowe, byłam bez pracy, na bezrobociu. Ile to będzie kosztowało? – zastanawiałam się. I wtedy rehabilitant powiedział mi, że zrobi to… za darmo! Zalałam się łzami.

 Czy wiesz dlaczego otrzymałaś  leczenie w prezencie?

– Gdy go o to spytałam powiedział, że po prostu zrobiło mu się mnie żal. Ale ja wiem, że tak się stało, bo oddałam mój problem Maryi. To był cud.

Jak długo trwała rehabilitacja?

– Od maja do grudnia. Prawie codziennie byłam na zabiegach.

Widzę, że normalnie funkcjonujesz. Leczenie  było więc skuteczne.

– Ręka jest sprawna. Otrzymałam tak wiele od bezinteresownego i dobrego człowieka, jakim był ten rehabilitant. Dobro chce się nieść dalej. I ja chciałam zrobić coś dobrego dla innych. W dniu, w którym to sobie uświadomiłam, dostałam z biblioteki informację o tym, że potrzebni są wolontariusze do pracy z seniorami. Gdy przyszłam z ofertą pomocy, usłyszałam od dyrektorki placówki: Pani mi z nieba spadła. Mogłam odtąd prowadzić różne zajęcia ze starszymi ludźmi. Razem spędzaliśmy wiele godzin – graliśmy w różne gry, pomagałam im podczas kursu komputerowego… To był bardzo dobry czas.

Miniony rok był dla Ciebie bogaty w doświadczenia.

– Dużo dobrego zdarzyło się w tym czasie. Jako rodzina przeżyliśmy go na minimum finansowym, ale nauczyliśmy się większej prostoty życia. Niczego nie brakowało.
Doświadczyłam więcej radości, spokoju. Życie stało się bardziej uporządkowane i szczęśliwe. Chciałabym robić dalej dobre rzeczy na chwałę Pana.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz