LOADING

Type to search

Chcesz nagrody za dobre uczynki? Masz pecha

Mirek 6 września 2013
Share

Od razu zastrzegam, że pisząc te słowa korzystam z jednego z błogosławieństw: „błogosławieni ubodzy duchem”. Nie mam bowiem żadnego doświadczenia teologicznego, a to co piszę wypływa gdzieś… skądś… ze mnie. Od razu też zastrzegam, że niniejszy tekst nie jest moim manifestem przeciwko Bogu, w którego wierzę i któremu szczerze ufam. Poniżej kilka moich przemyśleń, które – o ile są błędne – mam nadzieję, że Bóg mi wybaczy.

Bóg odcina się od obowiązków tego świata.

 

Pamiętasz przypowieść o uczcie królewskiej? Wielu zaproszonych odmówiło, bo mieli coś jeszcze do zrobienia. Pamiętasz człowieka, który chciał iść za Chrystusem, lecz najpierw chciał się pożegnać z bliskimi? Pamiętasz wreszcie słowa, aby oddać Cezarowi to co Cezara, a Bogu to co Boże? Albo przypowieść o ukrytym skarbie? Jego znalazca sprzedał wszystko co miał, aby kupić działkę ze skarbem. Albo słowa, że lepiej wejść z jednym okiem do Królestwa Niebieskiego, niż z dwoma pozostać w ciemności? Ale czy mamy sprzedać wszystko, aby zostać zbawionymi? Mam nadzieję, że nie. Byłby to bowiem koronny dowód na to, że chrześcijaństwo jest hamulcem rozwoju. Chodzi raczej o to, że w oczach Pana nasze doczesne sprawy są mało interesujące. Nieważne czy jesteś bogaty, czy biedny, mądry, czy głupi. Masz się martwić o Królestwo Boże. I o to się modlić. Bo w ostatecznym rozrachunku, gdy Twoje życie już przeminie, tylko to jest ważne. Zobacz, że modlitwa „Ojcze nasz” właśnie taka jest!

Ilu z nas modli się o koniec kłopotów materialnych, o zdrowie, o dobrą pracę (sam często to robię) czy o inny cud? Ale jakie znaczenie będzie miało to, że przeżyjesz życie zdrowy, jeżeli na jego końcu czeka cię ciemność? Wiem, że to mocne słowa. Każdy z nas boi się cierpienia (Chrystus też się bał). Każdy z nas czuje się za kogoś odpowiedzialny, kogoś (mam nadzieję) kocha na tej planecie i naturalne jest, że modli się za jego pomyślność. Jak więc to pogodzić? Najłatwiej powiedzieć, że to bardzo trudne i należy się modlić, ale to słowa z ambony kościelnej, które, niestety rzadko do mnie trafiają.

Do mnie przemawiają słowa: „Oni otrzymali już swoją nagrodę”. Co więc robię? Oczywiście – modlę się o zdrowie dla siebie i bliskich, o pomyślność, o to, aby moje dzieciaki wyrosły na dobrych ludzi, o dobrą pracę, zdrowie dla rodziców i tak dalej. I widzę że Pan mi błogosławi, choć często jest ciężko jak diabli! Ale tylko w chwilach totalnego załamania wpadam we frustrację (która zresztą szybko przechodzi). Bo tak sobie myślę, że przecież Bóg, który widzi w ukryciu, odda mi – tak powiedział sam Pan. Jeżeli teraz nie otrzymuję swojej nagrody to pewnie rośnie moja lokata, którą otworzą mi, gdy stanę po przywitaniu się ze Św. Piotrem. Tak sobie myślę i jest mi trochę lżej. A potem i tak zdarza się cud :).

Chcesz być nagradzany za dobre uczynki – masz pecha.

 

Na Ziemi mówią: „Dobro powraca”. Piękne hasło. Każdy z nas na to liczy. Ale czy my – dzieci Boże nie powinniśmy chcieć, aby to dobro powróciło do nas dopiero po opuszczeniu tejże Ziemi? Wszak Pan mówi, aby pomagać tym, którzy nie są w stanie się odwdzięczyć – bo wtedy rośnie nasza nagroda w Niebie.

„Oni otrzymali już swoją nagrodę” – o kim były to słowa? Jezus nazwał ich ostro obłudnikami. Ja się nie odważę. Ale czy nie jest tak, że jeżeli chcesz mieć profity z tego, że jesteś dobry (celowo użyłem słowa „dobry” zamiast „wierzący” – to sprawa na osobną rozprawkę) – to pewnie je otrzymasz, tylko co ci po nich?

Kupiłeś cegiełkę w Licheniu? I widnieje na niej Twoje nazwisko – oto Twoja zapłata. Tak sobie myślę, że wystarczyłoby zrezygnować z tego nazwiska, a Bóg, który widzi w ukryciu i tak oddałby tobie. Być może po śmierci. Ale sam zdecydowałeś, że chcesz już teraz otrzymać swoją nagrodę. Dla mnie bez sensu. Zapraszają cię na imprezy charytatywne jako sponsora? Pewnie z twoją pomocą zrobili dużo dobrego, ale już odebrałeś swoją nagrodę! Dostałeś zaproszenie, witają cię jako honorowego gościa! Opowiedziałeś komuś na imprezie, że ratowałeś staruszkę, która zasłabła na przejściu dla pieszych? Uznanie i chwila uwagi – oto twoja nagroda! Warto? Oddajesz krew honorowo i w klapie marynarki dumnie nosisz krzyż krwiodawcy? Oto twoja nagroda!

O co więc chodzi? Moim zdaniem o intencje. Nie widzę nic złego w świeceniu przykładem podczas zbiórek charytatywnych, udostępnianiu swojego wizerunku (o ile jest coś wart), bowiem na zachętę celebryty ludzie dadzą więcej i chętniej – taki jest już ten świat. O ile cel jest słuszny – każdy środek jest dobry. Nawet Chrystus uznaje tę konstrukcję, zachęcając nas do zjednywania sobie ludzi niegodziwą mamoną. A jednak każde postrzeganie nas jako dobroczyńców, dobrodziejów, darczyńców czy jak tam ich zwać odbiera nam część nagrody w tamtym życiu. Tak uważam. Być może uda nam się nadrobić tę stratę tym, że ktoś inny pójdzie naszym przykładem. Miejmy taką nadzieję.

I ja mam taką nadzieję pisząc te słowa. Być może ktoś czytając je zatrzyma się na chwilę i zastanowi? Może coś zrobi, a może tylko spróbuje. Mam nadzieję, że będzie to coś, co spodoba się Panu. Tak czy inaczej, być może swoim westchnieniem dołoży choć pół grosza do skarbu, który chciałbym zgromadzić w tym życiu – na przyszłość.

Dodaj komentarz