LOADING

Type to search

Charyzmatyk z Nazaretu?

Marcin Kaczmarczyk 6 czerwca 2016
Share

Co nowego można napisać o Jezusie Chrystusie? Czy coś zostało jeszcze niedopowiedziane przez dwa tysiące lat? Kiedyś byli ci co wierzyli i ci co nie wierzyli. Dzisiaj też są i jedni i drudzy.

Co prawda proporcja rotuje raz to w jedno, raz w drugą stronę, ale formuła zostaje ta sama. Myślę, że coś nowego można odkryć na poziomie osobistego przejścia przez Ewangelię. Tak też zrobiłem. I co z tego wyszło? A no sporo ciekawych rzeczy, które opisuje w książce „Charyzmatyk z Nazaretu”.
image (3)

Z pewnością nie jest to lektura dla tych, którzy uważają Jezusa za słodkiego cielaczka, który przyszedł na ten świat, żeby głaskać ludzi po głowie. To był człowiek z krwi i kości, który poznał co to gniew, smutek, radość i miłość. Ówcześni mu pobożni ludzie, uważali Go za żarłoka i pijaka, który przez to co mówi, sprowadzi na ludzi nieszczęście. Najbliższa mu rodzina, miała chwile w których zaczynała martwić się o to, czy aby On za mocno nie odleciał. Widziano w Nim zbawcę i przywódcę rewolucji, Mesjasza, obłąkanego prostaka czy też tego, który przemawia z mocą. Jedno jest pewne. Ci, którzy spotkali go naprawdę, całkowicie zmieniali swoje życie. Pierwsze z brzegu przykłady: Lewi (św. Mateusz), Bartymeusz czy kobieta cierpiąca na krwotok. Stanięcie z Jezusem twarzą w twarz było jak nokaut, po którym gdy człowiek wstanie, nic nie jest już takie samo. I o takim z Nim spotkaniu jest „Charyzmatyk z Nazaretu”. Krótki fragment:

 

„Po nocnych, emocjonujących przygodach łódź dobiła do brzegu po drugiej stronie Jeziora Galilejskiego. Na miejscu Jezusa byłbym trochę zawiedziony „osiągnięciami” uczniów. Na pewno myślałbym o tym, co zrobić, żeby coś sensownego z tych ludzi wydobyć. Jednak Jezus, gdy tylko wyszedł z łodzi, zaraz został zaczepiony przez opętanego.           Do Jezusa podszedł ktoś, kto – jak ja to mówię – był normalny inaczej. Św. Łukasz pisze nawet, że ów jegomość biegał na golasa i straszył ludzi: „I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków, który leży naprzeciw Galilei. Gdy wyszedł na ląd, wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach” (Łk 8,26-27). Co prawda św. Marek nie wspomina o nudystycznych zwyczajach opętanego, ale z pewnością możemy stwierdzić, że facet normalny nie był: „Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach” (Mk 5,3-5). Gdy tylko zobaczył Jezusa, od razu podbiegł i oddał mu pokłon, krzycząc, żeby Jezus dał mu spokój. Legion, bo tak brzmi imię ducha nieczystego, boi się Jezusa. Chce go wziąć na litość. Wie, że ma do czynienia z Synem Boga. Nawet z Nim nie walczy, bo jest świadom, że w tej walce nie ma szans. Gdy widzi, że Jezus nie odpuści, zły duch zaczyna prosić, żeby Jezus wyrzucił go w stado świń. I Jezus tak robi. Dwa tysiące świń pędem rzuca się na urwisko. Dwa tysiące świń!!! Nigdy w życiu nie widziałem tylu świń, co najwyżej około setki w jednym miejscu. I nawet ta setka zrobiła na mnie duże wrażenie. A teraz wyobraź sobie dwudziestokrotnie większe stado spadające z urwiska. Przecież to musiała być jedna wielka rzeźnia. Smród, hałas i kupa kurzu.

Całej tej sytuacji przyglądali się miejscowi pasterze. Widząc, co się dzieje, pobiegli do miasta, żeby zdać sprawę mieszkańcom. Ci przybiegają i widzą, że człowiek, który do tej pory był opętany, siedzi teraz z Jezusem i wygląda całkowicie normalnie. Powinni się cieszyć! A oni co? Przestraszyli się: „Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic (Mk 5,14-17).

Czegoś tu nie rozumiem. Jak to możliwe, że chcą wyrzucić kogoś, kto uzdrowił najbardziej pokręconego człowieka w okolicy?! Czy oni są normalni? Spróbujmy spojrzeć na tę sytuację z nieco innej perspektywy ……….

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz