LOADING

Type to search

Bunt rock’n’rolla buntem Boga [cz.1]

Brol 22 stycznia 2014
Share

Ciężko określić moment powstania rock'n'rolla. Kształtował się on w świadomości muzyków od początku XX wieku. Dźwięki, porywające do tańca każdego marudera podpierającego ścianę, zawdzięczają swoje narodzenie starszym kolegom: bluesowi, jazzowi, a nawet tradycyjnemu country. Ta mieszanka wybuchowa jest głębiej zakorzeniona w kulturze, niż moża byłoby przypuszczać. Paradoksalnie.

 

Rewolucję zapoczątkowało jeszcze poprzednie stulecie. Afroamerykanie wykorzystywani na południu Stanów Zjednoczonych do pracy niewolniczej chcieli dać upust trudom życia. Dlatego stworzyli gatunek muzyczny, mający, niczym Medicopter 117, pomóc przejść przez codzienność. Blues oznaczał smutek, rozpacz i doskonale nadawał się do – wówczas lokalnego – użytku. Niósł ból, ale jednocześnie wpadającą w ucho melodię. Dobrze komponowało się to z poczuciem rytmu czarnych przyjaciół. I dawało nutkę nadziei.

Kilkadziesiąt lat później, m.in. na bazie bluesa, powstał jazz. Znaczenie nazwy nie wyciska już łez jak bluesowa cebula, bo oznacza akt seksualny (nie przypadkowo gatunek ten wypłynął z dzielnicy prostytutek w Nowym Orleanie). Awangardowe granie, które za jakiś czas miał rozsławić Louis Armstrong, okazało się świetnym katalizatorem muzyki rozrywkowej. Inicjowano je często spontanicznie, a dźwięki były improwizowane. Łatwo sobie wyobrazić, że szybkość przemian standardów muzycznych odwzorowywała zakusty człowieka do dynamicznego postępu.

I rzeczywiście, świat się zmieniał. Równolegle rozwój technologiczny pędził już jak pociąg. Coraz mocniej wyróżniał się człowiek jako indywiduum. Wrażliwość społeczna miała w końcu szansę zawalczyć o godne prawa.

Na ratunek: rock'n'roll

Wyrazem rozpaczliwego krzyku o lepsze warunki stał się rock'n'roll (ang. kołysać się i kręcić). Oficjalnie powstały na początku lat 50., buntował się przede wszystkim przeciwko segregacji rasowej i rodzicom, którzy bagatelizowali pragnienia dzieci, zaniżając ich status. Połączenie bluesowego rytmu (jak również kulturowego sprzeciwu) oraz improwizacji jazzowej stworzyło muzyczny koktajl energetyczny; idealne lekarstwo, dające upust emocjom. Nadeszła nowa epoka, której prekursorem stał się Elvis Presley.

 

Styl ten królował na salonach. Co naturalne, podchwycili go od razu nastolatkowie. Fala wyzwolenia ruszyła, odbijając się szerokim echem na całym świecie. Równość, miłość – krzyczeli entuzjaści. Taka retoryka działała, zmieniała punkt widzenia. Do momentu, w którym symboliczne znaczenie trzech magicznych słów całkowicie się odwróciło.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Formalnie "czysta" odmiana r'n'r została pogrzebana w połowie lat 60. Na estradzie zaczęły pojawiać się takie zespoły jak: The Beatles czy The Rolling Stones. Powstało hasło: "Sex, drugs and rock'n'roll". Muzyka ewoluowała, a wraz z nią podejście kulturowe. Pojawili się hippisi, którzy początkowo buntowali się przeciwko kapitalizmowi, ale po czasie stwierdzili, że lepiej jest zajarać sobie w spokoju trawkę. Później rokwit przeżyła subkultura rockmanów, chciejących uchodzić za groźnych. A bliżej naszych czasów z nor wyszli punkowcy – anarchiści, protestujący przeciwko władzom. R'n'r zaczął przypominać polski hip hop na przełomie wieków – najpierw bunt skierowany w stronę biedy, a następnie szaleństwo komercyjne.

 

Ewolucja gatunku z lat 50. nie była zjawiskiem nieznanym, ani spektakularnym. Każda odmiana muzyki w końcu musiała transformować z pożytkiem dla odbiorcy. Dzięki pluralizmowi dźwięków, współczesny człowiek posiada większy wybór.

Jednak przemiana kulturowa, za którą idzie krok w krok muzyka, ma się nijak do kolumny, tabelki z plusami. Przynajmniej w przypadku r'n'r. Dzisiaj bowiem, jeśli ktoś mówi, że "będzie rock'n'roll", oznacza to wielką imprezę z Finlandią i lejkiem do ust, dziką pianą (tudzież bitą śmietaną na brzuchu), dziewczynami szczerzącymi zęby umyte w Colgate Herbal White, czy kolesiami myślącymi, że wszystkie te niewiasty widzą w nich Bruno Marsa. Energiczne brzmienia minionego wieku stały się synonimem nieporządku.

Umysł człowieka XXI wieku zaadoptował sobie pochodne znaczenia tego stylu muzycznego. Kontynuuje więc prawie 50-letnią tradycję postrzegania r'n'r jako buntu przeciwko cnotom, grzeczności i spokojowi. Podczas gdy w pierwotnej postaci sprzeciwiał się on podziałom społecznym, rasowym oraz wszystkiemu, co wyrządza krzywdę człowieczeństwu. Walczył z widocznym złem tego świata.

Powstała zatem sytuacja kuriozalna. Ludzie obrali sobie za wroga porządek, o który walczyli ich przodkowie tymi samymi słowami (i strunami): rock on! Paradoks?

Dodaj komentarz