LOADING

Type to search

Share

Została erygowana parafia. Wydarzeniu towarzyszyło wiele formalności, wizyt Biskupa i okolicznych księży. Ostatecznie: podpisano dokumenty – parafia istnieje. Wyznaczono jej administratora-proboszcza, który ma ten kościół zbudować.

Budowa – jak wiadomo – wiąże się z kosztami. Rozpoczęto zbiórki pieniędzy, przygotowano teren pod budowę, zebrano odpowiednią kwotę – pierwszy etap budowy można rozpocząć.

W tym czasie przyszły ogromne deszcze, okoliczne rzeki wezbrały, a dobytek życia kilku rodzin w parafii “popłynął” razem z nimi.

Proboszcz usłyszawszy o tych rodzinach, zasmucił się. Zwołał zebranie rady parafialnej i wspólnie ustalili, że pieniądze zebrane na budowę kościoła przeznaczą dla powodzian.

Zbiórkę rozpoczęto od nowa. Po roku gdy już można było rozpocząć jakąś budowę, przez parafię przetoczyła się straszna wiadomość: młoda matka czwórki dzieci, z biednej rodziny, zachorowała. Można ją zacząć leczyć, jednak leczenie jej kosztuje ogromne pieniądze, a rodziny niestety na to nie stać.

Proboszcz ponownie się zasmucił, znowu zwołał zebranie rady parafialnej i pieniądze przeznaczyli na leczenie matki. Uratowano jej życie.

I tak mijały kolejne lata. Za każdym razem, gdy budowa kościoła miała już ruszyć pełną parą po raz N-ty zdarzało się w parafii coś ważniejszego, przez co trzeba było zebrane pieniądze “wydać” inaczej.

Po kilku latach proboszcza odwiedził jego dobry znajomy. Ten usiadł przy stole i powiedział mu smutno: -Spójrz. Tyle lat już jestem w tej parafii, tyle zbiórek, a kościoła jak nie było tak nie ma. Gdy ten drugi to usłyszał odpowiedział: -Przecież wybudowaliście w tej parafii najpiękniejszy z Kościołów – kościół ludzkich serc, miłości i odpowiedzialności. Ba! Nie jeden kościół już wybudowaliście!

magro_kr / Flickr.com

magro_kr / Flickr.com

Nie wiem kto jest autorem tego opowiadania, niestety nie udalo mi się tego ustalić. Nie wiadomo również, czy jest to prawda. Jakby nie było, jest to piękny wzorzec tego, jak powinna “pracować” prawdziwa parafia, że powinna być ona jak rodzina.

W tych przedświątecznych dniach, wydaje się, że otaczają nas wszędzie osoby o filantropijnej naturze. Częściej niż w pozostałej części roku mówimy o pomocy bliźniemu. Częściej również zamiast na samym mówieniu się zatrzymywać, to w jakiś sposób bierzemy się do pracy. W tych dniach jak w żadnych innych – pomijając oczywiście okolice Wielkanocy – częstymi gośćmi nawet najbardziej antykościelnych stacji telewizyjnych są księża, czy osoby konsekrowane, opowiadające o “swoich” akcjach dla ubogich.

Jednak jadąc przez Polskę, zwłaszcza gubiąc się często w gęstwienie wielkich miast, między uliczkami trafić można na ogromne budowle, albo ich zarysy, które zaraz staną się wielkimi budowlami. Ich budowniczowie, często zastanawiają się, w jaki sposób sprostać wymaganiom swoich zwierzchników, by te budowle doprowadzić do końca. Najczęściej jednak, zanim powstanie sama budowla “właściwa”, powstaje często okazały budynek w którym mieszka sam administrator budowy – proboszcz, bo oczywiście o nowo budujących się parafiach mowa.

Budują się one często przez długie lata, wcale nie dlatego, że ich proboszczowie mają problemy takie jak proboszcz historii. Ci, po prostu nie mają funduszy na to, by tą budowę skończyć, bo jest zbyt potężna, a zainteresowanie parafian, czy “popyt” na ową parafię – zbyt mały. Często również “nowi” parafianie nie czują więzi z ową, przez co nadal czują przynależność do parafii “starej”. Po zbudowaniu tego kościoła i jego wyposażeniu, mają oni jednak kolejne problemy, związane z jego utrzymaniem.

W niedzielę w programie “Dziś wieczorem” w TVP Info gośćmi byli panowie Emilian Kamiński i Radosław Pazura. Opowiadali oni o problemie bezdomności w Polsce, o akcjach pomocy bezdomnych, w których uczestniczą. Radosław Pazura powiedział, że marzy mu się, by także bezdomni mieli swoje kąty, by nie musieli żyć w takich ruderach, jakimi są obecne schroniska, by ich warunki były bardziej “ludzkie”.

Przypomniało mi się wtedy, że w parafii na terenie której mieszkam, została erygowana kolejna, mniejsza i jakiś “nieszczęśnik” został to jej budowy “oddelegowany”. Dołożyłem do tego widok plebanii parafii sąsiedzkiej, gdzie dla dwóch księży jest ogromny budynek, który z pewnością pomieściłby kilkadziesiąt osób.

Czy Panu Bogu jest to potrzebne? Czy ludziom jest różnica, czy będą do kościoła musieli dotrzeć kilometr, czy dwa? Nie oszukujmy się: jeśli ktoś mając kilometr do kościoła nie chodzi, to mając dwieście metrów również nie pójdzie. Co najwyżej przeklnie ten kościół jeszcze bardziej, ze względu na budzące go od rana dzwony. Czy dla parafian jest różnica czy ich parafia ma 20 000 czy 4 000 osób?

Oczywiście – wszystko na chwałę Bożą, ale żyjemy w takich czasach, że każdy do kościoła ma pozornie blisko, zapominamy jednak że są również inne dzieła, które na chwałę Bożą można wykonywać.

Rzucam więc wyzwanie: czy w Polsce istnieje proboszcz, który odmówi swojemu Biskupowi budowy kolejnego kościoła, ale za to powie mu, że chętnie wybuduje w tym miejscu np. schronisko dla bezdomnych?

Dla odważnego czeka ogromna nagroda. Nie ode mnie. Od kogoś znacznie Większego.

Tags:
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz