LOADING

Type to search

Bóg z miotłą (Mk 6,1-6)

Share

Nie pomyl się tylko. Nie szukaj Go daleko, poszukaj go w nudnych radach mamy, we wszystko wiedzącej teściowej i w kazaniu ściągniętym z internetu. Wtedy będziesz tym jednym z niewielu, u których znalazł wiarę i na których nałożył ręce.

Grzmoty i błyskawice, głos z nieba, gwałtowny wiatr, który wywraca do góry nogami świat i jego prawdy. Święci z okładek książeczek do nabożeństwa, modlitwy wielkich papieży i natchnionych mistyków. Cudowne sanktuaria i miejsca objawień, niezwykli ludzie, niesamowite historie. Tak chcę doświadczać Boga. Tymczasem On na przekór moim oczekiwaniom woli zamiatać podłogę, nosić wodę, zwijać wełnę i rąbać drewno. I chyba dlatego, kiedy mówi o królestwie, o niebie, o Ojcu, kiedy ucisza Szatana i burzę na morzu, jest taki niespójny. Mój Bóg z miotłą w ręku nie spełnia moich oczekiwań.

Skandal wcielenia. Syn Boży stał się człowiekiem, Bóg, wszechmocny i wieczny ograniczył się do czasu, przestrzeni, do ludzkich słów. Tego skandalu ciągle nie ogarniam, nie potrafię uwierzyć, że Bóg użył tego świata, tak kruchego i niedoskonałego, do wyrażenia siebie i do kontaktu ze mną. Dlatego tak ciężko mi znaleźć Ciebie na podwórku, w mojej rodzinie, w ludziach o których wiem za wiele, by ich słowa przyjmować jak wiadomości pochodzące do Ciebie. A Ty uparcie zamiatasz podłogę, nakrywasz do stołu, ścielisz łóżko, wynosisz śmieci. I czekasz na mnie w lustrze.

I jeszcze jedno. Jeśli dla mnie trudno jest zobaczyć Ciebie w tym, w czym żyję, to może też innym jest trudno zobaczyć Ciebie we mnie. Może ja dla innych jestem zbyt trudnym Jezusem, może nie mogą uwierzyć, że Syn Boży stał się człowiekiem i zostawił swój Kościół na ziemi, aby ludzie mogli doświadczyć Boga, bo jestem zbyt mocno zajęty tym światem. Znają moje wady i pomyłki, moje słabe strony i kiedy mówię o sprawach Bożych, to potrząsają głowami i z ironicznym uśmiechem pytają, skąd on to ma!?

On zdecydował mówić do nas przez zdrajców i zabójców, przez karierowiczów i żądnych władzy apostołów, On chciał przez trzydzieści lat zamiatać podłogę, nosić wodę, rąbać drewno i zwijać wełnę. Po co? Żeby być blisko, żebyś kiedy z Nim rozmawiasz, nie czuł się mniejszy, słabszy, mniej wartościowy. Nie pomyl się tylko. Nie szukaj Go daleko, poszukaj go w nudnych radach mamy, we wszystko wiedzącej teściowej i w kazaniu ściągniętym z internetu. Wtedy będziesz tym jednym z niewielu, u których znalazł wiarę i na których nałożył ręce.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

1 Komentarzy

  1. Małgorzata Paul 7 lipca 2015

    dziękuję za te słowa, dziś właśnie są dla mnie!!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz