LOADING

Type to search

Bóg papug. Dlaczego Bóg nie daje znaków?

Sara Marczak 18 marca 2015
Share

Ostatnimi czasy za obiekt moich osobistych rozważań i przemyśleń obrałam tendencję ludzi do oskarżania Boga o to, że: “tak naprawdę nie interesuje się nami”. Chodzi mi tu głównie o te wszystkie złote sentencje typu: “Jeśli Bóg istniej – niech da jakiś znak!”, “Niech się pokaże!”, “Niech zaingeruje jakoś w życie tak abym wiedział/a, że naprawdę jest.” itp itd. Podobnych zdań i pytań można by jeszcze sporo  przytoczyć. Dlatego, też uważam (i pewnie nie jestem w tym “uważaniu” odosobniona), że naprawdę trzeba się postarać ze wszystkich sił dobrze na nie odpowiedzieć.

Moim skromnym zdaniem tłumaczenie zagadnienia powinno się rozpocząć od zdania: “Dlatego, że Bóg jest bardzo, bardzo pokorny”. I od tego dopiero zacząć rozwijanie tematu. Zanim wytłumaczymy komuś jakąś mądrość, musimy mu przedstawić charakter osoby tworzącą tę mądrość. Oczywiście możemy sprzedać soczysty kawałek: “Bóg jest niepojęty w swej mądrości, doskonale wie co robi, należy Mu bezgranicznie ufać i wierzyć, że w odpowiednim czasie wysłucha naszej prośby- pod warunkiem, że będzie ona zgodna z Jego Świętą wolą”. To zdanie jak najbardziej zawiera samą prawdę, nie mniej jednak uważam, że jest ono trudne do pojęcia dla kogoś, kto nie ma relacji z Bogiem. Co więcej – jest ono nie do zrozumienia dla osoby, która nawet nie wie, że oprócz wierzenia w Boga trzeba z Nim tą relacje zbudować.

Poznanie czyjejś osobowości, pozwala nam lepiej rozumieć to dlaczego wymyśla takie a nie inne rzeczy. Trochę skrajny przykład: to właśnie poznanie osoby pozwala nam rozróżnić psychopatę, który morduje dla przyjemności, od kogoś kto zabił w obronie swojego czy innego życia – poznanie osoby pozwala nam poznać motyw działania.
Naturalnie, psychopatyczne manie zawsze będą czymś nieakceptowalnym. Ale w tym wypadku poznanie motywu pozwala nam odróżnić zdrową psychicznie osobę, będącą w sytuacji bez wyjścia od szaleńca, który cierpi na chorobę. I tak właśnie, moim zdaniem każda osoba, która zabija dla przyjemności jest kimś cierpiącym na chorobę psychiczną i sama potrzebuje pomocy. Choć ich czyny napawają mnie odrazą odczuwam równocześnie wielki smutek i żal mi tych osób – natomiast prawdopodobnie znajdą się tacy, którzy w tej kwestii się ze mną nie zgodzą i uznają, że żałowanie takich “potworów” jest nie na miejscu. Mamy dwa różne zdania, dwóch różnych osób lub grup. Możemy albo zacząć rozmawiać z czego wynika różnica i spróbować zrozumieć drugą stronę albo zacząć się kłócić.
Każdy ma swoje zdanie w każdej kwestii. Nie zawsze możemy się z nim zgadzać, ale rozumienie dlaczego tak a nie inaczej postępuje, sprawia, że pojawia się szacunek do czyjegoś “własnego zdania”. Np: moja postawa wobec zabijających dla przyjemności jest wynikiem tego, że wybrałam życie według konkretnej wiary, która zakłada miłowanie, przebaczanie i troszczenie się o zbawienie każdego. W tym momencie przedstawiłam czym moje zdanie jest umotywowane. Wciąż ktoś może uważać je za absurdalne i nie zgadzać się z nim, ale przynajmniej teraz rozumie.

DSC_0421To zjawisko “nie zgadzam się z nim, ale rozumiem, dlaczego tak postępuje” tworzy przestrzeń zrozumienia i wolności bycia dla obu stron. Dzięki temu nawet jeśli zdecydujemy się opuścić tę osobę, nie robimy tego w gniewie, dlatego że “wkurza mnie, bo robi rzeczy, których nie rozumiem”. Wtedy decyzja o odejściu od kogoś wynika z faktu, że nie jestem w stanie zaakceptować jakiegoś aspektu tej osoby. Nawet jeśli rozumiem motywy,  są one dla mnie zbyt trudne.

Myślę, że ważniejsze jest zrozumieć Boga, niż się z Nim zgadzać. Kiedy czujemy, że musimy się zgadzać na coś (a często tak jest przedstawiana wiara, że dużo się w niej musi) mimowolnie zaczynamy się negatywnie nastawiać. Natomiast rozumienie Boga jako osoby, wprowadza wolność.

Rozumiem, że Bóg jest osobą i ma swoje zdanie i motywy postępowania, ale nie muszę się z nimi zgadzać, natomiast mogę chcieć je zrozumieć jeszcze lepiej i głębiej przez takie lub inne nabożne działanie- ale wszystko w wolności. Wydaje mi się, że taka postawa diametralnie zmienia odbiór Boga i prawd, na których zbudował swój Kościół.

Ja sama z paroma rzeczami tak po ludzku się nie zgadzam. Jednak “nie zgadzam się” w moim wypadku nie jest równe z “nie akceptuje”, bardziej bym przyrównała to do “uważam inaczej”. Traktowanie Boga jak osobę i ciągłe próby zrozumienia Go sprawiają, że do pewnych rzeczy się przekonuje, a do niektórych, na chwilę obecną w ogóle, ale tak jakby te sprawy, z którymi się nie zgadzam nie mają dla mnie na tyle ciężkiej wagi bym chciała zrywać czy odwracać się od tak wartościowej relacji jaką mam z Bogiem.
Wydaje mi się, że nie możemy koncentrować się tylko na tym, że wszystko w Bogu ma mi odpowiadać, a jak jest coś co nie odpowiada, to trzeba się buntować. Mamy wolny wybór. Bóg przedstawia nam się jako osoba:” Jestem taki i taki, takie mam zdanie i tego oczekuję”, a my jako druga osoba mamy prawo wybrać, czy chcemy Go przyjąć i zaakceptować takim jakim jest.
Podejrzewam, że to tak jak wtedy, gdy spotykasz księcia z bajki i większość rzeczy jest w nim cudowne, ale nie zgadzasz się z jego umiłowaniem do cheeseburgerów bo sama wolisz jeść zdrowe sałatki, a wiesz, że on z tego  zamiłowania tak łatwo nie zrezygnuje- czy to jest  powód by w ogóle rezygnować z niego jako osoby?

Pewnie – wiele rzeczy w Bogu jest trudne dla nas ludzi- wiem bo sama tego doświadczam. Ale wydaje mi się, że za bardzo koncentrujemy się na ogólnej opini, nie znając Go w ogóle. Wiemy, bo słyszymy to w kościołach, że Bóg wymaga tego i tego, takie ma przykazania, jest taki a taki… Wiemy. Jednak “wiem” nie zawsze znaczy “znam”. Czasem znamy kogoś z plotek i opowieści i wydaje nam się, że to osoba zupełnie nie pasująca do naszego świata. Po czym poznajemy ją osobiście i choć większość z zasłyszanych plotek jest faktycznie prawdziwa, okazuje się, że samo poznanie kogoś już zmienia wydźwięk wszystkiego co, do tej pory tylko słyszeliśmy.

Uważałam zawsze, że Bóg jest za miłosierny- i choć paradoksalnie to jest to za co Go podziwiam, kocham i co w Nim mnie przyciąga, nie mogę pomóc nic na to, że wciąż uważam, że jest za dobry dla nas, zwłaszcza dla mnie. I to jest moje osobiste zdanie, które nieustannie Mu przedstawiam i o którym z Nim rozprawiam. On zaś codziennie przytacza nowe argumenty i przedstawia przykłady dlaczego taki jest, dzięki czemu rozumiem nieco lepiej i coraz bardziej, przywiązując się jeszcze mocniej- co nie zmienia faktu, że na chwile obecną wciąż swoje uważam- jednak to moje uważanie coraz mniej mi przeszkadza w tej znajomości, bo jakby właśnie sama relacja, samo bycie z Nim uszczęśliwia i przemienia. Wcześniej nie zgadzałam się z wielkim ogromem rzeczy w Bogu. Dziś już nawet nie pamięta co to było.

Mamy wiarę, nadzieje i miłość – nigdzie nie pisze, że mamy się ze wszystkim zgadzać, ale mamy wierzyć, ufać, że to z czym się u Boga nie zgadzam ma swoją racje bytu i kochać Go pomimo wszystko. Tak jak On to robi. Przecież na pewno nie zgadza się ze wszystkim cechami, które w nas są. I pewnie jest świadom, że z wielu rzeczy do końca życia nie wyjdziemy (św. Albertowi Chmielowskiemu podobno jeszcze na łożu śmierci siostry skręcały papierosa). A mimo tego “nie zgadzania się” nie przekreśla nas – bo rozumie naszą ludzką naturę. Stał się człowiekiem by rozumieć. Bóg więc jest bardzo pokorny.

Wracając do tłumaczenia kwestii dawania znaków. Zaczynamy od tego, że Bóg jest pokorny.
Jak wytłumaczyć pokorę Boga? Nie da się. To zjawisko jest tak absolutne i tak dla nas nie do pojęcia … że nikt nie jest w stanie tego ogarnąć.
Ale myślę, można to przyrównać nieco (bardzo, bardzo “nieco”) do jednego ziemskiego obrazu (pewnie tych obrazów jest więcej, ale ja akurat ten jeden znam), nie będzie to idealne porównanie – ale takie mniej więcej właśnie.

DSC_0392

Do niedawna jeszcze, bardzo chciałam mieć w domu papugę (tzn nadal mi się marzy, ale poznawszy, ile to ze sobą niesie, na razie postanowiłam nie porywać się na posiadanie ptaka), z tego tytułu powzięłam doedukować się na temat różnych gatunków, trzymania ich i dbania o nie.
Nigdy w życiu nie nazwałabym się specem w tej dziedzinie, ale co nieco zagadnienia “liznęłam”.
Dwie dla mnie najważniejsze rzeczy: o pierwsze: samotna papuga to nieszczęśliwa papuga, po drugie: to nie ty masz oswoić ptaka, to on ma się oswoić z tobą.

Musicie mi wybaczyć bo będzie tu trochę papuziej zoologi – oczywiście całkowicie laickiej-ale jest to niezbędne do zrozumienia, o co mi, kolokwialnie rzecz ujmując “biega”.
Otóż z posiadaniem papug jest tak – albo masz jedną odciętą od pozostałych, która bez stada jest tak osamotniona i z tego tytułu tak nieszczęśliwa, że z desperacji czasem zaczyna szukać towarzystwa u człowieka, albo masz więcej ptaków, które są szczęśliwe we wspólnym towarzystwie przez co człowiekowi ciężko jest się “wbić” w ich strefę przyjaźni. Wiadomo: po co komu człowiek jeśli jest druga papuga.

Generalnie wszędzie gdzie czytałam o różnych gatunkach, było napisane, że łatwiej oswoić pojedynczego ptaka niż grupę (nie jest to reguła, ale dużo częściej spotykany przypadek). Z drugiej zaś strony samotnej papudze musisz poświęcać bardzo wiele czasu aby nie odczuła braku stada, w przeciwnym razie tak czy siak będzie nieszczęśliwa.
Dalej samo oswajanie to bardzo ciężka sprawa. Tak jak już wspomniałam – to nie ty oswajasz ptaka, on oswaja się z tobą. Nie możesz w żaden gwałtowny sposób ingerować w życie twoich papuzich towarzyszy, nie możesz im się narzucać, inaczej będą spłoszone, zestresowane i tym bardziej niechętne wobec Ciebie. Jesteś czymś innym niż one znają, czymś dla nich niepojętym- i wizualnie, i zachowaniem, ogółem – zupełnie różnym od ich ptasiego świata. Muszą się do Ciebie przyzwyczaić, masz być elementem ich życia ale nie narzucającym się, masz im łagodnie i subtelnie towarzyszyć, troszczyć się o nie.

DSC_0403

Bóg nigdy się nie zgodzi na to by trzymać nas w niewoli.

Z pośród paru artykułów i for, na których wypowiadali się zapaleńcy, najskuteczniejszą metodą oswajania, jaką wymieniano była metoda, którą ja nazywam metodą “wolnego lotu”. Chodzi o to, że nawet ptak w niewoli musi latać, dlatego zaleca się wypuszczanie ich by polatały po pokoju. Proponuje się wtedy by po otworzeniu drzwiczek klatki wkomponować się w otoczenie, np usiąść na łóżku, czytać książkę, generalnie być statecznym i mało dynamicznym, można mieć jakieś ptasie jedzonko ze sobą. Ptak latając z czasem zacznie się interesować człowiekiem (jeśli w ogóle zacznie), siadać mu na ramieniu najpierw na chwilę, potem na dłużej, może dziabnie coś z ręki. Generalnie dużo zależy od charakteru ptaka jednym pójdzie szybciej innym dłużej, jeszcze innym wcale nie przypadnie do gustu bratanie się z człowiekiem.
Kiedy ptak poczuje, że w towarzystwie człowiek nic mu nie grozi sam zacznie szukać kontaktu, “zagadywać”, zaczepiać, siadać na ręce, traktować Cię jako część swojego życia.
Człowiek nie może na początku pojawić się w życiu ptaka w pełnym zakresie swoich możliwości – najpierw jest otoczeniem, potem dokłada łagodne ruchy, dopiero z czasem może poruszać się po pokoju swobodnie, gdy ptak lata, nie płosząc go przy tym.

I tu przypominam: łatwiej oswoić samotnego ptaka. Grupa, czyli przynajmniej dwa ptaki najpierw zawsze zajmują się sobą, potem ewentualnie człowiekiem, a może wcale. Jesteś zdany całkowicie na ich łaskę, niczym nie możesz wpłynąć na przyśpieszenie oswojenia, bo każda twoja nachalność będzie traktowana z odtrąceniem.

No dobra, dość tej papuziej paplaniny. Do czego zmierzam.

Z Bogiem i ludźmi jest trochę podobnie. Bóg próbując nas oswoić trafia zawsze na grupę papug, które zajmują się najpierw sobą, swoim papuzim światem. Nie może nam się gwałtownie narzucać- jest czymś tak innym i tak dla nas niepojętym, że mogło by nas to spłoszyć (i tak bywało o czym możemy przeczytać np w księdze Wyjścia). Bóg oswaja nas metodą “wolnego lotu” tzn. tak naprawdę czeka na to aż to my się oswoimy, aż to my się Nim zainteresujemy, i zaczniemy zbliżać – cierpliwie i pokornie czeka. Nie chce się narzucać aby nas nie zniechęcić, aby nam nie pokazywać  jak bardzo jest od nas większy, ale pokazać jak bardzo chce być częścią naszego życia taką jaką jesteśmy w stanie przyswoić. Jest bardzo łagodny i subtelny.

Jedna rzecz, różni Boga od hodowcy papug. Przykład oswajania ptaków tyczy się tych w niewoli. Bóg nigdy się nie zgodzi na to by trzymać nas w niewoli. Nigdy!
Wyobrażacie sobie iść do naturalnego środowiska papug np. puszczy, lasu tropikalnego, na afrykańską sawannę czy gdzie tam one jeszcze żyją i starać się oswoić wszystkie ptaki, które tam żyją?

I teraz te znaki. My mamy takie ptasie móżdżki, myślimy o tym co nam najbliższe – o takich istotach jak my, o naszych sprawach, naszym świecie, tym się najpierw zajmujemy. Nie potrafimy pojąć ” Hodowcy” tak różnego od nas. Jest On czymś zupełnie innym, inaczej funkcjonującym, wyglądającym, czymś nie do zrozumienia dla nas. Musimy się przyzwyczaić, a żeby tak było nasz Hodowca musi się dostosować do naszej percepcji pojmowania, i dopiero z czasem ją ubogacać, w miarę jak nasza ufność i chęć budowania z Nim zażyłości rośnie. Tak jak w przypadku metody “wolnego lotu” – najpierw jesteśmy nieruchomym krajobrazem, karmnikiem, potem lekko poruszającą się zabawką po której można poskakać, na samym końcu towarzyszem, który ma prawo tak samo swobodnie poruszać się po pomieszczeniu.

No i Bóg hoduje ptaki na wolności, nie skazuje ich na samotność i zamknięcie w klatce, tylko chodzi po tej wielkiej dżungli, lesie itp, stara się nie narzucać, tylko stać się częścią naszego otoczenia i czeka, aż któraś z tysięcy wolnych i zainteresowanych swoim światem papug zechce łaskawie się oswoić.
O ileż prościej by było gdyby każdy człowiek, był oddzielony od reszty i zamknięty w klatce. Z samotDSC_0395_20150226144542606ności zaczął by się prędzej Bogiem interesować. Ale Bóg tego nie chce. Nie chce naszej  samotności- samotność to najgorsza kara, to piekło. Bóg nie chce być częścią piekła, chce być częścią naszego szczęścia.

To jest pokora Boga- my i tylko my decydujemy o zażyłości naszej relacji z Nim! To my decydujemy o stopniu oswojenia i tym samym o znakach, jakie nam będą dane. Im więcej Bogu zaufamy im więcej poczujemy się swobodni i bezpieczni przy Nim, im więcej pozwolimy Mu się “poruszać” w naszym towarzystwie – tym więcej On będzie mógł nam pokazać bez obaw, że nasze małe ptasie serce wyskoczy z piersi ze strachu przed tym, co dla nas jest tak bardzo inne.

W jednym z nawiasów wspomniałam, że takie oswajanie nie jest regułą a częściej spotykaną zależnością. Oczywiście zdarzają się papugi, które od razu się oswajają pomimo przeżytego szoku po spotkaniu z Hodowcą np. Św. Paweł. Tak samo może się zdarzyć, że jakaś papuga żyje w stadzie, a pomimo to tak zainteresuje się Hodowcą, że kontakt z nim przekłada nad resztę np. św. Albert, który zostawił swój malarski świat by służyć Bogu i innym. Są tacy, którzy długo nie widzą Hodowcy np. św. Augustyn. W końcu każdy ptak jest inny. Ale zdecydowana większość to typ: “To ja zadecyduję kiedy chcę, a Ty czekaj, aż mi się zachce”.

Dawanie znaków przez Boga, wcale nie zależy od Niego, a od nas. Od tego na ile pozwolimy Bogu w naszym życiu.

A ty? Zdecydowałeś się już oswoić – to może usiądź najpierw Bogu na ramieniu i wtedy domagaj się znaku. Może Bóg siedzi w bezruchu bo się boi, że Cię spłoszy? Pokaż Mu, że czujesz się przy Nim swobodnie, a znaki same zaczną się pojawiać.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

5 Komentarzy

  1. zzz 28 czerwca 2016

    Przepiękny artykuł! Zastanawiałam się ostatnio dlaczego Bóg się ukrywa i nie daje się lepiej poznać? Dlaczego nie wyjdzie do nas, nie da nam WYRAŹNEGO znaku, tylko ciągle musimy Go szukać? Jednocześnie zafascynowana ptakami wpisałam w wyszukiwarkę hasło “Bóg ptaki”, ot tak. Trafiłam na ten artykuł, który BARDZO pomógł mi zrozumieć fenomen POKORY BOGA i trudność oswojenia się człowieka ze Stwórcą. Bóg zapłać!

    Odpowiedz
  2. Mateusz 23 maja 2015

    Ciekawe spojrzenie, daje do myślenia :)

    Odpowiedz
    1. Sara Marczak 2 czerwca 2015

      Cieszę się :) i dziękuje.

  3. Krzysztof Malerczyk 22 marca 2015

    Bardzo ciekawy artykuł wnikliwe obserwacje

    Odpowiedz
    1. Sara Marczak 27 marca 2015

      Bardzo dziękuje za słowa uznania.

Leave a Reply