LOADING

Type to search

Bierzmowanie – kurs na młody Kościół

18 grudnia 2017
Share

– Czy młodzież ta wie, jak wielki dar otrzymuje w tym sakramencie i czy przygotowała się należycie do jego przyjęcia?

– Jestem przekonany, że wszyscy przygotowali się do bierzmowania.

Kilka razy słuchałam tego dialogu między biskupem a proboszczem. Zawsze mocno to przeżywałam. I dziękowałam Bogu, że nie jestem  na miejscu proboszcza. Ogromna odpowiedzialność. Częściowo też i moja, bo przecież do Kościoła należę.

Przez trzy lata, wraz z innymi osobami  świeckimi, pomagałam w przygotowaniu młodzieży do  bierzmowania. To było trudne. Pamiętam żenujące zachowania niektórych nastolatków  podczas  wspólnych spotkań. Zastanawiałam się wtedy, czy na pewno jest sens aby wszyscy do tego sakramentu przystępowali. W wielu wypadkach nie były to decyzje wiary. Większość młodych szła na kurs bo np. wydawało im się, że to konieczne do zawarcia w przyszłości  małżeństwa. Inni chcieli być z kolegami.

Z drugiej strony widzieliśmy, jak  ci nastolatkowie są zniszczeni i dramatycznie potrzebują Dobrej Nowiny. Cierpią przez brak normalnych  relacji  w domu, rozwody rodziców, nałogi i nieakceptację siebie. Totalnie zbuntowani i  wyczuleni na prawdę i autentyczność, też w Kościele. Atakowani ze wszystkich stron przez świat mediów i filozofii dalekich od chrześcijaństwa. Szukaliśmy sposobów porozumienia się z tymi młodymi ludźmi. Może do jednostek udał się dotrzeć.  Miałam jednak wrażenie, że większość z nich tracimy. I tracimy ostatnią szansę przekazania im wiary.

90 procent? Jakim cudem?

Wobec takich doświadczeń, czymś wyjątkowym, wydał mi  się fakt istnienia kursu przed bierzmowaniem, który skutecznie potrafi  zatrzymać w Kościele ponad 90 procent uczestniczącej w nim młodzieży. Jakim cudem? Emisariusze tego duszpasterstwa pojawili się w Radomiu w listopadzie bieżącego roku. Nie mogłam nie przyjść na spotkanie z nimi. W kościele pw. Chrystusa Króla zgromadzili się, zaproszeni przez proboszcza, siódmoklasiści wraz z rodzicami. Byli pewnie trochę zdziwieni, gdy za pulpitem stanął ich rówieśnik  i w naturalny,prosty sposób wprowadził zebranych w słuchanie Słowa Bożego. Ideę kursu przedstawił ks.Antonio z Archidiecezjalnego  Seminarium Misyjnego „Redemptoris Mater” w Warszawie. Pytał rodziców,  jakiego szczęścia chcą dla swoich dzieci. Zdrowia? Pieniędzy? Kariery? Dobrej żony? Dobrego męża?… Trzeba sięgnąć  głębiej, do tego, co jest największym pragnieniem każdego człowieka – kochać i być kochanym. To jest szczęście! I jest to możliwe  …w Jezusie Chrystusie. Powiedział, że kurs właśnie tą drogą będzie młodych prowadził. A  praktycznie?

Trawa podlewana miłością

Otóż,  młodzież zostanie podzielona na ośmioosobowe grupy. Każda z nich otrzyma opiekuna – jedno małżeństwo. Spotkania będą w piątki o godzinie 19.00. Dlaczego w piątki? Bo to dzień imprez, dyskotek, odwiedzin w galeriach… Okazało się, że nie dla wszystkich był to odpowiedni termin. W kościele zaszumiało i po chwili, kilkoro dzieci z rodzicami opuściło zgromadzenie. Ci, którzy jednak  zostali, dowiedzieli się, że miejscem cotygodniowych spotkań będzie dom  odpowiedzialnego za grupę małżeństwa. A raz w miesiącu, wszyscy zgromadzą się w kościele na liturgii słowa połączonej z możliwością spowiedzi świętej. I tak… przez trzy lata do bierzmowania a nawet jeszcze  dłużej, jeśli zajdzie taka konieczność.

A program? Po prostu – katechizm: Dziesięć przykazań Bożych, Prawdy wiary, Cnoty główne, Grzechy główne. Nic nadzwyczajnego, bez fajerwerków. Tu przypomina mi się anegdota o  angielskich trawnikach. Na pytania obcokrajowca, jak uzyskać tak zadbaną murawę, ogrodnik odpowiedział: Trzeba siać, kosić i podlewać i…robić to przez 100 lat. Może tak właśnie jest z tym kursem? Cierpliwie, długo, wytrwale. Ale to nie wszystko.

Te proste sprawy  podane są w trochę inny niż dotąd sposób. Spotkania w domach nie są formalne i sztywne. Rozmowy przy rodzinnym stole, możliwość swobodnego wypowiedzenia swoich,poglądów (nawet tych kontrowersyjnych), wspólna kolacja, (ważny element piątkowych wieczorów), odwożenie dzieciaków wprost pod drzwi ich domów – to wszystko odbiega od schematu spotkań w przykościelnych salkach. Daje też młodym poczucie, że są ważni, że komuś na nich zależy, ktoś chce ich wysłuchać. A ponieważ ten „ktoś” reprezentuje Kościół, więc to znaczy, że są ważni dla Kościoła. I w tym momencie staje się dla mnie jasne, dlaczego ten kurs jest bardziej skuteczny niż inne. Młodzież może  doświadczyć autentycznej miłości (to chyba nie za duże słowo?) Kościoła. To ich pociąga.

Po co tracić piątkowe wieczory ?

Najbardziej  przekonujące okazały się wypowiedzi samych młodych, którzy od kilku lat uczestniczą w kursie. Mówili o tym, że ich życie się zmieniło, leczone są relacje z najbliższymi i poznają Boga. Czternastolatkowie  dzielili się tym, że czytanie Pisma Świętego daje im radość!  Dzieciaki, które przed rokiem, dwoma lub trzema, były na podobnych zebraniach i zastanawiały się, po co tracić piątkowe wieczory, teraz są szczęśliwe, że tak właśnie wybrały.

Tak, one same wybrały. Ważnym, bowiem punktem całego spotkanie była deklaracja  młodych, czy chcą w takim kursie uczestniczyć. Ks. Antonio podchodził do każdego i pytał, jaka jest jego decyzja. Nie wszyscy odpowiadali: tak. Ale wszyscy byli nagradzani brawami, bo po raz pierwszy, dokonywali w Kościele własnego wyboru. Z tych, którzy byli na tak, wylosowano grupy. A  wybór przypieczętowało wspólne zdjęcie z małżeństwem, które odtąd będzie pełniło wobec młodych rolę rodziców chrzestnych.

 Małżeństwa chrzestne

Swoimi doświadczeniami podzieliły się  osoby, które w Warszawie, prowadzą w ten sposób młodzież do bierzmowania. Małgorzata – mama dziesięciorga dzieci – powiedziała, że jest zaszczycona uczestnicząc w tej misji i  widzi jak Pan Bóg przemienia tych młodych. -Wiele otrzymaliśmy od Kościoła, cieszymy się, że możemy teraz tym się dzielić – dodał jej mąż. Gdyby nie zaangażowane małżeństwa,  kurs nie mógłby ruszyć. Nie każdy jest w stanie  podjąć  taką służbę dla  Kościoła. Oddawać  swój czas, pieniądze i piątkowe wieczory przez  kilka lat, po to by ratować ośmioro nastolatków. Na szczęście, Pan Bóg  powołuje takich szalonych ludzi. Daje im też siłę  by to robili. W Radomiu do tej posługi zgłosiło się ponad 20 małżeństw. W tym roku 8 par, w dwóch parafiach, rozpocznie pracę z młodymi.

Niezbędna, w takim duszpasterstwie, jest stała formacja prowadzących. Małżeństwa, wybrane do opieki nad młodzieżą, pogłębiają swoją wiarę na Drodze Neokatechumenalnej. Są jej uczestnikami od przynajmniej kilkunastu lat. Najczęściej mają po kilkoro dzieci. To właśnie w  ramach  Drogi,19 lat temu w Rzymie, powstała idea takiego kursu. Stamtąd rozprzestrzeniła się na cały świat. Do Polski dotarła w 2014 roku. Przynosi już owoce w Warszawie i Lublinie.

Mam nadzieję, że tak samo stanie się w moim mieście. A proboszczowie, z większą pewnością, będą mogli  odpowiadać  biskupowi, że młodzież dobrze przygotowała się do bierzmowania.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz