LOADING

Type to search

Auto proboszcza i nic poza tym

bartekkalucki 11 września 2013
Share

Kierowany zarówno przez wierzących, jak i niewierzących. Zapewne wielu z nas nie jest zwolennikami Kościoła – oblężonej twierdzy, obrażającego się na otaczającą rzeczywistość i traktującego każdą krytykę jako totalnie nieusprawiedliwioną, nieracjonalną czy haniebną. Nie jest tym samym tak, że powszechna świadomość co do wyśrubowanych kosztów sakramentów, stosowanych w niektórych parafiach cenników, przywiązywaniem nazbyt wielkiej wagi przez księży (podobnie jak przez świeckich) do dóbr czysto materialnych, jest wynikiem jedynie nagonki „złych” tego świata. To oczywiste. Podobnie jak oczywiste jest, iż nie zasługuje na aprobatę sprowadzanie Kościoła do pozycji strony świadczącej usługi cywilnoprawne w zakresie chrztu czy małżeństwa.

Skąd się jednak bierze się taki, a nie inny wizerunek Kościoła w tej sferze. Być może to zaszłości historyczne związanie m.in. z problematyką Funduszu Kościelnego, może historie o drogich samochodach niektórych duchownych. Ale może przede wszystkim jest to niezrozumienie istoty i sensu sakramentów, do których podchodzimy na zasadzie spełnienia kolejnego życiowego obowiązku, które ustawiny w równym szeregu ze złożeniem wniosku o dowód osobisty, zrobieniem prawa jazdy, rejestracją u lekarza, złożeniem deklaracji podatkowej. Jak długo chociażby sakrament chrztu będzie traktowany jako jedynie uzyskanie chrztu – konkretnie jego świadectwa w rozumieniu deklaratywnego dokumentu, mającego w przyszłości usprawnić pewne procedury, ułatwić życie – tak długo stereotyp proboszcza jedynowładcy i pierwszego poborcy podatkowego w tym zakresie będzie postępował.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply