LOADING

Type to search

Antykrzyż współuzależnionych

Sławomir Zatwardnicki 30 sierpnia 2014
Share

Diabeł złapał się na haczyk Krzyża, a ludzie nabierają się na przynętę antykrzyża.

Ponieważ „ambicją szatana jest małpować Boga” (L. Kołakowski), dlatego człowiek nie może nie aspirować do posiadania umiejętności odróżnienia oryginału od karykatury. Przy czym diabeł jako szaleniec – działa szalenie logicznie, a więc ambitnie małpuje aż do końca, aż do krzyża. Wszak wie już, że krzyż nie jest końcem, ale początkiem.

Jak w tej bajce: księżyc okazuje się mniejŹródło: Wikimedia Commonsszy od stawu, w którym mieści się jego odbicie, w malutkim jak koralik oku myszki odzwierciedla się i księżyc, i staw, ale ostatecznie to żołądek drapieżnego ptaka przelicytowuje wszystkich, kiedy ten pożera szare stworzonko ze srebrnym oczkiem. Tak właśnie diabeł dał się złapać, mawiali Ojcowie Kościoła, jak ryba na haczyk, choć widział już swoje zwycięstwo.

Ale może jeszcze małpować Ukrzyżowanie; na haczyk antychrystusowego krzyża a nuż się ktoś da przynęcić. I rzeczywiście, łykają; leszcze. Tam, gdzie obficie rozlał się grzech – na przykład w rodzinie alkoholika – tam wzmogła się pokusa pomyłki w odróżnieniu krzyża od antykrzyża; logiczne! Nie jest trudno przyjąć diabelskie poświęcenie się w imię źle rozumianej ofiarności, nie jest łatwo grzesznemu człowiekowi pojąć, na czym polega współcierpienie ze Świętym.

Przykładowa żona alkoholika – bohaterska mama i ratownica męża – staje się męczennicą, która połknęła haczyk antychrystowego krzyża. Tak rodzi się współuzależnienie, droga przypominająca tę prowadzącą na Kalwarię, ale właśnie – tylko przypominająca. Stroma ścieżka na Wzgórze Czaszki wiedzie ku konfrontacji z problemem i mężem. Choć współuzależniony – a im bardziej religijny, tym łatwiej połyka pseudopobożna przynętę – będzie tłumaczył swoje zachowanie miłością ofiarną, nie będzie to naśladowanie Chrystusa, tylko kroczenie po śladach Antychrysta; znajduje się bowiem w niewoli przymusu, jest wiedziony uzależnieniem od uzależnionego, i jak tamten w kieliszku, tak ten również doznaje poczucia chwilowej satysfakcji, do czego oczywiście się nie przyzna.

Jakby Chrystus dźwigał każdy krzyż, który chciano na Niego włożyć, a nie tylko ten, który zechciał przyjąć w wolności i w godzinie wyznaczonej przez Ojca; jakby Ewangelie nie prezentowały Mistrza Trzeźwości, wchodzącego w zdrowe relacji z innymi, miłującego ludzi w wolności, a nie „kompulsywnie”, z przymusu. Jakby Baranek prowadzony na rzeź upajał się swoim cierpiętnictwem, a nie wzdragał się od kielicha, który zdecydował się wychylić tylko dlatego, że ostatecznie to Bóg przechylał go w ten sposób na nasze ołtarze.

Oko współuzależnionej szarej myszki spija alkohol, ale nie widzi tego żołądka, który się nad nią zamyka. Antykrzyż jest końcem, nie początkiem. Z owoców – drzewo to rodzi jedynie banany. Krzyżem dla współuzależnionego jest życie w trzeźwości od współuzależnienia, nie uleganie szaleństwu małpowania Ukrzyżowanego.

Sławomir Zatwardnicki

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

4 Komentarzy

  1. Kasia Wasilewska 20 lipca 2016

    Drogi autorze, rzeczywiście mało komunikatywne są Pana wywody, więc nie ma się co dziwić, że ludzie nie rozumieją. Zdaje się, że przydałby się Panu jakiś mały kursik dziennikarstwa, tudzież edycji tekstów.

    Odpowiedz
  2. nic-nie-zrozumiałem 21 grudnia 2014

    Przepraszam, że będę taki srogi w komentarzu jaki tu pozostawiam. Od razy dodam, że ja właśnie jako pierwszy oddałem dla tego artykułu głos. Niestety tylko na „jedną gwiazdkę”. Już wyjaśniam dlaczego. Zupełnie nie mogę zrozumieć o co chodzi z tą myszą, stawem, księżycem i haczykiem w stylu „antykrzyż” który w dodatku jest końcem a nie początkiem (dodam, że posiadam wykształcenie wyższe, choć fakt z nauk ścisłych). Jedyne co mam wrażenie, że gdzieś między wierszami jest ukryte, to że np. żona alkoholika nie powinna popadać również w alkoholizm, bo to nie jest żadna forma poświęcenia się na wzór brania na siebie krzyża. Jeżeli o to właśnie chodziło, to dlaczego nie można tego właśnie ująć w jedno zrozumiałe zdanie? Osoby (na wzór żony tego alkoholika, które wpadły we współuzależnienie), dla których ewentualnie artykuł miałby być poświęcany mam wrażenie nie zrozumiałyby tu nic. Dodam, że jestem osobą tzw. DDA (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika). Artykuł przeczytałem będąc zupełnie trzeźwym (dla dokładności dodam na szczęście nie jestem współuzależniony od alkoholu i nigdy nie byłem). Postanowiłem dany artykół przeczytać, bo miałem nadzieję, że znajdę w nim coś dla siebie, co pomogłoby mi trochę w sytuacji jakiej jestem. Dla wyjaśnienia nadal żyję z ojcem alkoholikiem pod jednym dachem i przez jego alkoholizm często mam wrażenie, że moje życie jest jak jakaś beznadziejna dziura, w której się urodziłem i niestety nie umiem z niej wyjść a co gorsze z miesięcznym cyklem, na dodatek około 20 dni w miesiącu (wszystko zależy od działania alkoholu na organizm ojca w danym miesiącu) muszę borykać się z beznadziejnością polskiego prawa, w którym alkoholicy dostają emeryturę i za nią piją a osoby, które chcą mieć własne mieszkanie nie mogą na nie zapracować bo pensje mają za niskie i do tego część wypracowanej pensji trzeba na ZUS odłożyć dla m.in. alkoholików aby mieli za co pić. Tak więc artykuł oceniam na „jedną gwiazdkę” bo nic mi nie powiedział co już wiem. Co gorsza mam wrażenie, że (tu przepraszam za stwierdzenie, ale piszę co osobiście czuję) dał mi do zrozumienia, że artykuł napisała osoba, która albo kompletnie nie wie, co czuje taka „żona alkoholika” albo może właśnie pisał ten artykuł jakiś „mąż alkoholik” z wyrzutami sumienia i co gorsze może nawet nie do końca będąc trzeźwym. Pozdrawiam wszystkich, do których artykuł ten również nie przemówił a autorowi życzę mniej patosu i metafor zaś więcej prostoty i zrozumienia do tego o czym chce się pisać, lub chociaż dla tych, którzy ewentualnie artykuł będą czytać.

    Odpowiedz
    1. nic-nie-zrozumiałem 21 grudnia 2014

      P.S. Przepraszam z góry za drobne błędy ortograficzne, które dopiero zauważyłem po opublikowaniu. W szkole średniej niestety dopiero wykryto, że mam astygmatyzm, a co z tym często idzie w parze prawdopodobnie mam skłonności do „dysortografii”. Dla wyjaśnienia – specyficzne zaburzenie w nauce pisania, objawiające się popełnianiem błędów ortograficznych pomimo znajomości zasad pisowni i odpowiedniej motywacji do poprawnego pisania. Dysortografia może być korygowana, jednak całkowite ustąpienie objawów występuje bardzo rzadko. (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dysortografia)

    2. Sławomir Zatwardnicki 22 grudnia 2014

      @nic-nie-zrozumialem
      Proszę Pana, trudno szukać w felietonie, i to teologicznym, porady psychologicznej. A już chwalenie się, że się nic nie zrozumiało – uważam za nieporozumienie. W takim razie tym razem ja oceniam: Pana komentarz opatruję jedną gwiazdką.

Dodaj komentarz