LOADING

Type to search

Share

Bohaterka wywiadu nie jest sławna jak Pola Negri, czy Roman Polański. Reprezentuje ona Polonię w Wielkiej Brytanii. Jest przedstawicielem przeciętnych, lecz niezwykle aktywnych ludzi. Historia mojej rozmówczyni jest idealnym przykładem na to, że marzenia można realizować wszędzie. To dowód na to, że nie tylko w Ameryce karierę zaczyna się od ciężkiej pracy w restauracji, a po pewnym czasie osiąga się status właściciela placówki, czy dyrektora. Takie procesy są możliwe w każdym miejscu. Pani Agnieszka mówi w wywiadzie o tym, że nie boi się wyzwań, jest silniejsza, stale się rozwija, jest profesjonalnie przygotowana do pełnienia zawodu,  a co najważniejsze –  w końcu robi to, co od zawsze chciała. Zrealizowała „dream”, który wcale nie był „American”. Był Pani Agnieszki. Realizacja go wiąże się nie tylko z odwagą, ale determinacją w dążeniu do celu. Jak widzimy jest to cecha wspólna dla polskich emigrantów, którzy chcą coś osiągnąć niezależnie czy swój „dream” spełniają w Stanach Zjednoczonych, czy w Wielkiej Brytanii. Zapraszam do lektury!

– Co skłoniło Panią do wyjazdu ? Jaki był powód ?

– Wyjechałam w poszukiwaniu pracy. Taak..na pewno głównym czynnikiem była praca w Anglii. Zdecydowanie to mnie skłoniło.

– Jakie były okoliczności Pani wyjazdu ? Czy miały one charakter społeczno-gospodarczy, czy raczej prywatny ?

– To była bardziej… taka chęć zarobienia na własne mieszkanie. To bardzo mnie motywowało. Chciałam zacząć dorabiać. To był mój plan. Skończyłam szkołę i po prostu postanowiłam, że wyjadę za granicę, że w sumie nic mnie w Polsce nie trzyma. Chciałam zarobić pieniądze żeby się utrzymać i ustatkować. Jeżeli chodzi o sytuację ekonomiczną w Polsce, nie pamiętam dokładnie jaka wtedy była, tak szczerze. Chociaż pamiętam, że miałam wtedy dobrą pracę w Polsce.

– Własne mieszkanie, ale już te w Londynie, zgadza się ?

– To znaczy… raczej w Polsce. Tylko, że jak już minęło te pół roku i praktycznie zarobiłam na mieszkanie to i tak nie wróciłam do Polski, no bo jakoś tutaj polubiłam życie no i postanowiłam zostać. Ale tak, taki był plan, żeby wrócić do Polski i  kupić to mieszkanie.

– Jak wyglądała podróż i przygotowanie do niej ?

– Podróż odbyłam autokarem. Była bardzo stresująca, bo to był taki okres, że Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, więc były duże kontrole na granicy. Pierwszy raz przeżyłam to, tak jakby, na swojej osobie, ale ogólnie podróż była naprawdę bardzo stresująca i ogólnie taka…jakbym jechała sama nie wiem gdzie. Wspominam to, że się bardzo denerwowałam. Musiałam też mieć odpowiednią ilość pieniędzy, żeby wpuścili mnie do tej Anglii i  żeby pokazać z czego będę żyć przez te powiedzmy kilka tygodni. Ja nie twierdziłam, że wyjadę do Anglii z tego względu, że jadę do pracy, tylko, że jadę w celach turystycznych. Tak kiedyś było. Także na pewno trzeba było mieć przy sobie pieniądze i to dość sporą sumę. Samo podejście do kontroli, także tej osobistej, to było takie bardzo stresujące.

– Po tylu latach na pewno kontrole wyglądają inaczej, prawda ? Chyba powroty już się nieco różnią. Inaczej jest jak teraz wraca Pani z Polski do Anglii, niż w porównaniu do tego jak wyglądało to kiedyś, zgadza się ?

– Tak. To wszystko ustąpiło po tym jak Polska weszła do Unii. Po tym inaczej byliśmy odbierani na granicy. Także przez pierwsze cztery lata byłam w Polsce dwa razy…tylko. Z czego jeden raz był taki, że wracałam z Polski, do Anglii przez Belgię, żeby pokazać na granicy, że podróżuję. Także miałam wykupiony bilet z Polski do Belgii, z Belgii do Anglii, a stamtąd, co najśmieszniejsze, do Paryża. Także to był taki mój pomysł, żeby pokazać im, że faktycznie jadę w celach turystycznych, bo jednak tutaj wszystko zostawiłam. To była moja druga, czy trzecia podróż z Polski do Anglii właśnie przed 2004 rokiem. Na granicy faktycznie lubili jeśli miało się wszystko zorganizowane. Jeżeli nie mieli się do czego przyczepić to wtedy wpuszczali, a jeżeli coś już było nie tak, to potrafili zostawić kogoś z powodu takiej małej błahostki. Teraz te wyjazdy są inne, wracamy już jak do siebie. Także nie ma teraz takich kontroli, aczkolwiek wygląda na to, że chyba znowu będą. Bo jeśli nastąpi Brexit, to nie wiadomo co z tym będzie. Z tego co mówią, ma się to zmienić i wyglądać tak jak kiedyś. Że znowu będzie bardzo surowa kontrola i że będzie ciężej wjechać do Anglii. Może dla osób, które są tutaj długo, będzie łatwiej, ale wydaje mi się, że dla osób nowych, to może być problem. Teraz przyjeżdżamy bez żadnego problemu, każdy wita cię z uśmiechem na lotnisku. Kiedyś było to stresujące, bo się nie wiedziało, czy się wjedzie, czy nie.

– Dlaczego wybrała Pani Wielką Brytanię i Londyn ?

– Bo miałam znajomą w Londynie i łatwiej było mi wyjechać. Także jechałam głównie do niej, bo ona już była tutaj wcześniej i dlatego został obrany Londyn. Może wybrałam to miejsce też z troszeczkę z takiej wygody, bo wiedziałam gdzie mogłam się zatrzymać i wiedziałam, że znajoma pomoże mi na przykład znaleźć pierwszą pracę.

– Czy miałam Pani konkretną wizję wyjazdu ?

– Jadąc tutaj byłam pełna niepewności, nie wiedziałam co mnie spotka, bo też w sumie nigdy nie byłam za granicą. Początki były bardzo ciężkie, muszę powiedzieć. Nie są to miłe wspomnienia. W Polsce miałam pracę, gdzie pracowałam w sklepie z biżuterią, a tutaj poszłam do pracy na noce, bardzo ciężko pracowałam, do późnych godzin i ta podróż po Londynie…Także było naprawdę ciężko, aczkolwiek, ja zdecydowałam się wyjechać bardzo szybko. Tylko trochę wiedziałam od tej znajomej, na podstawie tego, co mi opowiadała, czyli jak tutaj jest itd. Także muszę przyznać, że przez to, że szybko musiałam wyjechać, też nie miałam za dużo czasu, żeby myśleć jak tam będzie. Bardziej wyobrażałam sobie to, co ona mi mówiła, czyli jak naprawdę w tym Londynie jest.

– Jak wyglądała pierwsza adaptacja ? Mieszkanie, prace, znajomości ?

– To było związane z moją znajomą. To ona pomogła mi znaleźć mieszkanie i w jakimś stopniu znaleźć pracę. To znaczy znalazłam ją sama, tylko ona mnie wtedy pokierowała, gdzie mam iść itd. Na pewno dzięki temu, że ona tutaj była, to było mi łatwiej.

– Jednym z elementów pierwszej adaptacji jest też komunikacja, prawda ? Ze względu na same rozbudowane sieci metra, czy komunikacja i sam fakt poruszania się  Panią „przerażał” ?

–   Tak, przerażał. Muszę powiedzieć, że jak wyjechałam pierwszy raz do centrum na rozmowę o pracę do restauracji, to wsiadając do metra, tak szczerze nie wiedziałam, czy wrócę do domu. Byłam bardzo przerażona. Natomiast jak już się przejechałam w jedną i w druga stronę metrem to sobie dałam radę. Tym bardziej, że Londyn jest podzielony na strefy. Pierwsza to centrum, później jest druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta i dalej już są obrzeża. Ja mieszkałam w trzeciej, czyli nie aż tak daleko od centrum, ale jednak trzeba było przejechać się pół godziny metrem. Ogólnie metro w Londynie jest proste, tylko trzeba umieć je czytać.

– Jakie wydarzenie uważa Pani za ważne podczas pobytu ?

– Wydaje mi się, że jeśli chodzi o takie personalne wydarzenia to, to kiedy urodził się mój syn, tutaj, w Anglii. Później urodziła się córka, ale wiadomo, to już jest drugie dziecko, ale głównie to moment kiedy trafiłam do szpitala tutaj w Anglii i urodziłam mojego Bartka, który teraz ma prawie 14 lat. To było przełomowe, bo to była zmiana roli życia. Musiałam zrezygnować z pracy i stawić czoła medycynie angielskiej. Jeśli chodzi o wydarzenia w społeczeństwie, to na pewno ataki terrorystyczne. To się bardzo pamięta. To dotyka nas, tutaj. Kiedy tu jesteśmy i nawet widzimy to w telewizji, czy jedziemy do centrum i widzimy jak to wszystko wygląda po ataku, to właśnie to mnie osobiście dotyka. Londyn jest bardzo przewrotny i człowiek wychodząc z domu za bardzo nie wie co go może spotkać. Czy coś nastąpi, czy też nie. Czy się wróci do domu, czy nie. Mimo tego, że dużo ludzi mówi, że Londyn jest bezpiecznym miastem, wcale tak nie jest. Tak się przyjęło, że jest tutaj mieszanka kulturowa i gdzieś tam, po cichu, dużo ludzi, robi to, co im się rzewnie podoba.

– Czy w związku z tym zauważyła Pani wzmożoną ochronę społeczeństwa ?

– Tak, zauważyłam. Zostały porobione blokady na mostach. Jest też tak, że bezpośrednio po ataku ta służba jest bardzo wznowiona. Później to wszystko ucicha i znowu Londyn wraca do życia, więc jest tyle samo służby, co było przed atakiem. Człowiek też po prostu czeka na to co się może wydarzyć.

– Jak wyglądają relacje z mieszkańcami Londynu ?

– Bardzo dobrze. Tutaj każdy ma swoje życie, co mi się bardzo podoba. Ogólnie ludzie mają bardzo prywatne życie i nie zaprzyjaźniają się aż tak bardzo, chyba, że mieszka się, tak jak w tym domu, już 12 lat, no to jestem już zaprzyjaźniona z moimi sąsiadami. Natomiast jeśli chodzi ogólnie o relacje z ludźmi, których się nie zna, to są one bardzo prywatne i anonimowe. Każdy z reguły patrzy tutaj na siebie. Ludzie są bardzo mili, ale powiedziałabym, może nie egoistyczni, ale są tacy, że nie interesują się za bardzo twoim życiem.

– Rozumiem. A jeśli chodzi o reakcje na przybywających cudzoziemców ?

– Muszę powiedzieć, że kiedyś, za bardzo ich nie było, jak ja przyjechałam. Było spokojniej niż teraz. W Londynie też jest tak, że zależy w jakiej dzielnicy się mieszka. Są dzielnice, w których jest bardzo mało cudzoziemców, ale są okolice, które są bardzo niebezpieczne i wcale nie są one tanie. Natomiast tam jest już grupa ludzi z innych krajów, dla których inne rzeczy mają wartość. Nie pamiętam mojego kontaktu z cudzoziemcami kiedyś, ale teraz ludzie starają się być dla siebie bardzo tolerancyjni. Nie patrzą na kolor skóry, na to kto skąd pochodzi. Pamiętam, że jak przyjechałam do Anglii, to ludzie przyjęli mnie bardzo miło. Gdziekolwiek pracowałam, czy gdziekolwiek się pojawiłam, to byłam naprawdę bardzo miło przyjęta.

– Jak wyglądają relacji z Polakami ?

– Z Polakami też są dość dobre relacje, aczkolwiek mam małą garstkę znajomych-Polaków. Trzymamy się od lat i muszę powiedzieć, że jedyny kontakt jaki mam z Polakami, to jest u mojej córki w polskiej szkole, bo chodzi do polskiej szkoły sobotniej. Tam z reguły wszyscy, no chyba, że są małżeństwa mieszane, są Polakami. Różni są ludzie. Mentalność niektórych jeszcze jest taka bardziej „z Polski”, pomimo, że długo tu mieszkają. Większość jest już tutaj osadzona i starają się myśleć tutejszym tokiem myślenia. Także ogólnie relacje z Polakami mam dobre, aczkolwiek, nie mam ich dużo.

– Gdyby mogła Pani podzielić, aspekty życia na emigracji na pozytywne i negatywne, to jakie by były ?

– To może zacznę od pozytywów, tak trochę po angielsku (śmiech). Jakość życia jest tu na pewno bardzo dobra, oczywiście to zależy trochę od tego, kto jakie ma szczęście  i czy jest obrotny, jaką ma pracę i w ogóle jak sobie to życie tutaj ułoży. Także dla mnie jakość życia jest tu bardzo dobra. Jeżeli chodzi o pracę, zarobki, załatwianie spraw różnego rodzaju, tutaj wszystko jest o wiele łatwiejsze. Oczywiście też trzeba pracować i się kształcić, ale po prostu przelicznik pieniądza też jest o wiele lepszy niż w Polsce. Także tutaj na pewno jest lepsze życie, lepszy standard życia i przynajmniej dla mnie żyje się tutaj bardzo dobrze. Jeżeli chodzi o negatywy, to jest to fakt, że jest się z dala od Polski, od rodziny. Bo jednak dużo omija nas sytuacji, uroczystości, czy nawet dramatycznych zdarzeń. Przechodzą nam tak jakby obok. Teraz człowiek może jeździć do Polski ile chce, ale były czasy kiedy się naprawdę nie jeździło i to były początki, gdzie człowiek bardziej tęsknił. Ja też już sama zauważyłam, że po tylu latach w Anglii mniej tęsknię za domem, czy za rodziną, bo już się przyzwyczaiłam do tego życia. Ja wiem, że jadę do Polski na wakacje, ale dwa, trzy tygodnie i wracam, bo tu jest mój dom. Natomiast muszę powiedzieć, że to ta tęsknota za rodziną i to, że nie uczestniczymy w tym, co się dzieje w Polsce, czyli urodziny, imieniny, czy święta, bo czasami tu zostajemy i jesteśmy z dala od naszych bliskich. To jest najgorsze.

– Czy trudno było znaleźć pracę ?

– Nie. Zdecydowanie nie. Muszę powiedzieć, że nie była to jakaś super praca, ale nie ma i  nie było, problemów ze znalezieniem pracy. Jest naprawdę duży wybór. Kwestia tego, kto w czym, chce się ukierunkować. Ogólnie, dostaje się bardzo dużo pomocy, jeśli chodzi o kształcenie, o kursy różnego rodzaju, gdzie część z nich jest darmowa. Jest to bardzo udogodnione. Jeżeli młodzież kończy tutaj studia, to oni mają później zagwarantowaną pracę. Na ich ostatnim roku, pół roku spędzają na uczelni, drugie pół poświęcają na tzw. „work experience”, czyli zbierają doświadczenie i od razu po studiach dostają pracę tutaj. Także muszę powiedzieć, że ta droga nie jest może czasami łatwa, ale jeżeli ktoś bardzo chce, to uważam, że świat tutaj stoi otworem, szczególnie dla młodych ludzi. Tak jak ja przyjechałam, miałam wtedy 21 lub 22 lata i nie miałam super pracy, ale muszę powiedzieć, że w ciągu pół roku zarobiłam na mieszkanie w bloku, w Polsce. Także ogólnie jest tu naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o awans, ciężko mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ pracowałam w biurze przez krótki okres. Miałam swoją pozycję, gdzie nie mogłam awansować. Natomiast widziałam rywalizację w ludziach. Mentalność Anglików też jest taka, że są bardzo mili, ale w środku być może nie do końca. Oni nie zrobią przykrości, zawsze są pomocni, ale tak naprawdę w duchu myślą sobie: „ weź sobie sam daj radę”, także to też nie jest złe, bo jeżeli nam pomagają i są mili, to nas tak za bardzo nie obchodzi co oni czują w środku. Teraz prowadzę domowe przedszkole, jakie kursy sobie zrobię, takie zrobię. Już sama sobie wszystko planuję. Dlatego tutaj też nie mam możliwości awansowania na stanowisko.

– Czyli jest to przedszkole dla dzieci  Polonii  mieszkającej w Londynie?

– Do przedszkola uczęszczają dzieci anglojęzyczne, które mają rodziców mieszanych. Na przykład mama jednej dziewczynki jest Polką. A tak ogólnie to dzieci są z Niemiec, Francji, Nowej Zelandii, Szkocji. Właściwie to ich rodzice pochodzą z różnych krajów, bo dzieci urodziły się już tutaj.

– Czy prace podejmowane przez Panią były satysfakcjonujące ?

– Były. Muszę powiedzieć, że naprawdę były. Tak jak mówiłam, ludzie są naprawdę pomocni, nawet jeśli się zaczyna pracę. Czy w nauczaniu, przyuczaniu, czy korektowaniu, są pomocni. Nie wspominam źle tego okresu początkującego w mojej pracy.

– Czy rozwinęła się Pani zawodowo i osobiście ?

-Tak. Rozwój nastąpił, bo jednak tutaj trochę prac wykonywałam w Anglii, aż w końcu doszłam do wniosku, że chciałabym otworzyć przedszkole i udało mi się. Tak szczerze, to jestem zadowolona. Cały czas się kształcę, cały czas robię różnego rodzaju kursy, których oświata od nas wymaga i musimy naprawdę tego pilnować. Także mogę śmiało powiedzieć, że rozwój nastąpił. Szczerze mówiąc, po tylu latach w Anglii, właśnie teraz robię to co lubię. Tak jak mówiłam, pracowałam w biurze, wykonywałam też inne prace, ale nie sprawiały mi one takiej satysfakcji jak ta praca teraz. Każdy dzień przynosi coś innego, coś związanego z dziećmi lub z rodzicami, więc muszę być na „tip top”, żeby wszystkiemu sprostać. Muszę powiedzieć, że te wcześniejsze prace mnie zahartowały do robienia tego, co robię. Nie boję się trudnych sytuacji, wyzwań czy w pracy, czy życiu osobistym. Stałam się silniejsza z roku na rok pobytu w Anglii.

 

– Czy Pani oczekiwania co do wyjazdu pokryły się z rzeczywistością ?

– Tak. Zdecydowanie pokryły się. Szczególnie, z biegiem czasu. Początki z reguły nie są łatwe, ale jeżeli chodzi o upływ czasu, to naprawdę się pokryły. Jestem zadowolona, że wyjechałam z Polski. Myślę, że moja ścieżka zawodowa nie potoczyłaby się w Polsce, tak jak tutaj. Patrząc nawet na moją pracę, którą aktualnie wykonuję, to tak jakby nie ma racji bytu w Polsce. Wydaje mi się, że w Polsce nie osiągnęłabym tego, co osiągnęłam i może nie dorobiłabym się tego, czego się dorobiłam. Uważam, że życie w Polsce, byłoby gorsze niż w Anglii, tak szczerze.

– Bardzo dziękuję za rozmowę. Do usłyszenia!
– Ja również dziękuję. Pozdrawiam!

Tags:
Poprzedni artykuł

Dodaj komentarz