LOADING

Type to search

A co z „nie kradnij”?

bartekkalucki 12 listopada 2014
Share

Afery z posłami, oskarżanymi (na razie medialnie) o wyłudzenia, obrazuje problem nie tylko klasy politycznej, ale również problem nas wszystkich. Problem trochę niezauważony, zagłuszany, od którego odseparowujemy nasze sumienie.

Chodzi oczywiste o wszelkiego rodzaju „załatwiactwo”, ujawniające się np. w zaniżaniu kosztów transakcji, których dokonujemy, aby zyskać trochę grosza na VACie, czy chociażby w sztucznych zwolnieniach lekarskich, a nawet chwaleniu się swoją przebiegłością w skorumpowaniu policjanta, któremu wystarczyła nasza stówka zamiast mandatu na stówek 5.

Podatki mnie gnębią

VBC17 / Flickr.com

VBC17 / Flickr.com

Pytanie: z czego bierze się społeczne przyzwolenie na tego rodzaju czyny, również ze strony katolików? Niektórzy mówią, że trzeba odebrać co swoje, jeśli bowiem państwo (tzw. „oni”) „okrada” mnie poprzez PIT, CIT, VAT, składki na ubezpieczenia społeczne, i inne daniny, to odbiorę choć trochę z tego co moje.

Nie mogę być gorszy

Znaczącym argumentem jest też słynne „wszyscy tak robią”, skoro wszyscy, to nie mogę być gorszy, czuć się wyobcowanym, co gorsza niezaradnym. Zaradność bowiem wymieniana jest jako cnota podstawowa, którą należy za wszelką cenę pokazać. Trochę też zapomnianym wydaje się, że opisane wyżej czyny, stanowią złamanie przykazania „nie kradnij”. Kradzież bowiem kojarzona jest z kieszonkowcem czyhającym na nas w autobusie, czy członkiem jakiejś wszechwładnej grupy przestępczej, trudniącej się kradzieżą samochodów. A tym kimś przecież nie jestem, ja tylko, tak po janosikowemu, odbieram co swoje, albo oszukuję tych, którzy chcą mnie oszukać.

To też grzech

Być może zbyt mało jest w tej kwestii, wyraźnie słyszalnego głosu Kościoła. Wskazywania tego, że niezgodne z Ewangelią jest nie tylko zabijanie, cudzołóstwo, świętokradztwo, ale też inne, na pierwszy rzut oka, czyny tzw. mniejszej wagi, mniejszej tylko pozornie.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz