LOADING

Type to search

6 prawd “Obywatela” Jerzego Stuhra!

Maria Józefina Magner 12 listopada 2014
Share

We wtorek, 4 listopada 2014 roku przedpremierowo widziałam najnowszy film Jerzego Stuhra. Wierzę w szczerość tego obrazu, dlatego postanowiłam sformułować dla Państwa – na wzór ważnych dla filmu sześciu prawd wiary – sześć prawd “Obywatela”.

  1. Jest jeden obywatel. Główny bohater filmu – Jan Bratek, grany przez trzech aktorów (Aleksandra Kroma, Macieja Stuhra i Jerzego Stuhra). I to jego losy są osią konstrukcyjną filmu, przypominają puzzle, które trzeba sobie poskładać (uwaga, istnieją postacie, które pojawiają się w różnych scenach i mają swoją własną układankę). Jest to obywatel szczególny, dorastający w określonym czasie historycznym, szukający swojej tożsamości, próbujący po prostu normalnie żyć w ciągle zmieniającym się świecie. Jednak każde działania – nawet te w większości przypadkowe – to zgoda na ponoszenie ich konsekwencji. A te często okazują się bardzo bolesne i wymuszają na bohaterze kolejne zmiany… Jan Bratek to niepozbawiony humoru i wzbudzający sympatię widza (auto)ironiczny portret obywatela państwa (absurdy życia w kraju pozostają, nawet gdy zmienia się ustrój).
  2. Widz jest sędzią sprawiedliwym. A przynajmniej ma możliwość obiektywnej oceny rzeczywistości przedstawionej w fabule, porównywania jej z własną wiedzą i pamięcią historyczną. To też podróż do czasów dzieciństwa (lub dzieciństwa starszych pokoleń). Pokazująca, że wspomnienia osobiste często mają zupełnie inny charakter i hierarchię wartości niż nauczane w szkole fakty historyczne. Tyle wersji wydarzeń, ilu ich uczestników (czynnych lub biernych). Prawda zależy od tego jaki fragment historii obserwowaliśmy. Jaki to film? Dzięki zastosowanej technice – od zdjęć czarno-białych po te kolorowe cyfrowej jakości – oraz scenografii i kostiumom zapraszający do podróży w czasie.
  3. Są trzy wymiary Jerzego Stuhra. W tym filmie, artystycznie po raz kolejny wziął na siebie trzy role: scenarzysty, reżysera oraz aktora. Efekt? Bardzo autorski film.
  4. Stuhr stał się człowiekiem. Dlaczego? Lata życia bohatera – od 1947 do 2014 – ukazują proces kształtowania się człowieka, jego myślenia o sobie, innych, kraju… Ten film to próba rozliczenia się ze sobą i światem, w którym przyszło żyć. Nie jest to jednak autobiografia, ale zawarte w niej historie często mają wymiar osobisty (obok korzystania z doświadczeń innych i wyobraźni). Dlatego ten film to dla mnie osobista i indywidualna historia, ukazująca naturę człowieka często aż do bolesnych granic.
  5. Pamięć ludzka jest nieśmiertelna. A przynajmniej żyje, zmienia się i warunkuje postępowanie. Jedne ze scen, które najbardziej mnie poruszyły, dotyczyły pierwszej miłości Jana Bratka, Anny. Bohaterkę pierwszy raz poznajemy jako żydowskie dziecko (w tej roli Paulina Wiktoria Woś). Później, jako dziewczyna wkraczająca w dojrzałość (grana przez Jaśminę Polak), postanawia przeżyć inicjację z głównym bohaterem, tuż przed przymusowym wyjazdem z Polski. Ten gest – przyspieszony przez wydarzenia w kraju – staje się nie tylko wyrazem uczuć do Janka, lecz także patriotyzmu. Kiedy matka Jana Bratka uniemożliwia mu pożegnanie ukochanej na Dworcu Gdańskim, wściekły bohater rzuca bukietem biało-czerwonych goździków o podłogę. Rozsypane i złamane kwiaty też wydają się być symboliczne: złamana zostaje miłość dwojga ludzi (i przez system / historię, i przez matkę bohatera) oraz niszczącemu rozsypaniu podlegają losy Polaków (tych pozostałych w kraju, i tych zmuszonych do emigracji). Co więcej, jak pokazują dalsze losy Jana Bratka, ta historia powraca do niego po latach (i w rzeczywistości, i zmodyfikowana w marzeniach sennych).
  6.  Łaska śmiechu jest do życia koniecznie potrzebna. A żeby śmiać się z samego siebie potrzeba nie lada dystansu – dystans do siebie to cecha Jerzego Stuhra. Tak jak i wychwytywanie komizmu sytuacyjnego, słownego, a przede wszystkim prowokowanie śmiechu oczyszczającego, śmiechu tak często gorzkiego i bolesnego. Podczas całego seansu salwy śmiechu często rozbrzmiewały na sali, ba słychać je było nawet podczas napisów końcowych (ze zdumieniem odkryłam, że do napisania najbardziej wyrafinowanego tekstu wszech czasów – utworu “Kręć mi dupą” potrzeba było aż dwóch osób). I dobrze, że film poruszający wiele istotnych spraw jest komedią, niegłupią komedią.

Tags:

You Might also Like

Leave a Reply