LOADING

Type to search

4 000 sygnałów miłości

Marta Jasic 14 września 2014
Share

Miałam napisać ten tekst już 29 sierpnia, chwilę po tym jak zamknęły się drzwi za ostatnim z Was. Postanowiłam jednak dać sobie czas na otarcie łez i przewietrzenie myśli. To drugie pożegnanie z grupą w mojej raczkującej karierze żłobianki, ale o ile to ubiegłoroczne było zasmucające, tak to sprzed dwóch tygodni połamało mi serce na dwadzieścia dwa kawałki.

7814040568_858791ee9c_m
Marynia i Beatka powtarzają, ze chciałyby spotkać Was kiedyś na ulicy. Wtedy gdy będziemy taszczyły reklamówki z Biedronki oparte na balkoniku, a Wy będziecie popijać żubra z gwinta i przeklinać w szerokich spodniach odsłaniających bokserki. Opowiedziałabym Wam wtedy o szalonym roku, który wspólnie przeżyliśmy na poddaszu żłobka i o tym, jak fantastycznymi roczniakami byliście.

Przeprosiłabym Was za to, że zajmował się Wami ktoś, kto nigdy nie wygrałby żadnego Plebiscytu na Profesjonalną Opiekunkę Roku. Za to, że tak nieudolnie i amatorsko kreśliłam nasze kolejne dni. Za podjadanie Waszych chrupków kukurydzianych, za nadawanie przezwisk („Pajda Ze Smalcem”, „Achrem Achrem”, „Dziub”, „Carlos Frun”, „Pineska”, „Sys”), śpiewanie Katy Perry przy przewijaniu („Ju maj tinejdż drim”) i odkręcanie kranu przy nocnikowaniu – żebyście szybciej siusiali. Przepraszam, że zgubiłam każdemu z Was statystycznie trzy i pół skarpetki, że w pośpiechu ubierałam Was w cudze buty na plac zabaw. Przepraszam, za rozpraszanie Waszego zasypianie moim tańcem „Ram zam zam” i za to, że w sesji na dywanie królowały kartki z moimi uczelnianymi notatkami. Za to, że zamiast śpiewać Wam „Ogórek, ogórek, ogórek” częściej słychać było u nas Radio Zet. Mam jednak nadzieję, że przekazałam Wam to, co wydawało mi się być najważniejsze – jak wartościowymi i ważnymi istotami jesteście. Od samego początku. Nigdy nie mówiłam do Was ciuciającym tonem ani nie groziłam palcem ze swoich metr siedemdziesiąt kilka. Nigdy nie karałam Was za to, że w danej chwili mieliście na siebie inny pomysł niż ja. Żonglowałam planem dnia tak, żeby dostarczyć Wam jak najwięcej frajdy. Cieszyłam się Wami biegając boso po trawniku placu zabaw i oblewając się ku Waszej uciesze wodą (zanim stało się to popularne).

Ostatnio w kazaniu mój nowy wikariusz powołując się na psychologię rozwojową powiedział, że dziecko powinno dostawać 4000 sygnałów miłości dziennie. Nie doliczę się dokładnie całusów na powitanie, przytuleń przed snem, łaskotek na dywanie, głaskania czółek, czesania włosków, ale mam wrażenie, że każdy nasz dzień zasypany był gradem czułości. Kiedy zaczynałam pracę usłyszałam od mojej starszej i bardziej doświadczonej koleżanki po fachu, że nie mamy kochać podopiecznych, tylko się nimi zajmować, bo miłość mają w domu – ale jestem spokojna o to, że od takiego przybytku serce nie boli.

Dziękuję Wam Moje Łysolki za to, że dzięki Wam wśród codziennych ludzkich rozczarowań, trosk i wątpliwości, ja miałam możliwość robić to co kocham i w co wierzę. Że moja praca to tak naprawdę mój drugi dom, a każdy dzień jest ekscytującą, uśmiechniętą przygodą. Zosiu, Tami, Bruniu, Oleńko, Oskarze, Wojtusiowie, Emilki, Teresko, Tobi, Igorku, Kubuniu, Zuźko, Kacperku, Jasiu – moje małe sygnały miłości, do zobaczenia!

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz