LOADING

Type to search

Gdy uzdrowienie (nie) przychodzi

zafor hasan 27 lipca 2013
Share

Często ludzie przychodzą na tzw. msze o uzdrowienie w nadziei doświadczenia (bądź zobaczenia) jakiegoś cudu. Spektakularne uleczenie kogoś z choroby jest dla nich znakiem Mocy Bożej. Co jednak w sytuacji, gdy- tak wyczekiwane wyzdrowienie- nie nadchodzi?

Gdy człowieka coś boli, jego pierwszym odruchem jest chęć uśmierzenia bólu. Cierpienie przecież – z czysto fizjologicznego punktu widzenia – pozostaje czymś strasznym. Fizycznie nie ma nic pięknego w tym, że ciało słabnie, jest nieposłuszne woli ludzkiej czy obumiera. Wówczas naturalną reakcją jest wołanie o pomoc lekarską. Dla chrześcijanina zaś najlepszym lekarzem (duszy i ciała) pozostaje Jezus z Nazaretu.

pap

Nie da się zaprzeczyć, że sporą część swojej publicznej działalności Chrystus poświęcił uzdrawianiu ludzi, których – specjalnie w tym celu – znoszono pod jego stopy. Jak mówi Pismo: „leczył wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu” (Mt 4, 23). Zastanawiający jest szczególnie jeden przypadek, gdy Jezusowi przyniesiono paralityka (por. Mk 2). Jego pierwsze słowa nie brzmiały wcale: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Jak czytamy: „Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy»” (Mk 2, 5). Dopiero potem Chrystus wysłał tego człowieka – już uzdrowionego, na własnych nogach – do domu. W świetle tej krótkiej, ewangelicznej historii niezbyt trafnie brzmią – często powtarzane przy różnych okazjach- życzenia zdrowia, bo „przecież ono jest najważniejsze”.

W codzienności możemy zauważyć pewien paradoks: z jednej strony dostrzegamy piękno nauki Jana Pawła II, gdy mówi on o „zbawczej roli cierpienia” (Salvifici doloris, 1984); z drugiej – uciekamy przed nim, wypieramy je z naszej świadomości, wzdrygamy się na samą myśl o nim.

Obecność cierpienia w egzystencji człowieka jest problemem zbyt głębokim, by mogły go rozwiązać banalne, utarte odpowiedzi. Przywołany powyżej Papież, w swoim Liście apostolskim „Zbawcze cierpienie”, wcale nie spłyca podjętego tematu. Analizując go m.in. poprzez Księgę Hioba, listy św. Pawła – dostrzega dramatyzm ludzkiego losu, wołanie człowieka w ciemności choroby. Nie znajdziemy w tym tekście prostych rad. Jego – być może najpiękniejszy – fragment brzmi: „Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: „Pójdź za Mną!” Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie! Przez mój Krzyż” (nr. 26). Nawet jeśli więc cierpienie nie uszlachetnia (co możemy spokojnie powtórzyć za ks. Tischnerem), to jednak – pozostając tajemnicą – ma sens. Tak przynajmniej ufamy.

Arturo Mari, fotograf Jana Pawła II, w swojej wspomnieniowej książce „Do zobaczenia w raju!” przytacza historię ciężko chorego chłopca, którego marzeniem było spotkać się z Papieżem. Życzliwi sąsiedzi pomogli i mógł on przybyć na ustalone poprzez ks. Dziwisza spotkanie z Ojcem świętym „sam na sam”. Ich rozmowa trwała długo i zakończyła się wspólnym odmówieniem różańca w papieskiej kaplicy. Marzenie nastolatka spełniło się. Czytając to wspomnienie, pewnie niejeden czytelnik liczy, że skończy się ono klasycznym „happy endem”- chłopiec spotkał się przecież z Janem Pawłem II, przebywał w jego obecności, pewnie, gdy wróci do domu, wyzdrowieje. Rzeczywistość była jednak odmienna – bohater tej historii wyszeptał do Papieża na pożegnanie krótkie: „Do zobaczenia w raju!”, na krótko zaś po swoim powrocie do rodziny spokojnie umarł.

Piękno przytoczonej powyżej opowieści tkwi właśnie w tym, że klasyczne uzdrowienie z choroby nie nadeszło, mimo tego chory zachował w sobie spokój i pogodę ducha. Jest wiele podobnych przykładów. Ks. Jan Kaczkowski, autor książki „Szału nie ma, jest rak”, któremu dokucza glejak mózgu, otwarcie dziś przyznaje, żeby nie prosić nachalnie Boga o jego wyzdrowienie. Pamiętam (sam jestem osobą lekko niepełnosprawną), jak kiedyś w mojej parafii pewna pobożna kobieta podeszła do mnie i powiedziała: „Jedź do Medjugorje, Matka Boża Cię uzdrowi!”. Takie myślenie zakłada chyba, że Pan Bóg, Maryja mogą działać tylko w określonych miejscach – musiałbym jechać kilkaset kilometrów, by doświadczyć uzdrowienia. Tak jakby gdzie indziej było to niemożliwe (gdy człowiek pojedzie do Lourdes, może przyznać, że jego cierpienie wcale nie jest takie ogromne, a już na pewno nie jest jedyne – będzie to wyraźny, być może jedyny, rezultat pielgrzymki).

Na początku zaznaczyliśmy, że – dla chrześcijanina – najlepszym lekarzem pozostaje Jezus. To przekonanie musi się wyrażać w trudnej praktyce. Jeśli przejmiemy się tym dogłębnie, możemy przyznać, że – kiedy widzialne uzdrowienie nie nadeszło – działo się to za Wolą Jego. Mimo, że jest w nas odruch, by coś od Boga niemal wymusić, w pewnej chwili chyba jednak lepiej uznać, iż stajemy wobec czegoś, co nas przerasta. Cierpienie zawsze pozostaje tajemnicą. Osobiście mam przeczucie, że Chrystus nie ceni wyłącznie tężyzny fizycznej – dla niego atletą (Bożym, czyli ducha) pozostanie zawsze człowiek, którego ból „może zniszczyć, ale nie pokonać”.

W rozmyślaniu nad sensem cierpienia często przychodzi mi na myśl genialna scena z „Quo vadis” Sienkiewicza: oto Piotr ucieka z pogrążonego w prześladowaniach chrześcijan Rzymu. Nagle dostrzega światłość, w której rozpoznaje swojego Mistrza. Na pytanie: «Dokąd idziesz?», Apostoł słyszy głos Chrystusa: «Gdy Ty opuszczasz mój lud, do Rzymu idę, aby mnie ponownie ukrzyżowano»”. Ta wstrząsająca odpowiedź Jezusa może stanowić pomoc, gdy wzdrygamy się przed trudnym, często bolesnym, życiowym wyzwaniem…

1 Komentarzy

  1. Rexbet 15 kwietnia 2022

    Rexbet Casino Rexbet tüm kullanıcılarına sorunsuz ve kazançlı bir casino deneyimi yaşatmaya baz alarak, harika bir casino menüsü oluşturmuş. Tüm Dünya ile aynı anda en yeni casino oyunlarını oynamak için Rexbet casino senin için doğru adres olacak.

    Odpowiedz

Leave a Reply