Gdy rodzi się wiara…

Gdy rodzi się wiara…

O Wschodzie ranny! Światło wiekuiste, Sprawiedliwości Słońce promieniste,
Przybądź i oświeć w ciemnościach siedzące  – nędznych tysiące.

I tak, po raz kolejny w swoim życiu, przeżywamy adwent. Wstajemy wcześnie rano na Roraty, zapalamy fioletowe świece na wieńcach i śpiewamy rzewne adwentowe pieśni. Rozważamy teksty proroka Izajasza o korzeniu Jessego, wspólnie z Janem Chrzcicielem prostujemy ścieżki Panu, wysławiamy Maryję która zrodziła światu Zbawiciela. Ale na co tak na prawdę czekamy?

O Korzeniu Jesse! - witraż z katedry w Chartres - fot. Wikimedia Commons

O Korzeniu Jesse! – witraż z katedry w Chartres – fot. Wikimedia Commons

Adwent to okres oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Jak to rozumieć? Chyba nie dosłownie, bo przecież Zbawiciel przychodzi właściwie nieustannie. W każdym momencie gdzieś na świecie dokonuje się Eucharystia, kiedy to Jezus staje się realnie obecny na Ołtarzu. Z tego punktu widzenia, taki mały „adwencik” przeżywamy zawsze podczas Mszy Świętej – od jej rozpoczęcia do momentu konsekracji, kiedy poprzez słuchanie Słowa Bożego przygotowujemy się na przyjście Chrystusa. Również całe nasze ziemskie życie jest adwentem, bowiem jest to czas który Bóg nam dał na przygotowanie do spotkania go „twarzą w twarz” (1J 3,2). Prawdopodobnie jednak większość z nas prawie w ogóle o tym nie myśli – skutkiem czego nasze nasze przygotowanie na koniec ziemskiej pielgrzymki odkładamy na później. Dlatego właśnie Kościół co roku zachęca nas do przeżycia 4-tygodniowego adwentu.

Jako katolicy mamy sprawę zdecydowanie ułatwioną – należymy do Kościoła Katolickiego, posiadającego depozyt Prawdy, a na naszych ziemskich ścieżkach wsparcie stanowi bogaty skarbiec sakramentów. Wyróżnia nas to, że Bóg już raz do nas przyszedł – z ogromną łaską, jaką jest wiara. Ale niektórzy na tę łaskę wciąż czekają, a wielu z tych, którzy już ją mają, nie korzysta z niej i jej nie docenia. Ci ludzie potrzebują adwentu – potrzebują przyjścia Pana, ale muszą się do niego gruntownie przygotować.

Przede wszystkim, należy sobie zadać pytanie, co jest najważniejsze w katolicyzmie. Wbrew wyobrażeniom wielu ludzi, nie jest to bycie dobrym człowiekiem; twierdzenie, że nieważne w co się wierzy, bo najważniejsze jest dobre postępowanie jest z gruntu fałszywe, o czym poniżej. Mało logiczne jest również porównywanie wiary w dogmaty i czynienia dobra na zasadzie „złotego środka” – twierdząc, że i jedno i drugie jest ważne, i nie należy popadać w skrajność. W ogóle jakiekolwiek proporcje nie mają tu sensu, gdyż mówimy o rzeczywistościach znajdujących się na różnym poziomie; wiara zawsze idzie jako pierwsza – szczera wiara, będąca łaską od Boga a nie naszą zasługą, dopiero powoduje w człowieku dobre owoce, czyli cnotliwe życie. Oczywiście, nie ma ani ludzi zawsze dobrych, ani zawsze grzesznych – każdy popełnia dobre i złe uczynki; ważne jest to, na ile potrafimy nad sobą pracować i jak mocno się poprawiamy. Człowiek będący prawdziwie katolikiem, wierzący w prawdy wiary Kościoła całkowicie naturalnie będzie na nich opierać swoje postępowanie. Taka osoba nie będzie oczywiście wolna od grzechu, ale dopóki zachowuje szczerą wiarę, dopóty będzie się starać żyć jak najlepiej, a grzechy będą tylko potknięciami na drodze. Jeśli popadnie w ciężkie grzechy, to stanie się to tylko na skutek kryzysu wiary. Z drugiej strony – istnieją oczywiście ludzie niewierzący, którzy starają się przestrzegać zasad moralnych i być „dobrymi ludźmi”. I chwała im za to. Dostrzegam tu jednak pewien zgrzyt. Wiara daje bowiem podstawę do dobrego postępowania, i nadaje mu sens – również wtedy, gdy bardziej korzystnie z punktu widzenia ziemskich interesów człowieka byłoby postąpić w sposób niemoralny. Wtedy bowiem tylko wiara powstrzymuje człowieka przed grzechem. I dlatego człowiek niewierzący, choćby zawsze się starał postępować dobrze, w końcu musi sobie zadać pytanie: Po co ja to robię? Bez wiary w Boga, nadziei na oglądanie go w Niebie i miłości którą On jest, na tak postawione pytanie nie ma odpowiedzi. Jeżeli dobre postępowanie nie jest oparte na solidnej podstawie wiary, to musi w końcu przegrać z ludzką słabością i chciwością. Do tego dochodzi trudność w zdefiniowaniu, co jest dobre a co złe – katolik dzięki autorytetowi Kościoła nie będzie mieć takich wątpliwości.

O Wschodzie! - Pieniński Park Narodowy - fot. Autor

O Wschodzie! – Pieniński Park Narodowy – fot. Autor

Tak więc Bóg przychodzi do nas z darem wiary. Jak widać, bardzo istotne jest, aby umieć ten dar przyjąć i rozwijać. Najciężej jest jednak chyba dać sobie szansę na jego otrzymanie. Bóg bowiem w swoim miłosierdziu dał człowiekowi wolną wolę – dlatego człowiek ma prawo oddalić się od Boga. Bóg nie pokazuje się człowiekowi na ogół w sposób bezpośredni, ale poprzez Swoje dzieła. Oczywiście człowiek zapatrzony tylko w osiągnięcia ludzkości, tudzież koniec swojego nosa, nie dostrzega prostego faktu, iż zwierzęta, rośliny, planety, prawa logiki i fizyki, nie wzięły się znikąd. Osoba opierająca się tylko na nauce może dokładnie poznać te prawa, ale nie odpowie sobie na pytanie – dlaczego są takie, a nie inne? Czy po stwierdzeniu, że świat powstał wskutek wielkiego wybuchu nie należy zapytać, wskutek czego zaistniał ów wybuch? Warunkiem poznania prawdy jest zatem opuszczenie ciasnego pojmowania świata jako zbioru praw i ciał fizycznych, i zwrot ku ich przyczynie. Najbardziej nieracjonalnym pomysłem człowieka jest bowiem uznanie, że świat tłumaczy się sam przez się, bez odniesienia do Stwórcy. Zawsze wtedy pojawia się coraz więcej niewiadomych. Dopiero uznanie, że istnieje Bóg, który to wszystko stworzył i nieustannie pobudza do działania, wprowadza w obrazie świata porządek i logikę. Dochodząc do tego miejsca, człowiek zaczyna szukać prawdy o Bogu. Szukać może w różnego rodzaju religiach i ideologiach, ale znajdzie tylko w Kościele Katolickim – jako jedyny posiada on spójną i logiczną doktrynę, ponieważ został założony przez Chrystusa i codziennie umacnia się Jego Ciałem i Słowem. Oczywiście poznanie dogmatów i przyjęcie ich jako prawdziwych nie oznacza jeszcze wiary – jest to dopiero umożliwienie otrzymania od Boga tej łaski. Ale człowiek otwarty i pragnący wiary na pewno ją dostanie.

Czekajmy więc na Pana i módlmy się – najgoręcej za tych, którym się wydaje, że na Niego nie czekają.

Konrad Myszkowski
Napisane przez Konrad Myszkowski

Student, animator Ruchu Światło-Życie, "trydenciarz". Życzę owocnej lektury i zapraszam do dyskusji w komentarzach :)

1 Odpowiedzi na komentarz

    Dodaj komentarz