Gdy już nic nie pomaga

Gdy już nic nie pomaga

Podtytuł książki brzmi „Modlitwa wstawiennicza o uzdrowienie”. Ks. Jan posługuje się taką modlitwą. W krakowskiej wspólnocie „Misericordia”. Odprawia Msze Św. w pierwsze soboty miesiąca w kościele ojców pallotynów przy Bulwarowej. I w ostatnie soboty miesiąca w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy na os. Bohaterów Września. Księdzu pomaga w tej posłudze osoba świecka, pani Stanisława Dąbrowska.

 

Powiedzielibyśmy, że ten „problem” to kwestia natury. A w zasadzie osoba być może jest przewrażliwiona na swoim punkcie. Ktoś mógłby powiedzieć, w nowoczesnym stylu, żeby się ogarnęła i już. I wszystko będzie dobrze. Albo wysłać na psychoterapię, jakiś trening. Jeśli już koniecznie chce szukać pomocy. Ale czy musi? Inne pytanie, czy znajdzie. I co właściwie jest tu problemem?

 

Pewna kobieta jednak rozpoznała u siebie problem. „Mam już ponad 25 lat. Skończyłam studia wyższe i pracuję. I wciąż nie potrafię przemóc dziwnego paraliżu, który ogarnia mnie, gdy staję w towarzystwie innych. Nie wiem, skąd to się wzięło. Nie potrafię nad tym zapanować. Wizyty u psychologa nie przyniosły większych efektów…”.

Jest godne zastanowienia, ile my swoich słabości bierzemy na siebie. Pewne złe sytuacje, jakieś braki, coś, co jest w nas, a z czym nie dajemy sobie rady, coś, co się powtarza i ciąży na całym naszym życiu. Coś, co idzie za nami i próbuje nam to życie zepsuć. „Bo ja zawsze jestem taki”, „bo zawsze to tak się musi skończyć”. Coś, co nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł, co nie pozwala otworzyć się w pełni na życie, cieszyć się nim. Coś, co być może zepsuło już przyjaźnie, miłości, związki. Bo nie potrafimy, bo coś nam przeszkadza. Każdy jest grzeszny. Tak, to prawda. Ale na tym zdaniu nie można się zatrzymać.

25 – letnia kobieta nie zatrzymała się. Przyszła po ostatnią szansę na odmianę. A w zasadzie pierwszą i jedyną. Czasem próbujemy „wszystkiego” (jeśli już próbujemy). Bo nie stać nas na wiarę w to, że to Bóg uzdrawia i tylko On może pomóc. Nie oddajemy Mu naszych słabości. Oto co w książce pisze ks. Reczek o wspomnianej kobiecie: „W czasie modlitwy Pan Jezus wprowadził nas w okoliczności jej narodzenia. Tam leżała przyczyna przedstawionych zahamowań. Związana była z reakcją ojca, który widząc dziecko, z zawodem wypowiedział: Dziewczynka? Spodziewał się syna. Bóg dał mu córkę. Brak miłości zawarty w braku otwartości serca na plan Boży tak zranił duszę dziecka, że nawet po wielu latach było to przyczyną zahamowań i lęków".

Faktycznie niesamowite jest to, że podczas modlitwy wstawienniczej pani Stanisława widzi przyczyny tego, z czego uzdrawia Chrystus. Jest to charyzmat, umiejętność dana przez Ducha Św. Niesamowite jest również to, że w jakimś momencie życia wypowiedzenie jakichś słów, powoduje zranienie. Zranienie drogą duchową, nic fizycznego, widzialnego. Co jednak ma potem swoje skutki. Ks. Reczek pisze dalej, że jesteśmy obciążeni grzechem pierworodnym i rzeczywiście możemy zranić słowem. Podaje jednak w książce modlitwy, poprzez których odmawianie może nam pomóc Chrystus.

No właśnie. Tylko trzeba uwierzyć, że On naprawdę może na pomóc. Ks. Jan wspomina przypadki, w których Jezus skarżył się podczas modlitwy wstawienniczej, że został opluty i cierpi. Dlatego na Msze Św. z posługą uzdrowienia nie można przychodzić dla zabawy albo sensacji. A jak wiemy z Pisma Św., pomaga Chrystus, ale i wiara w to, że nam pomoże.

Najczęściej bywa tak, że człowiek wie tylko, że coś mu dolega. Nie może wyjść, obciążony przykrymi dolegliwościami, a żadne leczenie nie przynosi efektu. Cierpi na bezsenność i też nie może sobie z nią poradzić. Duchowe zniewolenie. Dziecko ma lęki, często płacze. Rodzice nie wiedzą dlaczego, w żaden sposób nie można mu pomóc. Ktoś ma pokusy samobójcze. Ktoś ma duchową zapaść. Ktoś ciągle kłóci się z rodziną.

I co się okazywało? Ktoś używał przeklinanego przedmiotu, ktoś miał kontakt z kimś z sekty i nawet o tym nie wiedział, dziecko wystraszyło się oglądając telewizję, nad kimś ciąży przeszłość rodzinna, związana z wywoływaniem duchów albo wróżbiarstwem. Ktoś nie umiał przebaczyć. Ktoś zranił słowem.

I co się okazywało? Chrystus w jednej chwili to wszystko zabierał. (Oczywiście nie oznacza to, że człowiek potrzebuje 20 minut, najczęściej też uzdrowienie wymaga przebaczenia komuś). Uzdrawiał. Co opisane w książce cuda mają nam powiedzieć? „Są ogłoszeniem niezgłębionego Miłosierdzia Bożego, które chce ogarnąć Twoje życie – tak, jak ogarnęło życie ludzi, których historie są tutaj przytoczone”, pisze ks. Reczek we wstępie do swojej książki.

Są osoby, które dzwonią do wspólnoty (kontakt na stronie parafii Matki Bożej Pocieszenia w Krakowie) i proszą o pomoc. Są takie, które przychodzą na Mszę Św. Ks. Reczek został zapytany w wywiadzie, czym ta Msza Św. różni się od innych. Przecież nie powinna różnić się niczym. I rzeczywiście, Msza Św. jest Mszą Św. Różnica tkwi w tym, jak ją przeżywamy. A przeżywamy ją w intencji i z wiarą w uzdrowienie.

Jesteśmy społeczeństwem ludzi ochrzczonych, ale wzrastanie w łasce jest bardzo zaniedbywane. Jeśli przymierze z Bogiem jest tracone i świątynia Ducha Świętego pustoszeje, to w takie miejsce wprowadza się inny lokator. A nawet sprowadza kolegów. Mało kto spodziewa się, jak niełatwo czasem wrócić do pełnej wolności życia chrześcijańskiego.

"W nowy sposób jawne stało się dla mnie, że ziemia jest areną ścierania się łaski Bożej i mocy Złego, areną bojowania, w którym człowiekowi przypada rola najważniejsza. (…) Ma moc swoim słowem przywołać skuteczne działanie Boże. Ma też władzę dać pole do działania Szatanowi, który tylko czeka na przyzwolenie – bodaj jednym słowem, bodaj jednym aktem woli człowieczej" – ks. Jan Reczek.

Autor książki przestrzega także przed modlitwą wstawienniczą osób posługujących. Bez prośby o chronienie ich i ich bliskich przez Chrystusa, bez przyzywania mocy Jego Krwi, są oni narażeni na niebezpieczeństwa. Ksiądz podpowiada także, jak na co dzień możemy chronić siebie przed złymi mocami.

Przeczytaj także

Paulina Biegaj
Napisane przez Paulina Biegaj

2 Odpowiedzi na komentarz

  1. Awatar
    Wrzesień 26, 2016

    Ostrzegajcie Ludzi przed wachadelkami bo to wrozenie czarownicy bioenergoterapii to sludzy szatana i jego Aniolow PiekieLnych zadzwon do mnie a ci powiem co jest zlego w tych praktykach 123881917

    Odpowiedz

  2. Awatar
    Wrzesień 26, 2016

    Sluchajcie kaplanow kosciola katoLickiego i nie chodzcie do bioenergoterapii diabeLskiej

    Odpowiedz

Dodaj komentarz